"Łukaszenka pokazuje jasno, że nie zamierza grać fair"

TVN24 | Polska

Autor:
mjz//rzw
Źródło:
TVN24
Walery Cepkało: nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory ma BiałorusiTVN24
wideo 2/8
TVN24Walery Cepkało: nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory ma Białorusi

Nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory na Białorusi. Łukaszenka pokazuje jasno, że nie zamierza grać fair i nie zamierza liczyć naszych głosów - mówił w rozmowie z TVN24 białoruski polityk i były ambasador Białorusi w Stanach Zjednoczonych Walery Cepkało. Dodał, że ma wrażenie, iż "białoruskie społeczeństwo stało się gotowe na zmiany" i "powstało w nim żądanie i pragnienie zmiany obecnej władzy".

O godzinie 20 na antenie TVN24 rozpocznie się wydanie specjalne poświęcone wyborom na Białorusi.

Niedziela to główny dzień głosowania w wyborach prezydenckich na Białorusi. Za faworyta uważany jest urzędujący od 26 lat prezydent Alaksandr Łukaszenka, a jego główna rywalka to Swiatłana Cichanouska, żona popularnego blogera. Lokale wyborcze zostały otwarte o godzinie 7 czasu polskiego. Głosowanie potrwa do godziny 19 czasu polskiego.

CZYTAJ WIĘCEJ O KANDYDATACH: "Ostatni dyktator Europy", gospodyni i "sparingpartnerzy".

"Mam wrażenie, że trzy miesiące temu białoruskie społeczeństwo stało się gotowe na zmiany"

O niedzielnych wyborach mówił w rozmowie z TVN24 były ambasador Białorusi w Stanach Zjednoczonych Walery Cepkało. Na pytanie, czy na Białorusi w najbliższym czasie może dokonać się znaczący przełom polityczny, odpowiedział twierdząco. - Oczywiście, wierzymy w to. W innym przypadku nie walczylibyśmy o to. Mam wrażenie, że trzy miesiące temu białoruskie społeczeństwo stało się gotowe na zmiany. Powstało w nim żądanie i pragnienie zmiany obecnej władzy. To dlatego, że ludzie są zmęczeni Łukaszenką i jego reżimem i chcieliby, żeby coś się zmieniło. To dlatego, że zmiany i przewroty dostrzegamy na całym świecie. U naszych sąsiadów widzimy wzrosty gospodarcze, a na Białorusi mamy do czynienia z recesją. Ludzie są coraz biedniejsi, a to efekt tych rządów. Dlatego chęć zmiany jest tak duża - wskazywał. - Wcześniej problemem było to, że ludzie byli pozbawieni nadziei. Bo kiedy podróżujemy po świecie, zauważamy, że w innych krajach ludzie wierzą w to, że jutro może być lepsze niż dziś. A dziś jest lepiej niż wczoraj. W naszym kraju ludzie nie mieli tego poczucia. W końcu zdecydowali się pójść naprzód i przestać się bać. Chcą zmiany władzy i są gotowi do poświęceń, by osiągnąć ten cel. Każdego dnia widzimy kolejne przykłady aktów odwagi ze strony ludzi - mówił.

"To ogromna zmiana w porównaniu do tego, co było kiedyś"

Cepkało mówił także o zmianie, jaka zaszła w ostatnich miesiącach w białoruskim społeczeństwie. - Wcześniej obserwowaliśmy demonstracje, ale nie były one tak liczne jak obecnie i miały miejsce głównie w stolicy. Nie było ich w mniejszych miastach. Ale teraz nawet w miejscowościach, w których mieszka 16-20 tysięcy osób, widzimy, że około dwa tysiące z nich wychodzi na ulice, by protestować. To ogromna zmiana w porównaniu do tego, co było kiedyś. Zazwyczaj w takich miejscach mieliśmy do czynienia z poparciem dla reżimu Łukaszenki. Teraz nawet mniejsze ośrodki protestują - zwracał uwagę były ambasador Białorusi w Stanach Zjednoczonych.

"Nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory ma Białorusi"

Walery Cepkało mówił o swoich wątpliwościach dotyczących uczciwości niedzielnych wyborów. - Nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory ma Białorusi. Łukaszenka pokazuje jasno, że nie zamierza grać fair i nie zamierza liczyć naszych głosów. To dotknęło mnie osobiście, gdy zebrałem ponad 220 tysięcy głosów poparcia, a mimo to nie zostałem zarejestrowany, choć wymagane było jedynie 100 tysięcy podpisów. Więc Łukaszenka od samego początku potwierdza, że nie zamierza przestrzegać zasad, konstytucji i gra na swoich zasadach - mówił.

Walery Cepkało: nie wierzymy w wolne i uczciwe wybory ma BiałorusiTVN24

Cepkało: jeśli wybory będą nieuczciwe, ludzie z pewnością wyjdą na ulice

Białoruski polityk mówił także o możliwych społecznych reakcjach w sytuacji, kiedy okazałoby się, że wybory nie były uczciwe. Odpowiedział, że w takim przypadku ludzie "z pewnością" wyjdą na ulice.

- Nie mam co do tego wątpliwości. Wszystko będzie zależało od wielu czynników i tego, co wydarzy się później. Bo jeśli na ulicach będzie wystarczająco dużo ludzi, powiedzmy około sto tysięcy w Mińsku, to policja nie będzie w stanie ich stłumić. Jeśli jednak ludzi będzie mniej, to skończy się to aktami przemocy wymierzonymi w protestujących. Ale tak naprawdę nikt nie wie, jak to się potoczy. Chcemy, by demonstracje były pokojowe. Chcemy tylko, by nasze głosy zostały policzone sprawiedliwie. Chcemy sprawiedliwego procesu politycznego. Łukaszenka pozbawił go Białorusinów - powiedział rozmówca TVN24.

Rozmowa z byłym ambasadorem BiałorusiTVN24

Autor:mjz//rzw

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Tagi:
Raporty: