Zabił za mp3, ale "szybko się resocjalizował"

 
Belgijski sąd skazał Polaka w 2008 roku
Źródło zdj. gł.: aptn
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Mariusz O. jeden z dwóch Polaków, którzy dokonali brutalnego zabójstwa młodego Belga przed trzema laty, został przedterminowo zwolniony z zakładu poprawczego i wrócił już do Polski. Ta wiadomość "ucieszyła" ojca zamordowanego. - Wiedząc, że Mariusz jest daleko, nie będę miał pokusy, by go odszukać - stwierdził Guy Van Holsbeeck.

17-letni Joe zginął od ciosów nożem 12 kwietnia 2006 roku na Dworcu Centralnym w Brukseli. Został zabity, bo nie chciał oddać napastnikom (wówczas w wieku 16 i 17 lat) odtwarzacza MP3. Morderstwo wstrząsnęło Belgią.

Mariusz O. w przeciwieństwie do starszego Adama G., który we wrześniu zeszłego roku został za zabójstwo skazany na 20 lat więzienia, pozostał w gestii sędziego dla nieletnich. Został skazany na najsurowszą w tym przypadku możliwą karę: zamknięcie w zakładzie poprawczym do ukończenia 20 lat. Miał tam pozostać do października.

Za zgodą sądu, który odrzucił odwołanie prokuratora, został jednak zwolniony wcześniej, dzięki postępom w resocjalizacji - cytuje jego adwokatów belgijska gazeta "La Libre Belgique". Do rodziny w Polsce O. wrócił 19 marca.

"Dobra wiadomość"

W rozmowie z gazetą ojciec zamordowanego Joe Van Holsbeecka nie krył żalu, że wymiar sprawiedliwości nie poinformował go o przedterminowym zwolnieniu Mariusza O. Uznał to jednak za "dobrą wiadomość". - Wiedząc, że Mariusz jest daleko, nie będę miał pokusy, by go odszukać - stwierdził Guy Van Holsbeeck.

Tymczasem Adam G., ujęty w Polsce i wydany belgijskim władzom w sierpniu 2006 roku polski Rom, wciąż czeka na wydanie do Polski, gdzie ma odsiadywać karę więzienia. Jego adwokaci próbują temu zapobiec, argumentując m.in., że w polskim zakładzie karnym grożą mu prześladowania ze względu na cygańskie pochodzenie.

Źródło: PAP

Czytaj także: