Do interwencji na stacji paliw w Swarzędzu doszło 15 lipca. Policję zawiadomił kierowca, który podczas tankowania zauważył we wlewie paliwa swego auta "nietypowe urządzenie z kablami". Zdecydowano o ewakuacji mieszkańców okolicznych budynków i zamknięciu drogi krajowej numer 92. W związku z akcją nie kursowały też pociągi na linii znajdującej się po drugiej stronie stacji paliw. To trasa kolejowa z Poznania w kierunku Warszawy.
Akcja trwała trzy godziny. Do sprawdzenia pojazdu został wykorzystany policyjny dron z kamerą. Wszystkie elementy urządzenia zostały zabezpieczone przez policjantów z zespołu minersko-pirotechnicznego.
- Będziemy badać, kto, w jakim celu i w jakiej intencji to urządzenie zainstalował. Dodam, że charakterystyka tego urządzenia, jego niestandardowy montaż w samochodzie i fakt, że auto znalazło się na stacji benzynowej, uzasadniało ewakuację pracowników, blokadę drogi oraz pobliskiej linii kolejowej. Istniało realne zagrożenie - mówił po akcji młodszy inspektor Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.
Zaskakujące ustalenia
Sprawą zajmowali się kryminalni i śledczy. Ustalali, kto odpowiada za umieszczenie urządzenia we wlewie paliwa.
- Ważne również było ustalenie, czy istniało realne zagrożenie dla życia i zdrowia osób postronnych przebywających w tamtym czasie na terenie stacji w pobliżu. Śledczy do sprawy powołali kilku biegłych z laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu - mówi sierżant Michał Wiśniewski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.
Zabezpieczone urządzenie zostało poddane szeregowi eksperymentów procesowych, które potwierdziły, że w pojeździe znajdowało się improwizowane urządzenie zapalające wraz ze zdalnym zapalnikiem.
- Do urządzenia dołączony był niewielki materiał pirotechniczny. Umieszczenie go w baku paliwa zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób będących w pobliżu pojazdu. To potwierdził biegły - tłumaczy Wiśniewski.
Po zabezpieczeniu monitoringu, przesłuchaniu świadków, wykonaniu oględzin pojazdu i szeregu czynności operacyjnych, policjanci doszli do wniosku, że to sam zgłaszający podłożył to urządzenie.
35-latek aresztowany
35-latek został zatrzymany 30 lipca. - Podczas prowadzonego śledztwa wprowadzał w błąd funkcjonariuszy, podawał nieprawdziwe tropy w celu zmylenia policjantów, a także spreparował dowód procesowy - informuje Wiśniewski.
Policjanci przeszukali miejsca, w których mężczyzna przebywał przed zatrzymaniem. W jego mieszkaniu zabezpieczyli półprodukty mogące służyć do stworzenia ładunku wybuchowego. - Funkcjonariusze zabezpieczyli również mieszaninę pirotechniczną podobną do tej, która została użyta w samochodzie - przekazuje Wiśniewski.
- Podejrzany Jerzy B. usłyszał w Prokuraturze Rejonowej Poznań Wilda zarzuty dotyczące sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia w postaci eksplozji materiałów wybuchowych i łatwopalnych, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób oraz składania fałszywych zeznań i tworzenia fałszywych dowodów - poinformował prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Jak ustalili śledczy, na zapalniku był materiał biologiczny 35-latka, ale też jego byłej partnerki. Mężczyzna miał go celowo nanieść.
- Mężczyzna samym zawiadomieniem, ale także pewnymi zabiegami dotyczącymi samego podłożenia tego ładunku próbował nakierować na sprawców tego przestępstwa inne osoby. Chodzi tutaj o byłą partnerkę i jej aktualnego partnera - dodał Wawrzyniak.
Mężczyzna podczas przesłuchania odmówił składania wyjaśnień. Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania.
35-latkowi grozi kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.