Szlaban się podniósł, ciężarówka wjechała i o centymetry minęła z... pędzacym pociagiem osobowym

TVN24

Aktualizacja:
archiwum prywatneMało brakowało, a pociąg uderzyłby w ciężarówkę

Niewiele brakowało, aby doszło do tragedii na przejeździe kolejowym przy stacji Poznań Wschód. Mimo otwartych rogatek, pociąg osobowy przeciął na pełnej prędkości ulicę św. Michała. W tym samym czasie na tory wjechała ciężarówka. Centymetry zadecydowały, że oba pojazdy się nie zderzyły. Wszystko widać na nagraniu, które dostaliśmy od świadka zdarzenia.

Na nagraniu widać, jak właściciel kamerki podjeżdża pod zamknięty szlaban na ulicy św. Michała w Poznaniu. Chwilę później przejazdem wolno z wschodniej strony toczy się lokomotywa. Kiedy ta przejeżdża, rogatki podnoszą się i na torowisko zaczynają wjeżdżać samochody. Wchodzi też pieszy.

Jako pierwsza wjechała ciężarówka, która jednak szybko z torów musiała uciekać. Do przejazdu, na pełnej prędkości przejazdowej, niebezpiecznie szybko zbliżał się pociąg osobowy. Kiedy wjechał na torowisko, dosłownie o centymetry minął tira. Na szczęście nikomu nic się nie stało, chociaż do tragedii zabrakło naprawdę niewiele.

Zawiódł człowiek?

O ocenę sytuacji poprosiliśmy eksperta, pracującego na co dzień jako dyżurny ruchu kolejowego.

- Rogatki przy ul. Św Michała zostały niedawno zmodernizowane. Znajdujący się przy nich system kamer umożliwia dróżnikowi znajdującemu się nawet kilka kilometrów dalej obsługiwanie tego przejazdu i śledzenie tego co się na nim dzieje. Zaistniała sytuacja mogła mieć dwie przyczyny. Albo błąd dróżnika, który najzwyczajniej w świecie zapomniał o kolejnym nadjeżdżającym składzie, albo błąd dyżurnego ruchu, który nie podał informacji o tym, że krótko po sobie będzie przejeżdżać lokomotywa i skład osobowy - mówi dyżurny, który woli pozostać anonimowy.

- Awaria urządzeń, na przykład siłowników szlabanu itp. jest raczej wykluczona. W sytuacji awaryjnej działa system który pozostawia wszystkie urządzenia i sygnalizatory w pozycji zamkniętej - dodaje.

Po godz. 16 do sytuacji odniósł się Maciej Dutkiewicz z PKP Polskie Linie Kolejowe. W mailu do redakcji tvn24.pl napisał:

Pracownikowi obsługującemu rogatki powierzono do czasu wyjaśnienia sprawy obowiązki niezwiązane z bezpieczeństwem ruchu kolejowego. Tuż po tym zdarzeniu na miejsce został wezwany patrol Straży Ochrony Kolei. Badanie alkomatem wskazało, że pracownik był trzeźwy. Pracownik wykonuje swoje obowiązki na tym przejeździe od 2008 roku. W zależności od wyników postępowania wyjaśniającego pracownikowi grożą poważne sankcje – nawet zwolnienie z pracy. Dzisiejsze zdarzenie traktujemy z pełną stanowczością i odpowiedzialnością. Już dziś wiemy, że dzisiejszy przypadek będzie tematem cyklicznych cokwartalnych szkoleń przeprowadzanych z 12 tysiącami pracowników, którzy zajmują się na co dzień obowiązkami związanymi z bezpieczeństwem ruchu kolejowego.

Autor: ib / Źródło: TVN24 Poznań