|

Martwy łoś bez poroża. Nie ma kuli, nie ma sprawy

Poszukiwania martwego łosia na polu pod Pasłękiem
Poszukiwania martwego łosia na polu pod Pasłękiem
Źródło: TVN24
Martwy łoś leżał na polu. Ściągnięty przez policję weterynarz z myśliwskim doświadczeniem nie ma wątpliwości - zwierzę padło od postrzału. Nie ma tylko kuli, bo i warunków nie ma, by jej szukać. Następnego dnia policja ściąga innego weterynarza, który mówi, że zwierzę padło z przyczyn naturalnych. Którą wersję wybiorą śledczy? I dlaczego - zanim podejmą decyzję - będą o niej wiedzieć myśliwi?Artykuł dostępny w subskrypcji
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jakie były rozbieżności w opiniach dwóch weterynarzy badających martwego łosia?
  • Dlaczego postępowanie w sprawie śmierci łosia zostało umorzone?
  • Co mogło się stać z jego porożem?
  • Jak eksperci i myśliwi oceniają działania policji i prokuratury w tej sprawie?
  • Czy przypadek martwego łosia ujawnia szerszy problem w postępowaniach dotyczących kłusownictwa?
  • Tym tekstem zaczynamy cykl reporterski "Rzeczpospolita łowiecka", w którym przyglądamy się umorzeniom dochodzeń w sprawie kłusownictwa oraz przywilejom, jakie mają myśliwi. Pytamy też, czy myśliwi są nam potrzebni.

Jutro w TVN24+ reportaż o tym, jak jeden myśliwy pomylił drugiego z kaczką. I co z tego wynikło.

Marian Oskroba jest lekarzem weterynarii. 13 listopada 2025 roku zadzwonił do niego policjant z komisariatu w Pasłęku (woj. warmińsko-mazurskie) i wezwał do wsi Marianka.

- Na miejscu zastałem dwóch funkcjonariuszy po cywilnemu. Przyjechali nieoznakowanym pojazdem - wspomina. Chcieli, by Oskroba dokonał oględzin tuszy - to w gwarze myśliwskiej ciało martwego zwierzęcia. W tym wypadku łosia.

- Znalazłem otwór wlotowy kuli - relacjonuje TVN24+ Oskroba. - Nie mam wątpliwości, że to zwierzę zostało zastrzelone. Przerzuciliśmy z policjantami martwego łosia na drugi bok, żeby poszukać otworu wylotowego. Ale go nie było - kula utkwiła w ciele zwierzęcia i prawdopodobnie ugrzęzła w treści żołądkowej. Znalazłem także odłamek jednego żebra.

W Polsce od 25 lat obowiązuje całkowity, całoroczny zakaz strzelania do łosi.

Aktualnie czytasz: Martwy łoś bez poroża. Nie ma kuli, nie ma sprawy

Łoś umierał w cierpieniu

Oskroba sam jest myśliwym (zapewnia, że niepraktykującym). Wie, jak wygląda otwór wlotowy po kuli z broni myśliwskiej. I jak zachowuje się ranne zwierzę: - Gdyby strzał był "na komorę" (w gwarze myśliwskiej to klatka piersiowa - red.), to zwierzę by padło na miejscu. Ten strzał nie spowodował jednak natychmiastowej śmierci.

Oskroba wspomina, że było widać ślady po śmiertelnych konwulsjach: - Zwierzę w agonii wykonuje kończynami takie wiosłujące ruchy. Ziemia wokół była rozgarnięta kopytami w charakterystyczny sposób. Łoś umierał w cierpieniu, może nawet kilka godzin.

- A jak długo łoś był już nieżywy po postrzale? - pytamy.

- On już był sztywny. W ciele wystąpiło stężenie pośmiertne. Od śmierci mogła minąć doba, może kilkanaście godzin.

16 godzin wcześniej w tej okolicy polował tylko jeden myśliwy.

Co pamięta myśliwy?

Cofnijmy się do środy, 12 listopada 2025. W łowieckim rewirze "Robity Pola", niedaleko wsi Marianka, obecność do Elektronicznej Książki Polowań wpisał Krzysztof Sokołowski. Był na stanowisku oddalonym około 1,5 km w linii prostej od miejsca, w którym dzień później zostanie odnaleziony martwy łoś. Tuż przed północą zakończył polowanie.

- Oddał pan wtedy jakiś strzał? - pytamy myśliwego.

Sokołowski nie pamięta.

Czytaj także: