Siedmioletnia dziewczynka rzucała kotem do basenu z piłkami i kręciła nim dookoła, trzymając go za łapy - rozbawiona matka wszystko nagrywała, a potem opublikowała na swoim profilu na Facebooku. Sprawa ujrzała światło dzienne 27 marca 2025 roku - dzień po zdarzeniu - gdy nagrania zatoczyły szerokie koło w mediach społecznościowych. Sprawie przyjrzeli się przedstawiciele Kaliskiego Stowarzyszenie Pomocy dla Zwierząt "Help Animals", którzy zgłosili tę sprawę na policję.
Mieszkającą w Ostrowie Wielkopolskim rodzinę odwiedzili funkcjonariusze i inspektorki weterynarii.
- Dla kota to była walka o życie. W dodatku to był bardzo młody kotek, w wieku około pięciu miesięcy, dlatego nie był w stanie się bronić, ugryźć - oceniła w rozmowie z tvn24.pl Katarzyna Świtała, specjalistka do spraw dobrostanu zwierząt z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Ostrowie Wielkopolskim.
"Chciałabym mimo wszystko odzyskać tego kota"
Matka siedmiolatki usłyszała zarzut znęcania się nad kotem, bo to ona pozwoliła córce na skandaliczną "zabawę". W czwartek, 29 stycznia, sprawa skończyła się przed Sądem Rejonowym w Ostrowie Wielkopolskim.
Sędzia Dominika Gawłowska odczytała zeznania 47-latki, która powiedziała śledczym, że przygarnęła kota Kacpra na trzy tygodnie przed zdarzeniem. - Błąkał się i zrobiło mi się go żal - wyjaśniła.
26 marca ubiegłego roku kobieta zauważyła po powrocie z pracy, że jej córka bawi się z kotem, który "zaczepiał ją do zabawy, sam się jej domagał". Dziecko poprosiło mamę o zrobienie nagrania. Resztę zarejestrowała już kamera w smartfonie.
- Miałam te filmiki wysłać do partnera, a zamieściłam niechcący na profilu. Partner, widząc to, kazał mi to usunąć, ale nie znam się na Facebooku aż tak, więc nie udało mi się. Bardzo przepraszam za tę sytuację, nie planowałam tego (...). Chciałabym mimo wszystko odzyskać tego kota, bo jesteśmy z nim zżyci - zeznawała 47-latka.
Sąd skazał kobietę na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na sześć lat. Otrzymała ona także zakaz posiadania zwierząt na sześć lat, ma dozór kuratora i musi zapłacić cztery tysiące złotych nawiązki stowarzyszeniu Help Animals. Kota Kacpra już nie odzyska.
Kot jak roczne dziecko
To wyrok niemal tak wysoki jak ten, którego domagała się prokuratura. Śledczy wnioskowali o siedem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Prokurator domagał się też 10 tysięcy złotych nawiązki dla stowarzyszenia i zakazu posiadania zwierząt na 15 lat. Obrona wnosiła o warunkowe umorzenie postępowania.
Prokurator Bartosz Szpera stwierdził, że zachowanie oskarżonej zasługuje na "szczególne potępienie, bo z jednej strony doprowadziło do cierpienia bezbronnego stworzenia, powodując u niego głęboką traumę (...), a z drugiej strony niewątpliwie w znacznym stopniu osłabiło u małoletniej poczucie empatii".
Prokurator wskazał również, że dziewczynka w trakcie "zabawy" mogła spowodować u kota poważne obrażenia. Wskazała na to opinia biegłego, który uznał, że takie zachowanie naraziło zwierzę na złamanie kręgosłupa i inne urazy. W dodatku spowodowało u kota silny stres. Kacper jeszcze przez kilka miesięcy pod zdarzeniu był mocno przestraszony. Biegły zauważył u niego tak zwany "drewniany chód", co sugerowało bolesność w tylnych łapach.
- Społeczną szkodliwość czynu oskarżonej należy ocenić jako bardzo wysoką. Oskarżona jako matka małoletniej miała szczególny obowiązek stworzyć jej prawidłowe warunki rozwoju, w tym dać wzór do naśladowania i uczyć prawidłowych zachowań (...). Oskarżona swoim zachowaniem, polegającym wręcz na dopingowaniu córki (...), spowodowała w konsekwencji cierpienie i ból zwierzęcia - stwierdził prokurator.
Bartosz Szpera dodał, że "ostatnio ujawnianych jest mnóstwo nieprawidłowości związanych z opieką nad zwierzętami". - Wiele z tych przypadków jest skrajnie bulwersujących, dlatego kształtowanie świadomości społecznej w tym zakresie jest niezwykle istotne i konieczne. Nasz stosunek wobec innych istot żywych definiuje nasze społeczeństwo - podkreślił.
Adwokat Sara Balcerowicz, która w tej sprawie występowała jako oskarżyciel posiłkowy, zwróciła uwagę na dowody naukowe, z których płynie wniosek, że dojrzałość emocjonalna kota odpowiada dojrzałości emocjonalnej rocznego dziecka.
- Powinno to obrazować, jaką wielką krzywdę wyrządziła oskarżona oraz pośrednio jej małoletnie dziecko poprzez zachowania ujawnione na nagraniu - powiedziała Balcerowicz. - Musimy dać społeczeństwu jasny sygnał, że nie ma przyzwolenia na przedmiotowe traktowanie zwierząt - dodała.
Sąd: kot potraktowany jak zabawka
Obrońca oskarżonej, mecenas Damian Grzeszczyk, nie zgodził się z opinią prokuratury, że szkodliwość czynu była duża, bo przestępstwo, o które oskarżono kobietę, jest zagrożone karą do trzech lat więzienia. Zwrócił uwagę, że matka siedmiolatki przyznała się do winy, złożyła wyjaśnienia i wyraziła skruchę.
Argumenty obrońcy nie przekonały jednak sędzi, która podkreśliła, że w jej ocenie "szkodliwość społeczna czynu była wysoka".
- Dom, w którym zamieszkuje kot, powinien być bezpiecznym schronieniem. Jego faktyczna zależność od człowieka nie może uzasadniać pełnej swobody w postępowaniu ze zwierzęciem, w tym wykorzystywania go w roli zabawki - mówiła sędzia Dominika Gawłowska.
Podkreśliła ona, że "kot, będący żywą, czującą istotą, został potraktowany przez oskarżoną jako przedmiot martwy, zabawka dla dziecka". - Świadczy to o lekceważącym stosunku do stworzenia, które cierpi, a z racji swojej zależności od człowieka pozostaje bezbronne - zwróciła uwagę sędzia Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim.
Sędzia Gawłowska podkreśliła, że przestępstwo zostało popełnione "nie tylko w obecności, ale z czynnym udziałem siedmioletniej dziewczynki, dziecka, za której ukształtowanie oskarżona ponosi odpowiedzialność". Kobieta powinna "natychmiast korygować działania, które powodują zadawanie cierpienia innej żywej istocie, ucząc dziecko szacunku do zwierząt i empatii" - podkreśliła sędzia.
Wyrok nie jest prawomocny, stronom przysługuje odwołanie się od niego. Obrońca oskarżonej ocenił w rozmowie z TVN24, że jest on "zbyt wysoki". - Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku podejmiemy decyzję (co do ewentualnej apelacji – red.) - podkreślił mecenas Damian Grzeszczyk.