- Merytoryczna, skupiona na pracy, twardo stąpająca po ziemi. Typowa Wielkopolanka - tak Paulinę Hennig-Kloskę opisuje jeden z parlamentarzystów z jej klubu.
- Bardzo energiczna. W polityce jest już na tyle długo, że jest w stanie słuchać czyichś racji i prowadzić dialog - dodaje inny z partnerów z rządowej koalicji.
- Najkrótsza ocena? Nieudolność i przerzucanie odpowiedzialności za nią na opozycję - mówi z kolei jeden z polityków PiS-u.
Ministra klimatu i środowiska właśnie przechodzi polityczną weryfikację. W czwartek Sejm ma zdecydować o jej przyszłości w ministerialnym fotelu. Wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec Hennig-Kloski pod koniec marca złożyli przede wszystkim posłowie z PiS i Konfederacji. Wnioskodawcy twierdzą, że dotychczasowe działania kierownictwa resortu wskazują na "poważne braki kompetencyjne, liczne błędy w procesie legislacyjnym oraz decyzje podejmowane w sposób chaotyczny i pozbawiony odpowiedzialnej analizy skutków społecznych i gospodarczych".
Ale tym razem to coś więcej niż tylko "zwykłe" głosowanie w obronie jednego z ministrów. Dlaczego to właśnie nazwisko Hennig-Kloski stało się w ostatnim czasie obrazem sporu nie tylko na linii rząd-opozycja, ale także w samej koalicji 15 października?