"System musi być wieloelementowy". Jak ostrzega się poza Polską?

Zawyją syreny alarmowe (zdjęcie ilustracyjne)
Szef MSWiA: jeżeli wyje syrena alarmowa, to znaczy, że jest zagrożenie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej nad Lubelszczyzną uruchomiono syreny alarmowe. Mieszkańcy nie dostali jednak alertu RCB o zagrożeniu ani o jego odwołaniu. Tymczasem wiele państw korzysta z technologii Cell Broadcast, która - jak przekonują eksperci - pozwala ostrzec ludzi znacznie szybciej niż SMS-y. Co to za metoda?

W nocy ze środy na czwartek o godz. 3.40 w czasie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Po godzinie 5 pomiędzy miejscowościami Tarnawa-Kolonia a Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań służby znalazły lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu. Premier Donald Tusk przekazał, że do Polski wleciał prawdopodobnie rosyjski pocisk Ch-101. Dodał, że wojsko było gotowe do jego zestrzelenia. Pocisk spadł w terenie niezabudowanym, nikt nie został ranny.

W związku ze zdarzeniem na Lubelszczyźnie w nocy rozległy się syreny alarmowe. Mieszkańcy nie dostali jednak alertu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa z wyjaśnieniem sytuacji. Również na profilu RCB w mediach społecznościowych, gdzie regularnie publikowane są informacje o zagrożeniach, brak było informacji, co się działo.

Alarmy w Polsce. "Zagrożenia zmieniają się dynamicznie"

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka poinformowała w TVN24, że w związku z informacją o możliwym zagrożeniu, która wpłynęła z Centrum Operacji Powietrznych, "zgodnie z procedurą natychmiastowo" włączono sygnały alarmowe i poinformowano państwowe media. Dopytywana, czy dodatkowo nie powinien zostać wysłany alert RCB do mieszkańców, przekazała, iż ten został "wstrzymany" w związku z odwołaniem zagrożenia przez Centrum Operacji Powietrznych.

System alarmowania ludności w Polsce opiera się na sygnałach alarmowych (syrenach), komunikatach nadawanych przez media oraz alertach RCB wysyłanych SMS-em.

Posłuchaj i zapamiętaj! W Polsce mamy tylko dwa rodzaje sygnałów alarmowych

- System alarmowania nie powinien opierać się na jednym elemencie. Musi być wieloelementowy, także dlatego, żeby można było ostrzegać z różną intensywnością i aby był "zastępowalny", gdyby któryś z elementów zawiódł - zaznacza w rozmowie z tvn24.pl Dominik Mikołajczyk, redaktor naczelny portalu InfoSecurity24.

Pozytywnie ocenia to, że w nocy uruchomiono sygnały alarmowe. - To znaczy, że państwo i procedury zadziałały. Osobną sprawą jest to, w ilu miejscach ten sygnał alarmowy był słyszalny. Zapominamy trochę, że w bardzo małych miejscowościach czy na wsiach syreny alarmowe mogą być umiejscowione tak daleko od zabudowań, że dźwięk może nie docierać do nich wszystkich - zwraca uwagę.

Sygnały alarmowe
Sygnały alarmowe
Źródło zdjęcia: PAP/Adam Ziemienowicz

- Nie wydaje mi się, żeby jakiekolwiek z istniejących procedur zostały dzisiejszej nocy złamane. Rzeczywistość i zagrożenia zmieniają się tak dynamicznie, że procedury muszą być cały czas sprawdzane, muszą ewoluować. Jestem przekonany, że po zdarzeniu z nocy po raz kolejny zostaną one przejrzane - dodaje ekspert.

Mikołajczyk podkreśla też, że każdy z nas powinien wiedzieć, co państwo chce nam przekazać za pomocą poszczególnych sygnałów alarmowych. - Jeżeli my sami nie zdobędziemy tych podstaw, to budowanie społecznej odporności już na tym etapie będzie bardzo trudne - wskazuje.

Informacje o rodzajach sygnałów alarmowych, wskazówki, jak na nie zareagować oraz co należy robić w przypadku różnych zagrożeń, znajdują się w "Poradniku bezpieczeństwa", który został wysłany do każdego gospodarstwa domowego. Dostępny jest również w formie cyfrowej.

Metoda "dużo szybsza od SMS-ów"

A z czego korzystają inne państwa? W broniącej się przed rosyjską napaścią Ukrainie niemal codziennie rozbrzmiewają syreny alarmowe informujące o zbliżającym się zagrożeniu nalotowym. Funkcjonuje też tam aplikacja mobilna wysyłająca w czasie rzeczywistym informacje o podniesieniu i wstrzymaniu alarmu rakietowego na danym obszarze.

W szeregu państw w Europie i na świecie funkcjonuje jeszcze technologia nadawania komórkowego, nazywana Cell Broadcast. Jak dokładnie działa?

- To funkcja, która za pomocą infrastruktury sieci komórkowej przekazuje przez stacje bazowe (BTS) komunikaty użytkownikom, którzy są do nich aktualnie zalogowani - tłumaczy nam Adam Haertle, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i redaktor portalu Zaufana Trzecia Strona. Jak podkreśla, wysyłane w ten sposób wiadomości są automatycznie wyświetlane na ekranie telefonu. Mogą one też się wiązać z nadawaniem przez komórkę trudnego do przegapienia sygnału dźwiękowego.

Przykładowy komunikat wysłany za pomocą technologii Cell Broadcast
Przykładowy komunikat wysłany za pomocą technologii Cell Broadcast

Jako główną zaletę tej technologii ekspert podaje możliwość przekazania informacji osobom przebywającym na danym obszarze lub mieszkańcom całego kraju niemal natychmiast i wszystkim niemal jednocześnie. - Jest to dużo szybsze od SMS-ów - wyjaśnia. Te bowiem mogą do nas trafiać w dużym odstępie czasowym. Ponadto komunikaty wysyłane technologią Cell Broadcast "omijają" tak zwany tryb cichy w telefonie. Nie wymagają też połączenia z internetem.

Ta metoda alarmowania wykorzystywana jest między innymi w Ukrainie, ale też w Stanach Zjednoczonych, Izraelu, Wielkiej Brytanii i wielu państwach Unii Europejskiej, jak na przykład Francja, Niemcy czy Hiszpania. Systemy wykorzystujące technologię nadawania komórkowego noszą w Norwegii nazwę Nodvarsel, w Danii - S!RENEN, a w Szwecji, gdzie funkcjonuje od lipca tego roku - SE-Alert. Uznawana za wzór działań na rzecz obrony cywilnej Finlandia planuje wdrożyć swój system do końca października.

Haertle wskazuje, że technologia nie funkcjonuje obecnie w Polsce. Wiązałoby się to z nałożeniem na operatorów komórkowych obowiązku wdrożenia tego rozwiązania, a to z kolei z dodatkowymi kosztami.

Pytany o zagrożenia, jakie mogą płynąć z wdrożenia tej technologii, ekspert odpowiada, iż nadane za jej pomocą komunikaty "muszą być odpowiednio uwierzytelnione". Dodaje też, że nie zna przypadków z innych państw wysłania nieautoryzowanych wiadomości w ramach Cell Broadcast. - To w rękach operatora pozostaje odpowiednie zabezpieczenie dostępu. Zakładam, że jeżeli ktoś ma możliwość wysłania wiadomości do 40 milionów telefonów, to taka funkcja jest skutecznie zabezpieczona - zwraca uwagę.

OGLĄDAJ: Premier i ministrowie na miejscu, gdzie spadł pocisk. "Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska"
pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

"Trzeba udoskonalać system alarmowy"

Wprowadzenie w Polsce metody alarmowania z wykorzystaniem Cell Broadcast zapowiadał jeszcze w 2023 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości. Do Ministerstwa Cyfryzacji skierowaliśmy pytania, czy prace są kontynuowane oraz o to, dlaczego nie zdecydowano się na to do tej pory. Czekamy na odpowiedź.

Nim ewentualne zmiany wejdą w życie, już teraz działają w naszym kraju dodatkowe kanały ostrzegania, o których nie każdy musi wiedzieć.

- W Polsce nadal funkcjonuje aplikacja Regionalne Systemy Ostrzegania (RSO), aczkolwiek nie należy do najpopularniejszych. Niewiele osób o niej pamięta. Być może moglibyśmy ją rozwijać i o niej przypomnieć. Na pewno trzeba udoskonalać system alarmowy i to zarówno, jeśli chodzi o syreny, jak i Alert RCB. Tylko tak będziemy mogli nadążyć za ciągle zmieniającymi się zagrożeniami - apeluje Mikołajczyk.

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: