"Na dymisję zanosiło się od dawna", tylko "Pałac Prezydencki nie chciał pokazywać, że to źródło konfliktu"
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz złożył rezygnację. W długim wpisie argumentował swoją decyzję i przekonywał, że ma związek z brakiem dostępu do informacji niejawnych. Ocenił, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zostało poddane "brutalnej ingerencji i presji ze strony rządu Donalda Tuska". Dodał, że jego zdaniem działania rządu "sparaliżowały normalne funkcjonowanie BBN", a jemu uniemożliwiły pełnienie funkcji.
Reporter "Faktów" TVN Michał Tracz ocenił na antenie TVN24, że oświadczenie Cenckiewicza "nie trzyma mu się faktów".
- Ja bym chciał, żeby Sławomir Cenckiewicz i kancelaria prezydenta przyjęła jakąś jedną spójną narrację. To znaczy albo Sławomir Cenckiewicz uznaje, że ma dostęp, albo uznaje, że mu się ten dostęp blokuje - podkreślił.
Tracz: oświadczenie Cenckiewicza to wybieg i wytrych
Tracz przypomniał, że od samego początku, kiedy Cenckiewicz objął stanowisko szefa BBN-u, "on i ludzie prezydenta przekonywali, że dostęp do informacji niejawnych jest, że to rząd nie szanuje wyroków sądów". - Były proceduralne przepychanki o to, czy to, że sprawa jest w odwołaniu, to znaczy, że tego dostępu nie ma, czy jest - wspomniał.
- Ostatnio, kiedy sąd de facto rozstrzygnął tę kwestię, kancelaria prezydenta próbowała przekonywać za wszelką cenę, że to jest dla nich i dla Sławomira Cenckiewicza dobry wyrok, pozytywny, że on oznacza, że dostęp do informacji niejawnych Sławomir Cenckiewicz ma - kontynuował.
Zauważył też, że do tej pory Cenckiewiczowi i prezydentowi "nie przeszkadzało, w sensie formalnie, to, że Sławomir Cenckiewicz nie mógł brać udziału w oklauzulowanych spotkaniach, że nie miał dostępu do tych informacji, że one nie były mu dostarczane".
- Sławomir Cenckiewicz robi w tej chwili tym oświadczeniem wszystko, żeby pokazać, że jego decyzja jest związana z brakiem dostępu do informacji niejawnych. Ale tego dostępu nie miał i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Dlatego uważam, że jest to jakiś wybieg, jakiś wytrych troszeczkę. Jest to pretekst do tego, aby decyzja o dymisji została podjęta - ocenił Tracz.
Dodał też, że "nie do końca wierzy w samodzielność tej decyzji z tego powodu, że nawet z kancelarii prezydenta od dawna tak naprawdę płynęły głosy o tym, że cały konflikt wokół dostępu, osoba Sławomira Cenckiewicza tak naprawdę nie pozwala na prawidłowe funkcjonowanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego".
Flieger: na dymisję zanosiło się od dawna
Estera Flieger z "Rzeczpospolitej" mówiła, że Cenckiewicz "jest skonfliktowany w środowisku prawicy". - W samym PiS-ie nie wszyscy go lubią. Wręcz bym powiedziała, że większość osób go nie lubi - dodała.
- Pamiętam doniesienia medialne "Newsweeka" o tym, że współpraca ze Sławomirem Cenckiewiczem w kancelarii prezydenta jest trudna. Pamiętam, jak minister Przydacz publicznie zapewniał o tym, że współpracuje się dobrze, że Cenckiewicz zostanie, że nie ma żadnego konfliktu - powiedziała.
W jej ocenie na tę dymisję "zanosiło się od dawna, tylko w żaden sposób Pałac Prezydencki nie chciał pokazywać, że to jest źródło wewnętrznego konfliktu, tylko właśnie to ustawić w tej optyce, że Cenckiewicz został po prostu zaatakowany".
Wieliński: coś poważnego musiało się stać wokół Cenckiewicza
Rezygnację Cenckiewicza skomentował też Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej". - Trochę jestem w szoku - przyznał na początku. - Przecież jeszcze dwa, trzy dni temu Cenckiewicz twierdził, że wygrał proces przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w sprawie swojego dopuszczenia do materiałów niejawnych, a teraz sam podaje się do dymisji. Dziwne to świętowanie sukcesu, skoro odchodzi ze stanowiska - przypomniał.
W ocenie Wielińskiego "coś musiało się stać poważnego, grubego wokół jego osoby, że odchodzi w takim trybie, w takim niespodziewanym tempie, z taką aurą tajemniczości".
Dziennikarz wspomniał, że "Karol Nawrocki nie istniałby bez Sławomira Cenckiewicza jako polityk, IPN-owiec". - To Cenckiewicz go w jakiś sposób tworzył, jest ojcem chrzestnym tej prezydentury - zaznaczył.
Dodał, że nie wierzy w "opowieści o tym, że pozostali członkowie personelu kancelarii prezydenta mieliby Cenckiewicza skutecznie wygryźć". - Coś musiało się stać wokół samego Cenckiewicza - powtórzył. - Nie jestem w stanie powiedzieć, co. Nie ma możliwości, żeby on rzucił papierami w chwili, w której on twierdzi, że triumfuje nad koordynatorem służb specjalnych, nad szefem SKW - ocenił.