"To może być jeden z rodzajów tych prowokacji". Wiceszef MON o incydencie na Lubelszczyźnie

FPF Tomczyk
Czy Rosja działała intencjonalnie? Wiceszef MON: każda z opcji jest możliwa
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Nie miejmy żadnych złudzeń. Tego typu sytuacje albo tego typu prowokacje będą się zdarzać - powiedział wiceminister obrony Cezary Tomczyk w "Faktach po Faktach" w TVN24, komentując wybuch rakiety na Lubelszczyźnie. Tomczyk odpowiadał też na zarzuty dotyczące sposobu informowania mieszkańców o zagrożeniu.

W czwartek w nocy polska przestrzeń powietrzna została naruszona przez rakietę Ch-101. Pocisk spadł w Tarnawie-Kolonii w województwie lubelskim.

- Rozmawiałem z dowódcą operacyjnym generałem (Ireneuszem) Nowakiem i możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta CH-101. Czyli rakieta manewrująca zdolna przenosić nawet głowice jądrowe (...). Gdyby leciała w kierunku zachodnim, to w ciągu kilkunastu sekund zostałaby zestrzelona przez polskie myśliwce, które namierzyły tę rakietę mniej więcej w tym momencie, w którym przyziemiła - zapewniał wiceminister obrony Cezary Tomczyk w "Faktach po Faktach" w TVN24.

Pytany, czy to mogło być celowe działanie Moskwy, odpowiedział: - Każda z opcji jest możliwa. My tego nie wiemy i jeżeli się dowiemy, to będą to głównie informacje wywiadowcze. Pewnie kolejne tygodnie dadzą nam więcej odpowiedzi - dodał. 

Polityk KO przypomniał o rosyjskiej prowokacji we wrześniu ubiegłego roku, gdy w polską przestrzeń powietrzną wleciały drony. Jak ocenił, była tam "intencja" i "test Sojuszu" - NATO

Wiceszef MON o wybuchu rakiety: nie miejmy żadnych złudzeń

Grzegorz Kajdanowicz dopytywał, czy Polska wezwie ambasadora Rosji i o dalsze kroki dyplomatyczne rządu. - Dla nas najważniejsze jest za każdym razem wzmocnienie możliwości polskiego wojska. Po 10 września (2025 roku) powstała operacja NATO-owska Eastern Sentry, która gromadzi siły i środki na wschodzie Polski - odpowiedział. 

Poinformował również, że szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła rozmawiał dzisiaj z dowódcą sił NATO w Europie gen. Alexusem Grynkewichem, żeby "wzmocnić flankę wschodnią z punktu widzenia tych nadchodzących miesięcy". - Nie miejmy żadnych złudzeń. Tego typu sytuacje albo tego typu prowokacje będą się zdarzać - przestrzegał.

Gość TVN24 był pytany, czy incydent na Lubelszczyźnie mógł być też rosyjską prowokacją, przed którą rząd ostrzegał na początku lipca. - To może być jeden z rodzajów tych prowokacji - przyznał Tomczyk. 

Wiceminister obrony: ukraiński pilot śledził rakietę

Czy armia ukraińska wysłała ostrzeżenie stronie polskiej o lecących rakietach? - Mamy pełną wymianę informacji ze stroną ukraińską - odpowiedział Tomczyk. Jak podkreślił, o 3 w nocy w kierunku Polski miało lecieć 20 rakiet. 

- Warto też dodać, że te rakiety w ogromnej większości zostały zestrzelone przez Ukrainę nad Ukrainą, która wzięła na siebie cały ciężar w oczywisty sposób uderzenia - zaznaczył. 

Poinformował, że ukraiński pilot śledził też rakietę, która ostatecznie spadła na terytorium Polski. - Nie udało mu się zestrzelić, 20 sekund przed granicą zawrócił - mówił Tomczyk. Dodał, że "nie mógł wlecieć" na teren Polski. 

Wiceszef MON: syreny alarmowe zawyją jeszcze nie raz

Wiceszef MON był pytany również o zarzuty dotyczące sposobu alarmowania mieszkańców Lubelszczyzny. Minionej nocy w Lublinie i innych częściach województwa lubelskiego zawyły syreny alarmowe. 

- W nocy najlepszym środkiem, zresztą w dzień podobnie, żeby powiadomić wszystkich, są syreny alarmowe - przekonywał Tomczyk. - My do tej pory nie przyzwyczailiśmy się do tego, a powinniśmy, bo one (syreny alarmowe) zawyją jeszcze nie raz - powiedział gość "Faktów po Faktach". 

Wiceminister przyznał, że "przynajmniej po całej sytuacji powinien do ludzi na Lubelszczyźnie pójść komunikat, który tego dotyczy". - Na pewne usprawiedliwienie powiem, że wojsko tego typu komunikaty prezentowało mniej więcej co dwie godziny (…) krok po kroku pokazując, jakie były zagrożenia, czy one zostały wyeliminowane - kontynuował. 

Opozycja domaga się udzielenia szczegółowych informacji w sprawie przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej. Tomczyk zapowiedział w TVN24, że minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz w ciągu "kilkudziesięciu godzin" przedstawi, co się wydarzyło. Dopytywany, czy odbędzie się to w Sejmie, wiceminister odparł, że "prawdopodobnie" tak. 

OGLĄDAJ: Co rozbiło się na Lubelszczyźnie? "Możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta"
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: