"Normalne słownictwo". "K***a" z sejmowej mównicy.

Artur Łącki
"K***a" to normalne słowo. Tak przekonuje poseł KO i tłumaczy, w jakiej sytuacji
Źródło: Tomasz Pupiec/Fakty po Południu TVN24
Język polityków robi się coraz bardziej nieparlamentarny. Czasem to przypadek, gdy grubszym słowem rzucą nieświadomi włączonego mikrofonu, ale często jednak całkiem celowo stosują ostrą albo wprost wulgarną retorykę. Poseł KO Artur Łącki w czwartek użył słowa "k***a" z mównicy sejmowej. Potem przekonywał, że to "normalne słownictwo".

Nietrudno znaleźć przykłady, kiedy polscy politycy publicznie posługiwali się niedelikatnymi lub wręcz wulgarnymi określeniami.

- Tego europejskiego żubra faktycznie trzeba w tej sprawie ugryźć w d**ę, żeby się ruszył. I żeby się zbroił - powiedział na czwartkowym posiedzeniu Sejmu poseł KO Paweł Kowal, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych. Mówił w ten sposób o unijnym programie zakupu uzbrojenia SAFE.

Później Kowal wyjaśniał, że parafrazował słowa poety Jarosława M. Rymkiewicza, który posłużył się taką figurą retoryczną w 2007 roku - choć u niego żubrem miała być Polska, a gryzącym Jarosław Kaczyński.

"K***a" z sejmowej mównicy

Po parafrazę nie sięgał za to poseł KO Artur Łącki. Na tym samym posiedzeniu, podczas debaty na temat zmian w prawie pracy, jako przerywnika użył znanego, staropolskiego słowa na literę "k". - Przedsiębiorca, wracając do domu o godzinie 17, nie siada z rodziną i nie rozmawia, tylko siada, k***a, do faktur - mówił z mównicy sejmowej.

Gdy kolejnego dnia reporter TVN24 Radomir Wit pytał go, co to za słownictwo, ten odparł: - A jakie? Takie normalne, wie pan.

- Normalne słownictwo, jak przedsiębiorcy używają, jak wracają do domu i muszą dalej pracować - dodał.

Emocje targnęły też ministrem rolnictwa. W trakcie debaty nad wnioskiem o jego odwołanie dobór słownictwa stopniował. - Jakim łobuzem politycznym trzeba być, by tak mocno wszystko schrzanić, wszystko spiep***ć, a teraz mieć czelność przedstawiać wysokiej izbie takie farmazony jako uzasadnienie takiego wniosku - mówił Stefan Krajewski z PSL.

Wcześniej w internecie premier Donald Tusk zwrócił się do polityków PiS, którzy są przeciwni programowi SAFE, dobierając nie do końca parlamentarne słowa. - 20 miliardów tylko dla tej huty. Stalowa Wola, Podkarpacie, Polska. Dotarło, zakute łby? - zapytał w filmie zamieszczonym w serwisie X.

Gówniarze i debile

"Gówniarzeria" - tak niedawno natomiast zachowanie posła PiS Sebastiana Kalety ocenił były szef klubu parlamentarnego tej partii Ryszard Terlecki. Chodziło o sytuację na korytarzu sejmowym, kiedy Kaleta wtrącił się w rozmowę reporterki "Faktów" TVN Arlety Zalewskiej z Terleckim.

CZYTAJ WIĘCEJ: W PiS wrze. "Gówniarzeria", "prawdziwe dno" i "ataki na partyjnych kolegów"

Nieco mniej powściągliwości miał jego partyjny kolega. - Ja opuszczam tą komisję. Z debilami pracować nie można. Do widzenia. Do widzenia, debile - krzyknął na odchodne poseł PiS Marek Suski, podczas jednego z grudniowych posiedzeń sejmowej komisji kultury, dziedzictwa narodowego i środków przekazu. Potem tłumaczył, że "jest wyrok sądu, który stwierdza, że określenie ograniczonych zdolności intelektualnych można określać mianem debila".

- Do kogo, ty gówniarzu, per ty mówisz? Zas***y g***u?! - tak z kolei na miesięcznicy smoleńskiej 10 lutego 2024 roku zapytał Jarosław Kaczyński jedną z osób.

Różne odmiany słowa "pier****ć" padły z ust między innymi Szymona Hołowni, Adriana Zandberga, Pawła Śliza. W przypadku tego ostatniego słowa padły, gdy był nieświadomy włączonego mikrofonu. Nie można też zapomnieć o słowie "miękiszon", który do języka polskiej polityki wprowadził w 2020 roku ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Czytaj także: