"Wkurza nas system, który obowiązuje". Jakie problemy trapią młodych?

Młodzi wyborcy
Wnuk: wkurza nas system, który obowiązuje
Źródło: TVN24
Goście debaty w TVN24+ dyskutowali o problemach młodych ludzi w Polsce. Zwracali oni uwagę na relacje rodziców i ich dzieci i to, jak uderzają one w samopoczucie młodzieży. Poruszono też kwestie roli szkoły w nauczaniu edukacji emocjonalnej i zakazu telefonów w szkołach.

Punktem wyjścia do debaty na TVN24+ w środę był najnowszy raport Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Według najnowszych danych, aż 60 procent nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu i przemęczenia, 46 procent ma skrajnie niską samoocenę, a 40 procent wykazuje objawy depresyjne. Eksperci ostrzegają, że to nie tylko chwilowe pogorszenie nastroju, ale poważny kryzys młodego pokolenia.

Debata jest dostępna do obejrzenia w serwisie TVN24+.

Wnuk: pytanie, czy rodzice otwierają nam drogę do przyszłości

debata 1

Na pytanie, czy młodzi ludzie czują się pogubieni, porzuceni, czy wkurzeni, przedstawicielka Młodzieżowego Sejmu Województwa Mazowieckiego Kamila Wnuk odpowiedziała, że tak naprawdę jest to "wszystko naraz".

- Z perspektywy młodych, z którymi chodzę do klasy, uczęszczam na zajęcia dodatkowe i obcuję na co dzień, sama będąc przedstawicielką młodego pokolenia, wiem, że strasznie wkurza nas system, który obowiązuje, i to jak nierówno traktowani są młodzi - stwierdziła Wnuk.

Zwróciła też uwagę na zjawisko youth washing, używane przez polityków. - Bardzo często politycy stosują youth washing wobec nas, czyli próbują i pokazują, że działają dla młodych, a niekoniecznie zawsze te zmiany są widoczne - stwierdziła, dodając, iż "bardzo się cieszy, że powstał ten raport", bo młodzież widzi, że "są tu w ogóle potrzebni".

Wnuk uważa, że nierówności są "związane z ocenami systemowymi". - Jak to jest, że ja i moja koleżanka uczęszczamy do jednej klasy, ona jest troszkę gorsza z jednego przedmiotu i rodzice tego absolutnie nie potrafią tolerować? - zapytała.

Stwierdziła też, iż rodzice "nie rozumieją, że ona nie potrafi się tego nauczyć" i "nie czuje wsparcia z ich strony". - Oni pracują po osiem, czasami nawet po dwanaście godzin, nie ma ich w domu i nie obcują na co dzień ze swoim dzieckiem. To, że oni próbują zarobić na lepszą przyszłość, to jest jedno. Pytanie, czy otwierają nam drogę do tej przyszłości - powiedziała Wnuk.

Broda: to dziecku nie wystarczy

Broda: dopóki dziecko jest z nami i jest w domu, możemy bardzo dużo zrobić
Źródło: TVN24

Edukatorka rodziców Debora Broda również poruszyła temat relacji rodzic-dziecko. Zapewniła, że rodzic jest w stanie wrócić do akceptacji i zaufania u dziecka. - Dopóki dziecko jest z nami i jest w domu, możemy bardzo dużo zrobić - zaznaczyła, dodając, że jeżeli nie robili tego wcześniej, "nie będzie to prosta droga".

- Dziecko już ma przerobione ścieżki w swojej głowie, którymi chodziło. Teraz powiedzmy, że rodzica oświeci, bo coś przeczyta, czegoś się dowie, zrobi ten rachunek sumienia i przychodzi, i mówi: córeczko, to porozmawiajmy. To dziecku nie wystarczy - oceniła.

Broda zaznaczyła, iż jeżeli dziecko wie, "że za każdym razem jak z czymś przychodziło, to albo była kara, albo próba manipulacji, albo zawstydzenia", to "nie będzie się spodziewać niczego dobrego".

Broda wyjaśniła, czego jej zdaniem oczekują w takiej sytuacji młodzi ludzie. - Żeby było coś takiego: widzę cię w tym twoim trudnym, w tym, co ty masz. To jest pierwsza ulga, którą dostaje dziecko: masz pełne prawo do tego, żeby być w tym trudnym punkcie, żeby wyrazić wszystkie emocje tak, jak chcesz - powiedziała.

Nazwała to "bezwarunkową akceptacją, niezależnie od tego z czym do mnie przyjdzie dziecko". - Możemy porozmawiać o tych sytuacjach na przykład, w których miałaś ciężko, jeżeli tylko zechcesz, to jestem gotowa, bo ja widzę, jak ty masz trudno i obiecuję ci, że tu będę - podała przykład Broda.

Ciesiołkiewicz: my nie czujemy szkoły jako wspólnoty

Ciesiołkiewicz: my nie czujemy szkoły jako wspólnoty
Źródło: TVN24

Doktor Konrad Ciesiołkiewicz z Uczelni Korczaka poruszył wątek roli szkół w dobrostanie psychologicznym młodych ludzi. Przytoczył wyniki badań PISA dotyczących sukcesów polskiego systemu edukacji w przedmiotach szkolnych. Według tych badań Polska "jest w czołówce od lat". Jednakże wykładowca zwrócił uwagę na wyniki edukacji emocjonalnej, na którą składają się takie elementy jak konsekwencja, wytrwałość, rozwiązywanie problemów i radzenie sobie ze stresem, oraz traktowanie szkoły jako wspólnoty.

- Pod względem kompetencji społeczno-emocjonalnych, jesteśmy na ostatnich i przedostatnich miejscach - zauważył, zwracając uwagę, że w badaniu tym jest ponad 80 innych państw.

Ciesiołkiewicz stwierdził, że "mamy tutaj daleko idący kryzys". - My nie czujemy szkoły jako wspólnoty. Nie odczuwamy, że to jest nasza wspólnota, że to jest jakieś środowisko, które nas wspiera. Wręcz przeciwnie, w raportach UNICEF-u na przykład dostrzegamy, że szkoła jest źródłem cierpienia w jakimś sensie - zwrócił uwagę.

Prowadząca debatę przytoczyła dane, które potwierdzają oceny wykładowcy. 70 procent uczniów mówi, że szkoła to główne źródło stresu. Ponad połowa odczuwa chroniczny stres, co czwarty doświadcza wykluczenia rówieśniczego, a 66 procent doświadcza przemocy rówieśniczej.

Ciesiołkiewicz zauważył, że polski system szkolnictwa "cały czas hołubi IQ". - Ten wyścig szczurów, on dotyczy głównie inteligencji w rozumieniu IQ. Natomiast inteligencja emocjonalna jest głównym sposobem predykcji sukcesu w życiu, ale jakoś tak nie możemy tego przyswoić jako instytucje - ocenił, dodając, że społeczeństwu i rodzicom "też ciężko jest to przyswoić".

Suchecka: boję się zmian systemowych po naszemu

Suchecka: boję się tych zmian systemowych po naszemu
Źródło: TVN24

Podczas debaty dziennikarka TVN24 Justyna Suchecka została zapytana o kwestię zakazu używania portali społecznościowych przez młodzież. W odpowiedzi wspomniała o przykładzie Australii, która jako pierwszy kraj na świecie wprowadził takie obostrzenie. Stwierdziła, że takie prace są też w Polsce, ale "przebiegają w sposób budzący niepokój".

- Rzecz, która mnie zatrzymała to fakt, że na przykład, żeby obejść te ograniczenia, rodzice sami pomagali dzieciom. To znaczy sami dawali swoją twarz, dawali swoje dokumenty po to, żeby ich nastolatki nagle nadal mogły korzystać z tych mediów, które zostały zakazane - oceniła Suchecka.

Ciesiołkiewicz przytoczył wówczas dane, według których 1,4 miliona polskich dzieci poniżej 13. roku życia korzysta z kont założonych im przez ich rodziców.

- Dlatego ja się obawiam tych zmian systemowych po naszemu - stwierdziła Suchecka, zaznaczając, że proponowane regulacje "nie uwzględniają na żadnym etapie olbrzymiej roli edukacji".

- My cały czas mówimy o tym, że możemy czegoś zakazać albo rodzice tego oczekują. Są badania, że ponad 70 procent dorosłych Polaków uważa, że należy zakazać telefonów w szkołach. Ja rozumiem, skąd ta obawa się bierze, ale równocześnie zaglądamy do tego raportu, zaglądamy do waszych raportów i widzimy, że to nie jest problem - oceniła.

Dodała że "dzieci siedzą w telefonach po szkole, wieczorem, w nocy i przed zaśnięciem". - Żadna zmiana prawna tego nie rozwiąże - podkreśliła.

OGLĄDAJ: Presja zamiast wsparcia? "Nie pchałam się na świat, to rodzice powinni zadbać o mój dobrostan"
0104_debata

Presja zamiast wsparcia? "Nie pchałam się na świat, to rodzice powinni zadbać o mój dobrostan"

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: