Wojskowa misja w Ukrainie? Kosiniak-Kamysz tłumaczy, dlaczego "żołnierze nie są żadnym gwarantem pokoju"

Władysław Kosiniak-Kamysz
Kosiniak-Kamysz: patrząc na misję ONZ-u w Libanie, żołnierze nie są żadnym gwarantem pokoju
Źródło: TVN24

Uważam, że ważniejsze jest wysłanie polskich, europejskich, amerykańskich firm niż wysyłanie żołnierzy - powiedział minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, odnosząc się do przyszłości Ukrainy i jej bezpieczeństwa. Jak ocenił szef MON, Polska powinna odegrać rolę "hubu ekonomiczno-logistyczno-infrastrukturalnego" dla naszego sąsiada po wojnie.

Minister obrony i szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz w czwartek w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 został zapytany o kwestię wysłania polskich wojsk do Ukrainy w ramach potencjalnej misji pokojowej. Niedawno wysłanie swoich żołnierzy deklarowały m.in. kraje skandynawskie, Wielka Brytania i Francja.

Kosiniak-Kamysz przekonywał, że na jego decyzję w tej sprawie nie wpływają nadchodzące wybory prezydenckie. - Bezpieczeństwo państwa polskiego dla mnie jest numerem jeden, dlatego Polska deklaruje wielkie wsparcie, realizuje to wsparcie. Przygotowujemy 46. donację (dla Ukrainy - red.) - powiedział.

Jak zaznaczył szef MON, Polska musi odegrać rolę "hubu ekonomiczno-logistyczno-infrastrukturalnego dla jakiejkolwiek również misji stabilizacyjnej" w Ukrainie.

CZYTAJ TEŻ: Trump atakuje Zełenskiego na imprezie Saudyjczyków. Mówi, że złamał umowę

Władysław Kosiniak-Kamysz
Władysław Kosiniak-Kamysz
Źródło: TVN24

Kosiniak-Kamysz: uważam, że ważniejsze jest wysłanie tam polskich firm

Kosiniak-Kamysz podkreślił, że w jego ocenie nie będzie sprawiedliwego pokoju bez udziału Polski. - Uważam, że ważniejsze jest wysłanie tam polskich firm, europejskich, amerykańskich, niż wysyłanie żołnierzy - ocenił.

- Patrząc na misję ONZ-u w Libanie, żołnierze nie są żadnym gwarantem pokoju - stwierdził. - Kilkadziesiąt państw, od Chin przez wszystkie państwa, nie zagwarantowali pokoju, nawet na tej linii, na której stacjonują, więc to nie jest tak, że obecny żołnierz jest gwarancją pokoju - mówił Kosiniak-Kamysz.

Zwrócił uwagę również na potencjalny scenariusz, gdyby europejscy żołnierze z państw graniczących z Rosją zostali ostrzelani i doszłoby do śmierci któregoś z nich. - To jest już początek konfliktu zbrojnego (...), dlatego ja uważam, że państwa graniczące z Rosją akurat nie są najlepsze do tego, żeby być stabilizatorem na granicy ukraińsko-rosyjskiej - przyznał. Stwierdził również, że "Polska musi być w procesie (zakończenia wojny w Ukrainie - red.), ale ma inną rolę do odegrania niż bezpośrednia obecność".

Podkreślił również, że państwa sojusznicze przeszkoliły przez okres wojny około 80-90 tysięcy ukraińskich żołnierzy, z czego jedna trzecia szkoliła się w Polsce.

Poważne traktowanie NATO

Szef resortu obrony stwierdził, że "nie ma walczącej Ukrainy bez pomocy ze strony Polski". - Moim zdaniem to jest rola dla Polski. Zabezpieczenie infrastrukturalne, medyczne, logistyczne i wzmacnianie wschodniej flanki NATO. Nie można osłabić wschodniej flanki NATO w momencie, kiedy jest takie poważne zagrożenie ze strony Białorusi i Rosji - zaznaczył.

Zapytany o nową amerykańską administrację Donalda Trumpa i jej oczekiwania względem krajów Europy, aby podjęły twardą i solidarną decyzję w sprawie Ukrainy, Kosiniak-Kamysz odpowiedział: - Europa, po pierwsze, zrobiła więcej niż się komukolwiek wydaje w pomocy dla Ukrainy (…). Najwięcej ze wszystkich uczestników tej debaty, czyli Europa versus Stany Zjednoczone i inne państwa pozaeuropejskie.

Następnie szef MON odniósł się do swojej niedawnej rozmowy z szefem Pentagonu, Petem Hegsethem i jego publicznych słów o tym, że powrót Ukrainy do granic z 2014 roku jest nierealistycznym celem, a jej członkostwo w NATO to pomysł nierealny. - Tego zaproszenia nie może być, kiedy jest konflikt zbrojny - powiedział Kosiniak-Kamysz. Jak dodał, o przyjęciu Ukrainy do NATO nie decydują jedynie Stany Zjednoczone, ale wcześniej muszą się też wypowiedzieć państwa europejskie.

CZYTAJ TEŻ: Sekretarz obrony USA: członkostwo Ukrainy w NATO nierealne

Zaznaczył też, że głównym przekazem z rozmowy z Hegsethem był to, żeby Europa zwiększył swoje wydatki na zbrojenie. - 750 miliardów to są wydatki roczne Stanów Zjednoczonych, 350 miliardów to są wydatki Europy i Kanady. Myślę, że ta frustracja, która następowała przez wiele lat u jednej i drugiej administracji, teraz została bardzo postawiona na ostrzu noża - powiedział, odnosząc się do wymogu przeznaczania przez państwa Sojuszu co najmniej dwóch procent PKB na zbrojenia, czego niewielka część członków wciąż nie spełnia.

W ocenie Kosiniaka-Kamysza debata o zwiększeniu wydatków przez państwa europejskie była bardzo potrzebna. - Europa przez 30 lat uważała, że będzie żyć w wiecznym pokoju. Nie ma wiecznego pokoju. Wieczny pokój jest gwarantowany tylko jedną rzeczą. Siłą swoich armii, siłą swoich sojuszy i swoich obywateli, a na to są potrzebne pieniądze - podsumował.

Czytaj także: