31 sierpnia w szczyt góry Trapezitsa w okolicy miejscowości Konitsa, znajdującej się w Epirze w północno-zachodniej Grecji uderzył piorun. Wywołał pożar, z którym po 10 dniach wciąż walczą greccy strażacy. - Rozległ się ogłuszający huk, a ze szczytu góry natychmiast uniósł się dym - opowiadał w rozmowie z gazetą "Kathimerini" mieszkaniec Konitsy Kostas Nikolopoulos, wspominając moment wybuchu pożaru.
Pożar w Grecji. Pali się na zboczach góry i w wąwozie
Walkę z ogniem utrudnia ukształtowanie terenu. Płonie roślinność na zboczach góry oraz wąwozie Aoos - w obu miejscach prawie nie ma dróg, przez co strażacy nie mogą korzystać z ciężkiego sprzętu. 1 września nadzieję służb rozbudził deszcz, ale nie ugasił on ognia. Co gorsza, 6 września pożar wyjątkowo się rozszalał i zbliżył się do Konitsy.
CZYTAJ TAKŻE: Na ten rekord nikt nie czekał. Za nami najgorętszy miesiąc w historii pomiarów
W kolejnych dniach sytuacja się poprawiła, ale jak przekazał Tasos Kotsikos - prezes lokalnego klubu alpinistycznego, którego członkowie pomagają strażakom - w środę wciąż aktywne były dwa ogniska pożaru. Jedno z nich znajduje się we wspomnianym wąwozie Aoos, w którym spaliło się około 600 hektarów, w tym cenne przyrodniczo obszary. Strażacy walczą tam z ogniem za pomocą helikopterów, raz po raz wykonując zrzuty wody.
- Większość miejsc po stronie wąwozu jest niedostępna. Znowu czekamy na deszcz, mając nadzieję, że ugasi on pożar w wąwozie - powiedział Kotsikos.
"Pełzający" pożar
Profesor leśnictwa Ioannis Gitas z Uniwersytetu w Salonikach wyjaśnił, że część pożaru to powoli rozprzestrzeniający się ogień naziemny. Trawi on nie same drzewa, a suche liście, igły sosnowe, gałęzie i inną martwą roślinność.
- To właśnie nazywamy pożarem pełzającym - powiedział Gitas, zaznaczając, że podobne zjawisko zaobserwowano podczas ogromnego pożaru w Evros w 2023 roku. Dodał, że prawdziwe skutki ekologiczne ognia trawiącego Trapezitsę będą znane dopiero po jego całkowitym ugaszeniu.