Wciąż jeszcze aktualny przewodniczący Polski 2050 był we wtorek gościem "Kropki nad i". Zapytany, czy planuje odejście z partii po wyborach na przewodniczącego ugrupowania, Hołownia zrobił zastrzeżenie.
- Po tym, co się wydarzy w drugiej turze, podejmę decyzję co do tego, czy nadal jest to Polska 2050 Szymona Hołowni - bo wciąż jest moje nazwisko w nazwie i byłem pierwszym, który ten ruch zakładał, a z tym i partię polityczną - czy też nie - powiedział.
- Jeżeli będzie to Polska 2050 Hennig-Kloski albo Pełczyńskiej-Nałęcz [to one mają spotkać się w drugiej turze partyjnych wyborów - red.], a nie nas wszystkich, to opuszczę to ugrupowanie - podkreślił Hołownia.
Na pytanie Moniki Olejnik, czy odejdzie sam, odparł: "nie wydaje mi się". Dopytywany, ile osób mogłoby odejść z nim, stwierdził, że to "znaczna grupa".
Apel Hołowni
Wicemarszałek Sejmu powiedział jednak, że liczy na zażegnanie wewnętrznych konfliktów po wyborach. - Nie mogę patrzeć na to, do czego ta partia została doprowadzona. Mam nadzieję, że porozumienie tych obu stron, które dostały się do drugiej tury, spróbuje to skleić - powiedział szef Polski 2050.
- Dzisiaj naprawdę apeluję do tych wszystkich, którzy stoją po różnych stronach barykady. Współprzewodniczenie i partia Polska 2050 Szymona Hołowni, Pauliny Hennig-Kloski, Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i większości z nas jest dzisiaj jedynym rozwiązaniem - mówił dalej.
Jak dodał, "czuje się bardzo źle" w związku z obecną sytuacją w swojej partii. - Gdybym we wrześniu ubiegłego roku wiedział, że to się tak skończy, nie bacząc na sytuację, podjąłbym pewnie inną decyzję - powiedział Hołownia.
To wtedy zdecydował, że będzie się ubiegał o funkcję komisarza ds. uchodźców w ONZ.
Olejnik pyta Hołownię, czy "żyje w bańce"
Odniósł się też do sytuacji, do której doszło podczas obrad Rady Krajowej Polski 2050. Hołownia miał opowiedzieć się za powtórzeniem całości wyborów i wyrazić gotowość do startu w nich, po kilku godzinach dyskusji wylogował się jednak ze spotkania prowadzonego w formule online.
Monika Olejnik zapytała Hołownię, czy nie czuje, że "ośmiesza partię", obrażając się przez głosowania, które miały na pójść po jego myśli, i wylogowując się ze spotkania. - Co to za insynuacje? - odparł oburzony były marszałek Sejmu.
- To był bardzo jasny i prosty komunikat. U mnie w miejscu, w którym jestem, jest środek nocy. Nie jestem w stanie po pięciu godzinach debat prawniczych, dzielących wszystko na atomy, zrozumieć, o co chodzi w kolejnych zgłaszanych wnioskach formalnych i przekazuję przewodnictwo Agnieszce Buczyńskiej - opisał tamten moment Hołownia.
Monika Olejnik zapytała wówczas Hołownię, czy ten "żyje w jakiejś bańce". - Czy pan zauważył, co mówią politolodzy, co mówią politycy, jak wszyscy się śmieją z państwa? - pytała.
- Ale to niech się śmieją. Natomiast moją odpowiedzialnością jest nie zaspokajać politologów, tylko spróbować poskładać to towarzystwo i to środowisko, które wygrało wybory z PiS-em w 2023 roku, żeby mogło odpowiadać i zapewniać bezpieczeństwo w Polsce - odpowiedział Hołownia.
Według niego, większym problemem niż opuszczenie obrad był fakt wycieku tego zdarzenia do mediów. - Partia polityczna, która na żywo relacjonuje przez jednego ze swoich członków Rady Krajowej (...) najbardziej wewnętrzne rozmowy to nie jest partia, która ma szansę się utrzymać - powiedział.
Jak dodał, "problemem nie jest to, o której ja się wylogowałem z rozmów, tylko że ktoś nadawał to na bieżąco do mediów".
Kryzys w Polsce 2050
Pomimo zapowiedzi powtórzenia drugiej tury wyborów na przewodniczącego Polski 2050 w partii nadal wrze. Wewnętrzny spór o to, kto ma przejąć władzę w ugrupowaniu, przeradza się w otwarty konflikt pomiędzy frakcjami. Padają oskarżenia o "białoruskie standardy", a posłanka Aleksandra Leo straciła funkcję wiceszefowej klubu. W zeszłym tygodniu o uspokojenie nastrojów zaapelował sam Szymon Hołownia.
Autorka/Autor: mgk/adso
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24