- Maria obserwuje z przerażeniem, jak wokół jej domu wycinane są lasy, a łąki i pola zamieniają się w piaszczyste łachy i ogromne dziury w ziemi.
- Emil uciekł z miasta w poszukiwaniu ciszy i spokoju. Teraz jego dom stoi w środku gigantycznego placu budowy.
- Popyt na piasek i żwir, wykorzystywane do produkcji betonu, rośnie w Polsce od lat. Podobnie jak liczba kopalni odkrywkowych, a więc terenów zdewastowanych z przyrodniczego punktu widzenia.
- Po kilkuletnim okresie od zakończenia wydobycia ma następować rekultywacja - przyroda ma się odrodzić. Wyciętego lasu w tak krótkim czasie nie zastąpi jednak nowy.
- W cyklu "Rzeczpospolita betonowa" piszemy o tym, że Polska w bardzo szybkim tempie traci tereny zielone. Opublikowaliśmy reportaże o rozlewających się miastach i wielkich projektach infrastrukturalnych, takich jak budowa elektrowni atomowej.
W ostatnim odcinku reporterskiego cyklu piszemy o tym, jakie koszty ponosimy w związku z dynamicznie rozwijającym się w Polsce rynkiem sprzedaży betonu.
"Green to grey", czyli "od zielonego do szarego" - tak wygląda Europa z perspektywy satelity. W szybkim tempie tracimy tereny zielone na rzecz inwestycji, głównie budowlanych i infrastrukturalnych, które na zdjęciach satelitarnych mają kolor szary.
W ostatnich latach naukowcy i dziennikarze z jedenastu europejskich krajów (w tym Polski) przeprowadzili badanie - sprawdzili, w jakim tempie Europa "szarzała" w latach 2018-2023. Okazało się, że szybciej, niż dotychczas sądzono. Dość powiedzieć, że dziennie tracimy tereny zielone - lasy, łąki, pola uprawne czy mokradła - o powierzchni 600 boisk piłkarskich. Polska jest w czołówce tego procesu - zajęliśmy drugie miejsce za Turcją. Oznacza to, że tempo zamiany "zielonego" w "szare" jest w naszym kraju wyjątkowo szybkie w skali Europy. To cena naszego "rozwoju" - w szybkim tempie "gonimy" zachód Europy.
Budownictwo i inwestycje infrastrukturalne mają wspólny mianownik. Jest nim beton, niezbędny do postawienia domu i wybudowania drogi.
Polski beton
Polska jest w pierwszej piątce producentów betonu towarowego w Unii Europejskiej. Działa u nas około stu wytwórni wspomnianego betonu, w branży pracuje około 20 tysięcy osób, zatrudnionych przez około 600 producentów. W ciągu roku produkujemy około 26 milionów metrów sześciennych betonu. Jak czytamy w publikacji branżowej (czasopismo "Inżynier Budownictwa"), skala tej produkcji jest wręcz "ogromna".
Beton powstaje z trzech składników: cementu (10 proc.), wody (15 proc.) i piasku (75 procent).
Piasek jest wydobywany w kopalniach odkrywkowych.
Wyższy Urząd Górniczy (WUG) informuje, że sprawuje nadzór nad 7327 "odkrywkowymi zakładami górniczymi". Pod tym pojęciem kryją się głównie (87 procent) piaskownie i żwirownie - jest ich więc w Polsce około 6400.
"Na przestrzeni lat 2020-2024 liczba odkrywkowych zakładów górniczych utrzymuje się na podobnym poziomie" - podał WUG w odpowiedzi na pytanie TVN24+. Jaką łącznie zajmują powierzchnię? Tego niestety nie wiadomo. Kopalnie bowiem zmieniają swój kształt, ziemia jest rekultywowana (do tematu rekultywacji jeszcze wrócimy), po eksploatacji danego złoża maszyny opuszczają teren, przenosi się je na inne miejsce. Efekt? W oparciu o dane WUG nie sposób ustalić łącznej powierzchni funkcjonujących piaskowni i żwirowni.
Nie ulega jednak wątpliwości, że kopalnie zajmują wielohektarowe powierzchnie, zamieniając tereny zielone w coś na kształt pustyni. Krajobraz księżycowy. Gigantyczne place budowy. Dzieje się tak na przykład w wielu miejscowościach na Pomorzu.
W Polsce północnej znajduje się bowiem najwięcej złóż kruszyw nadających się do produkcji betonu. A to dlatego, że występują tu tzw. gleby sandrowe - osady piasku i żwiru niesione przez płynącą wodę z topniejącego lodu lodowca i odkładane w postaci warstwowych osadów.
Wiele wskazuje na to, że kopalni będzie jeszcze więcej. W Polsce wciąż odkrywane są bowiem nowe złoża piasku i żwiru. Jak czytamy na stronach Państwowego Instytutu Geologicznego: "Geologiczne zasoby bilansowe kruszyw naturalnych według stanu na 31 grudnia 2024 r. wynosiły (w Polsce - red.) 21 362,40 milionów ton". I dalej - w ubiegłym roku "włączono do zasobów" 291 nowych złóż o łącznych zasobach wynoszących ponad 470 mln ton. Najwięcej było ich w województwie pomorskim. Wśród kilku najbogatszych złóż w regionie (a zarazem w Polsce) wymienia się między innymi te, które znajdują się we wsi Demlin.
Las będzie umierał
Demlin na Kociewiu, w pomorskiej gminie Skarszewy. W niewielkim, ale urokliwe położonym domu, obok lasu i oczka wodnego, mieszka Maria Chmielińska. Skończyła technikum rolnicze, całe życie pracowała w gospodarstwie. Do tego domu sprowadziła się przed 30 laty, do męża. Wcześniej gospodarstwo prowadzili jej teściowie. Mąż umarł sześć lat temu. Dzisiaj mieszka sama i nie wie, jak długo jeszcze zdoła w tym miejscu wytrzymać. Od jednej żwirowni oddziela ją niewielki fragment lasu, który już jest wykupiony przez właściciela żwirowni. Druga - o powierzchni 60 hektarów - właśnie powstaje po drugiej stronie gospodarstwa Marii Chmielińskiej, za miedzą.
Wszystko zaczęło się mniej więcej dziesięć lat temu.
- Najpierw gospodarze posprzedawali swoje pola, swoje ziemie. To były wcześniej pola uprawne, ziemia rolna. Niektórzy rolnicy nie dawali sobie rady, bo się postarzeli i nie mieli następców. Inni po prostu nie chcieli uprawiać ziemi, woleli dostać pieniądze. Ziemię przejęli właściciele żwirowni. Kiedy to było? Nie pamiętam dokładnie, jakieś dziesięć lat temu to się zaczęło... Ale widać to było dopiero, kiedy już wjechały koparki, a to było z cztery, pięć lat temu. I wszystko na to wskazuje, że będzie tych żwirowni coraz więcej - opowiada gospodyni.
Pani Maria, rozmawiając z nami, raz po raz spogląda za okno, jakby chciała wzrokiem zatrzymać znikający krajobraz.
- Mamy ptaki, zwierzęta, za kilka, kilkanaście lat ich nie będzie, to ginie na naszych oczach i nic się nie dzieje. Nikogo to nie boli. Poza nami tutaj, w okolicy. Można tak? Jak widać, można... - mówi.
Gospodyni wspomina, że z mężem przez całe życie hodowali zwierzęta:
- Kto naprawdę kocha zwierzęta, ten będzie czuł, że to, co się tu dzieje, to jest wielka krzywda. Że to jest złe. Zwierzęta nie będą krzyczeć. Drzewa tak samo. Możemy sobie pokrzyczeć, protestować, to się echem odbija, i nic. Bardzo się obawiam, że to jest już przegrana sprawa. A jednak jeszcze liczę, że ten las ocaleje…
Maria Chmielińska prowadzi nas do lasu, który teraz oddziela jej gospodarstwo od dwudziestohektarowego placu budowy - otwartej trzy lata temu kopalni odkrywkowej. Wyładowane piaskiem ciężarówki kursują w tę i we w tę, jedna po drugiej.
- Co zostawimy naszym dzieciom i wnukom? I kogo to obchodzi poza tymi, którzy tutaj mieszkają? - pyta pani Maria, a pytanie zawisa w próżni. - Jakie mam uczucia? Okropne. Bardzo. Coś strasznego. Nie do opisania. Ja tutaj jestem na starym siedlisku. Bardzo starym. A to wszystko, ten mój las, którego mam trochę też, teraz będzie umierał… I już go też nie będzie…