Pierwszy polski piłkarz w Angoli. "Myślałem, że chodzi o Anglię"

Poznań

TVN 24 Poznań, Jacek MagdzińskiPierwsze zdjęcia Jacka Magdzińskiego z Angoli

Jeszcze jesienią planował zawiesić buty na kołku, teraz rozpoczął najciekawszy epizod w swojej piłkarskiej karierze. Jacek Magdziński, 28-letni napastnik urodzony w Poznaniu, na początku stycznia podpisał kontrakt z klubem Academica Petróleos Clube do Lobito z Angoli. Jak przyznaje, propozycja całkowicie go zaskoczyła, początkowo myślał, że ktoś się przejęzyczył, chcąc mu zaoferować grę... w Anglii.

Academica do Lobito to już 17. klub w piłkarskiej karierze 28-letniego Jacka Magdzińskiego. Poza Polską grał wcześniej w Anglii i Niemczech. Polscy kibice mogą kojarzyć go z występów we Flocie Świnoujście i Zawiszy Bydgoszcz. W 2007 r. piłkarz zagrał także w jednym meczu Pucharu Ekstraklasy w barwach Lecha Poznań. Władze "Kolejorza" nie zdecydowały się jednak pozyskać testowanego gracza. Teraz Magdziński będzie trzecim w historii polskiej piłki graczem, który zagra na Czarnym Lądzie.

Myślał, że chodzi o Anglię

Jak przyznaje, gdy pierwszy raz usłyszał propozycję gry w Angoli, był przekonany, że rozmówca się przejęzyczył i mowa o Anglii. Oferta była tym bardziej niewiarygodna, że złożył mu ją nieznany menadżer za pośrednictwem... Facebooka.

- Historia jest jak z bajki. Rozwiązałem umowę z Puszczą Niepołomice (spadkowicz z I ligi - przyp. red.) i pomyślałem, że już starczy i kończę przygodę z piłką. Rozpocząłem studia, zapomniałem o tym, że ten zawód może mi jeszcze jakieś profity przynieść. Nagle w październiku padła ta propozycja - wspomina Magdziński.

Szybko okazało się, że oferta nie jest żartem, a niemiecki menedżer przyjechał do Polski, by namówić polskiego napastnika na wyjazd do Afryki. Początkowo rodzina i znajomi Magdzińskiego przyjęli tą wiadomość entuzjastycznie. Szybko jednak początkowy optymizm zamienił się w obawy. - Jak pojawiły się informacje o eboli, słyszałem: "gdzie ty jedziesz?", "nigdzie się nie wybierasz" - opowiada.

W październiku, gdy otrzymał tę niezwykłą ofertę, był piłkarzem amatorskiego klubu Promień Kowalewo Pomorskie. - Najpierw były rozmowy, spotkanie z tym menadżerem, którego wcześniej nie znałem. Potem szczepienia, wiza, bilet. Dopiero gdy dostałem ten ostatni, uwierzyłem, że to wszystko prawda. Tak naprawdę jestem tutaj i cały czas w to nie wierzę - śmieje się Magdziński.

Polski piłkarz trafił do AfrykiTVN 24 Poznań, Jacek Magdziński

Spalona głowa i bramki z kijków

Pierwsze co zwróciło jego uwagę na miejscu, to temperatura, ciepło, jakie uderzyło w twarz zaraz po wyjściu z samolotu. W styczniu temperatury w Angoli przekraczają 30 st. C.

Europejska kolonia w LobitoJacek Magdziński

- Pogoda jest non stop taka sama - jest bardzo gorąco. Uwielbiam takie warunki, czuję się rewelacyjnie. Koledzy, którzy ze mną przyjechali, narzekali, że nie mogą zasnąć, ja z kolei śpię tu jak dziecko. Żyć nie umierać! Muszę jedynie zainwestować w krem z lepszym filtrem, bo spaliłem sobie głowę - śmieje się.

Samolot, którym przyleciał Magdziński, wylądował w Luandzie, stolicy i największym mieście Angoli. - Po drodze do Lobito mogliśmy zobaczyć zza okna, jak wygląda kraj. Na wzgórzach widoczne były biedniejsze dzielnice Angoli. Widzieliśmy boiska, na których bramki były zrobione z kijków. My warunki mamy "europejskie", choć trawa jest nieco dłuższa niż w Polsce - podkreśla Magdziński.

Angola z okna samochoduJacek Magdziński

Inna rzecz, na którą zwrócił uwagę, to kobiety noszące pakunki na głowach oraz chaos na drogach. - Wszyscy tu trąbią, jak w Egipcie. Jest też mnóstwo motocykli. Widzieliśmy też jednego motocyklistę, który jechał na dwupasmowej drodze pod prąd. Różne rzeczy więc się tu zdarzają - opowiada piłkarz.

Tak z pakunkami radzą sobie miejscowe kobietyJacek Magdziński

Wiatr we włosach na pace pick-upa

Jacek Magdziński mieszka w jednym ośrodku wraz ze sporą częścią piłkarzy i trenerem. - Wszystko zgodne z wcześniejszymi ustaleniami. Mamy tu wszystko, co jest nam potrzebne do życia. Jest jedzenie, woda, sprzęt do ćwiczeń. Domu pilnuje policjant, mamy też gospodynię, która sprząta wszystko między godziną 9 a 15. Można się więc rozleniwić - śmieje się.

Przed ich dom codziennie przyjeżdża kierowca i zabiera piłkarzy oraz trenera na trening. Raz jednak samochód się nie pojawił. - Trener zarządził, że pójdziemy pieszo. Złapaliśmy jednak stopa i jechaliśmy na pace na otwartym pick-upie. Wiatr we włosach, piękna pogoda i wielka radość. To pokazuje, z jakim dystansem się tu wszystko traktuje - mówi.

"Niesamowity zbieg okoliczności"

Academica do Lobito, nowa drużyna Magdzińskiego, to beniaminek ekstraklasy angolskiej. - To klub, który nie jest znany nawet tym, którzy interesują się piłką afrykańską. To zupełnie przypadkowa historia, zbieg okoliczności, że to właśnie on, a nie kto inny tam pojechał - ocenia Radosław Nawrot, dziennikarz sportowy "Gazety Wyborczej".

Radosław Nawrot o nowym klubie Jacka MagdzińskiegoTVN 24 Poznań

- Byłem kiedyś na derbach stolicy, Addis Abeby. Poziom był niższy niż w Polsce, a mecz rozpoczął się z nieznanych powodów z 45-minutowym opóźnieniem. Na meczach w Angoli Magdziński spotka się z tym, co mi się tam bardzo podoba - z zachowaniem kibiców afrykańskich. To coś niesamowitego. Nam się wydaje, ze kibice polscy śpiewają. Prawdziwy śpiew można usłyszeć jednak w Afryce, gdzie kibice wykonują jakieś piękne pieśni na trybunach - mówi Nawrot.

Stadion w LobitoJacek Magdziński

Setki kibiców na treningu

Trudno jednak porównywać ligi etiopską i angolską. O sile tej drugiej może świadczyć fakt, że w przeszłości grał tu m.in. słynny Brazylijczyk Rivaldo, niegdyś gracz Barcelony.

Więcej podobieństw widać właśnie na trybunach. Fani zaskoczyli Magdzińskiego już na pierwszym treningu. - Na treningi przychodzi tu więcej osób, niż na mecze II-ligowe w Polsce. Gdy wychodziliśmy na rozgrzewkę, były wiwaty i oklaski. Widać, że Angola kocha futbol. Nie mogę się doczekać pierwszego meczu, na którym może pojawić się, z tego co mówił trener, nawet 20 tys. widzów! - mówi.

Jak przyznaje Magdziński, poziom ligi Girabola jest dla niego tajemnicą. Sezon rozgrywany jest tam inaczej niż w Polsce - systemem zima-jesień. - Rozgrywki zaczynają się w lutym i trwają do końca roku. Pierwszy mecz zaplanowany mamy na 14 lutego. Od 30 maja do 20 czerwca trwa przerwa. Liczę, że wówczas polecę do Polski i pozaliczam wszystkie przedmioty w szkole - mówi.

Piłkarz bowiem nie zamierza rezygnować ze studiów, które rozpoczął na Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy na kierunku menedżer sportu. W ciągu dnia ma sporo czasu, który zamierza poświęcać na naukę. - Jeśli jest zaplanowany w dniu tylko jeden trening, to od 11.30 mam wolne. Oprócz przygotowywania się na studia czas poświęcę też na naukę języka i poznanie kultury. Półwysep, na którym mieszkamy, jest piękny. Będzie więc czas na kąpiele, chodzenie po plażach - opowiada Magdziński i przesyła nam zdjęcie niedzielnego spaceru po plaży.

Tak Magdziński spędził wolną niedzielęJacek Magdziński

Angola miała być polską kolonią

Obecność Polaka nie przeszła niezauważona w angolskich mediach. Ale nie była wielką sensacją, bo w lidze angolskiej roi się od cudzoziemców, głównie Portugalczyków.

- Wynika to z faktu, że Angola to była kolonia portugalska. To dość młody kraj, który niepodległość odzyskał dopiero w latach 70., wciąż mocno związany z Portugalią. Obok są Namibia i RPA, kraje, gdzie osób o białym kolorze skóry jest dużo. Podobnie jest w Angoli. Kibice pewnie pamiętają, że gdy reprezentacja tego kraju grała na mundialu, było w ich składzie kilku białych - tłumaczy Nawrot, przypominając przy okazji zapomniany fakt z polskiej historii. - Mało kto pamięta, że Angola to kiedyś miała być polska kolonia. W 1929 roku była koncepcja, by odkupić Angolę od Portugalczyków - mówi.

Jak dodaje Nawrot, Angola to specyficzny kraj, silnie skontrastowany. Z jednej strony duże obszary biedy, z drugiej intensywny rozwój dzięki pokaźnym złożom ropy naftowej i gazu. Dopiero 12 lat temu zakończyła się tam jedna z najkrwawszych wojen domowych. - Do dziś znajduje się tam mnóstwo pól minowych, niewypałów, eksplodują stare bomby - opowiada dziennikarz.

Magdziński podpisał z Academiką 10-miesięczny kontrakt. - Trafiliśmy tu w trójkę z Europy. Razem ze mną przyjechał Niemiec z polskim paszportem i czarnoskóry Francuz. Naszym celem jest utrzymanie w lidze. Nie znam jeszcze dobrze trenera, ale widać, że "ma parcie" na wynik. Z moich wstępnych obserwacji mam wrażenie, że zespół nie potrafił strzelać bramek. Koordynacja i technika zawodników wygląda super, ale brakuje kogoś, kto by to wszystko wykończył. Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić - kończy Magdziński.

Autor: Filip Czekała /b / Źródło: TVN24 Poznań

Źródło zdjęcia głównego: Jacek Magdziński