Znowelizowana przed kilkoma dniami ordynacja wyborcza do parlamentu wprowadza zakaz kandydowania osób skazanych prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego.
Nowela wprowadza również zmiany w ustawie o wyborze prezydenta mówiące o tym, że także kandydat na prezydenta składałby oświadczenie o posiadaniu "prawa do wybieralności". Później w Krajowym Rejestrze Karnym weryfikowałaby je Państwowa Komisja Wyborcza.
Ustawa "kompromitująca"
Właśnie to nie podoba się skazanemu w lutym za "żądanie i przyjmowanie korzyści o charakterze seksualnym" w tak zwanej "seksaferze" Lepperowi. Przewodniczący "Samoobrony" zaznacza jednak: - Andrzej Lepper na dzisiaj prawomocnie, z oskarżenia publicznego nie jest skazany.
I dlatego "na obecną chwilę kandyduje" w wyborach. To jedyna rozsądna decyzja, bo jego zdaniem "zapotrzebowanie na Samoobronę jest dziś bardzo duże. - Partie, które rządzą uzurpują sobie prawo tego, że one są najmądrzejsze, wszechwiedzące i wszystko mogące - oceniał w swoim stylu w sobotę.
Teraz były wicepremier w rządzie PiS czeka na to z nowelą zrobi prezydent. Liczy, że Lech Kaczyński będzie pamiętał, iż w wyborach w 2005 roku szef Samoobrony przyczynił się do "w jakimś stopniu" do jego zwycięstwa. Pięć lat temu w pierwszej turze wyborów prezydenckich Lepper uzyskał 15,11 proc. poparcia, a w drugiej turze opowiedział się właśnie za obecnym prezydentem. Czy teraz będzie się bał i podpisze tę kompromitującą ustawę? - pyta polityk.
Źródło: PAP