Masz subskrypcję?
Siedem stref czasowych różnicy i przeprowadzka o blisko siedem tysięcy kilometrów. To czeka Annę Lewandowską po tym, jak jej mąż związał się kontraktem z rywalizującym w Stanach Zjednoczonych Chicago Fire. Według włoskiego dziennikarza Fabrizio Romano zarobki Polaka mogą wynosić około 20 milionów dolarów za sezon.
Żona najskuteczniejszego piłkarskiego reprezentanta Polski wyznała, że "cholernie się boi" zmiany w jej życiu. Musi bowiem zostawić za sobą Barcelonę, którą uważa za swój dom i bezpieczne miejsce. Wspomniała też o dwóch córkach - przed nimi wyzwanie odnalezienia się w nowej rzeczywistości.
"Życie u boku sportowca to nie tylko blaski, to też trudne, rodzinne kompromisy" - zwierzyła się Lewandowska i dodała, że jako kobieta ma prawo czuć się przytłoczona. Zastrzegła, że z całych swoich sił wspiera swojego męża.
Wyznanie Lewandowskiej spotkało się w internecie z mieszanymi reakcjami. Swoje wsparcie okazała Marina Łuczenko-Szczęsna, żona Wojciecha Szczęsnego, byłego bramkarza reprezentacji Polski i niedawnego klubowego kolegi Roberta Lewandowskiego. Części internautów nie spodobało się jednak, że Lewandowska narzeka na życie żony światowej klasy piłkarza i przeprowadzkę w cieplarnianych warunkach, pod opieką klubu. Zarzucają jej oderwanie od rzeczywistych problemów.
Uniwersalne obawy?
Czy ci, którzy funkcjonują w dużo lepszych i wygodniejszych warunkach od przeciętnego człowieka, mają mniejsze prawo do wyrażania publicznie lęków i negatywnych emocji?