Anna Lewandowska w środę opublikowała na Instagramie zdjęcia i nagrania z koncertu Bad Bunny'ego w Warszawie. Jej wpis polubiło ponad 50 tysięcy osób, a ponad 400 go skomentowało. Są wśród nich pozytywne wypowiedzi w stylu "lubię patrzeć na szczęśliwych ludzi", ale wielu komentujących skrytykowało fakt, że Lewandowska nie była u boku swego męża w dniu jego pierwszego treningu z Chicago Fire. Niektórzy ocenili, że "nie ma wstydu" i "zostawia" męża w ważnym dla niego czasie. Przypomnijmy: po tym, jak Robert Lewandowski ogłosił zmianę barw klubowych, a co za tym idzie przeprowadzkę do Stanów Zjednoczonych, jego żona opublikowała wpis, w którym podzieliła się obawami dotyczącymi tak znaczącej zmiany w życiu ich rodziny.
Oburzenie części komentujących obecnością Anny Lewandowskiej na koncercie u innych z kolei wywołało rozbawienie. "Lewy sam w Chicago" - zażartowała jedna z osób, nawiązując do komedii "Kevin sam w Nowym Jorku". "Ania, wczoraj do mnie dzwonił 6x Robert, cały zapłakany że nie daje rady w tym Chicago" - skomentował ktoś inny. Padło też pytanie: "A wy ludzie (...) rozumiem, że odprowadzacie swoich mężów do pracy?". W końcu do dyskusji włączył się sam Robert Lewandowski.
Reakcja Lewandowskiego
"Spokojnie, Moja największa fanka kibicuje mi z każdego miejsca na ziemi - czasem z trybun, czasem przed telewizorem w drodze na koncert, bo sama ma mnóstwo pracy. Dumny z niej jak zawsze! Wytańczyłaś się za nas dwoje!" - napisał piłkarz pod postem swojej żony w nocy ze środy na czwartek.