Nietrudno znaleźć przykłady, kiedy polscy politycy publicznie posługiwali się niedelikatnymi lub wręcz wulgarnymi określeniami.
- Tego europejskiego żubra faktycznie trzeba w tej sprawie ugryźć w d**ę, żeby się ruszył. I żeby się zbroił - powiedział na czwartkowym posiedzeniu Sejmu poseł KO Paweł Kowal, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Mówił w ten sposób o unijnym programie zakupu uzbrojenia SAFE.
Później Kowal wyjaśniał, że parafrazował słowa poety Jarosława M. Rymkiewicza, który posłużył się taką figurą retoryczną w 2007 roku - choć u niego żubrem miała być Polska, a gryzącym Jarosław Kaczyński.
"K***a" z sejmowej mównicy
Po parafrazę nie sięgał za to poseł KO Artur Łącki. Na tym samym posiedzeniu, podczas debaty na temat zmian w prawie pracy, jako przerywnika użył znanego, staropolskiego słowa na literę "k". - Przedsiębiorca, wracając do domu o godzinie 17, nie siada z rodziną i nie rozmawia, tylko siada, k***a, do faktur - mówił z mównicy sejmowej.
Gdy kolejnego dnia reporter TVN24 Radomir Wit pytał go, co to za słownictwo, ten odparł: - A jakie? Takie normalne, wie pan.
- Normalne słownictwo, jak przedsiębiorcy używają, jak wracają do domu i muszą dalej pracować - dodał.
Emocje targnęły też ministrem rolnictwa. W trakcie debaty nad wnioskiem o jego odwołanie dobór słownictwa stopniował. - Jakim łobuzem politycznym trzeba być, by tak mocno wszystko schrzanić, wszystko spiep***ć, a teraz mieć czelność przedstawiać wysokiej izbie takie farmazony jako uzasadnienie takiego wniosku - mówił Stefan Krajewski z PSL.
Wcześniej w internecie premier Donald Tusk zwrócił się do polityków PiS, którzy są przeciwni programowi SAFE, dobierając nie do końca parlamentarne słowa. - 20 miliardów tylko dla tej huty. Stalowa Wola, Podkarpacie, Polska. Dotarło, zakute łby? - zapytał w filmie zamieszczonym w serwisie X.
Gówniarze i debile
"Gówniarzeria" - tak niedawno natomiast zachowanie posła PiS Sebastiana Kalety ocenił były szef klubu parlamentarnego tej partii Ryszard Terlecki. Chodziło o sytuację na korytarzu sejmowym, kiedy Kaleta wtrącił się w rozmowę reporterki "Faktów" TVN Arlety Zalewskiej z Terleckim.
CZYTAJ WIĘCEJ: W PiS wrze. "Gówniarzeria", "prawdziwe dno" i "ataki na partyjnych kolegów"
Nieco mniej powściągliwości miał jego partyjny kolega. - Ja opuszczam tą komisję. Z debilami pracować nie można. Do widzenia. Do widzenia, debile - krzyknął na odchodne poseł PiS Marek Suski, podczas jednego z grudniowych posiedzeń sejmowej komisji kultury, dziedzictwa narodowego i środków przekazu. Potem tłumaczył, że "jest wyrok sądu, który stwierdza, że określenie ograniczonych zdolności intelektualnych można określać mianem debila".
- Do kogo, ty gówniarzu, per ty mówisz? Zas***y g***u?! - tak z kolei na miesięcznicy smoleńskiej 10 lutego 2024 roku zapytał Jarosław Kaczyński jedną z osób.
Różne odmiany słowa "pier****ć" padły z ust między innymi Szymona Hołowni, Adriana Zandberga, Pawła Śliza. W przypadku tego ostatniego słowa padły, gdy był nieświadomy włączonego mikrofonu. Nie można też zapomnieć o słowie "miękiszon", który do języka polskiej polityki wprowadził w 2020 roku ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Źródło: Fakty po Południu TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24