TVN24 | Polska

"Nieprawdopodobnie duża fala nowych rozpoznań". Lekarze alarmują: system poskłada się jak domek z kart

TVN24 | Polska

Autor:
ads/kg
Źródło:
PAP
 "Krytyczna sytuacja" w onkologii. Lekarze alarmują o "nieprawdopodobnie dużej fali" nowotworów po pandemii
"Krytyczna sytuacja" w onkologii. Lekarze alarmują o "nieprawdopodobnie dużej fali" nowotworów po pandemiiTVN24
wideo 2/5
TVN24 "Krytyczna sytuacja" w onkologii. Lekarze alarmują o "nieprawdopodobnie dużej fali" nowotworów po pandemii

Sytuacja w onkologii jest krytyczna. Mamy do czynienia z nieprawdopodobnie dużą falą rozpoznań raka - alarmowali w czwartek lekarze z krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego. Z powodu epidemii COVID-19 wiele nowotworów nie było diagnozowanych. W tym roku - prognozują lekarze - będzie ich o 40 procent więcej niż w 2020.

W czwartek onkolodzy ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie zorganizowali konferencję.

- Mamy ogromnie krytyczną sytuację. Jesteśmy w sytuacji, w której nigdy nie byliśmy i nie wydawało się nawet, że możemy się znaleźć. Ta konferencja jest krzykiem uświadamiającym i wołaniem o pomoc, bo jesteśmy na krawędzi. Wielu innym ośrodkom jest równie ciężko - powiedział kierownik Oddziału Klinicznego Onkologii profesor Piotr Wysocki.

Jak poinformował, w zeszłym roku rozpoznano 20 procent mniej nowotworów, ale nie dlatego, że ich nie było, a dlatego, że nie były diagnozowane. - Teraz pojawia się nieprawdopodobnie duża fala nowych rozpoznań - zaalarmował.

Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie zakładają, że w tym roku będzie o 40 procent więcej diagnoz nowotworów niż w roku ubiegłym. - Przewidujemy nałożenie się dwóch roczników pacjentów - z ubiegłego i z tego roku - mówił profesor.

Jak podkreślił, pacjenci "przeoczeni" rok temu pojawią się w tym roku z "większym" nowotworem, wymagającym skomplikowanego, wieloetapowego leczenia. - Cały system przez lata był na granicy wydolności. Pandemia spowodowała, że to się w tej chwili poskłada jak domek z kart - powiedział profesor Wysocki.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

"To tak, jakbyśmy mogli co dwa, trzy tygodnie obłożyć oddział tylko nowymi pacjentami"

W ostatnich tygodniach liczba nowych chorych w Szpitalu Uniwersyteckim konsultowanych do natychmiastowego wdrożenia chemioterapii przed operacją wzrosła trzy-, czterokrotnie. - To niewyobrażalne. To tak, jakbyśmy mogli co dwa, trzy tygodnie obłożyć oddział tylko nowymi pacjentami - powiedział onkolog.

Jak zaznaczył, w czasie pandemii szpital nie odsyłał chorych do domu i był jednym z nielicznych w kraju umożliwiających kontynuację leczenia tym, którym ośrodki lokalne wstrzymały terapię, ponieważ przekształciły się w szpitale jednoimienne albo z powodu braku kadry. Szpital Uniwersytecki mógł przyjmować pacjentów dzięki udostępnieniu pomieszczeń w rejonie ul. Kopernika, na terenie dawnej siedziby szpitala.

- Mimo że zgodnie z zaleceniami zmniejszaliśmy liczby porad, przechodziliśmy na teleporady, wydłużaliśmy odstępy pomiędzy kolejnymi kursami chemioterapii, to w zeszłym roku mieliśmy podobną liczbę pacjentów. Ci, którym zmniejszyliśmy liczbę porad, zostali zastąpieni tymi, którzy błagali o pomoc - powiedział kierownik Oddziału Klinicznego Onkologii.

Jak poinformował, oddział otrzymuje telefony i maile, "które trudno czytać", w których ludzie błagają o pomoc, piszą, że nie ma ich kto leczyć. - Wśród ostatnich pacjentek szpitala była ponad 20-letnia kobieta w ciąży z zaawansowanym rakiem, ponieważ w ostatnich miesiącach nikt nie przyjrzał się jej objawom - opisywał onkolog. Są osoby, które tak długo będą czekać przed sekretariatem w szpitalu, aż usłyszą, że się im pomoże.

"Nie ma farmaceutów, miejsca do przygotowania leków"

Nie radzi sobie apteka szpitalna w nowym rozbudowanym budynku. Farmaceuci dzwonią do szpitala, że nie są w stanie przygotować więcej lekarstw. Rok temu mogli przygotować 80-90 leków do podania dożylnego dziennie, teraz jest zapotrzebowanie na 120-130.

- Nie ma farmaceutów, miejsca do przygotowania leków. Nie ma pielęgniarek, które by to podawały - wyliczał profesor. Dodał, że w ostatnim czasie ze szpitala odeszło wiele pielęgniarek w wieku emerytalnym, ponieważ były "tak dramatycznie obciążone taką liczbą chorych".

"Nowotwory są bardziej zaawansowane niż przed pandemią"

- Od wielu lat obserwujemy wzrost zachorowalności na nowotwory. Teraz nowotwory są bardziej zaawansowane niż przed pandemią - podkreśliła pracująca w szpitalu doktor nauk medycznych Joanna Streb, pełniąca też funkcję konsultanta wojewódzkiego w zakresie onkologii.

Szczególną uwagę zwróciła na brak młodych onkologów. - Mimo zwiększenia puli dla młodych rezydentów od dwóch lat na ponad 20 miejsc zgłosiło się tylko trzech chętnych - zaalarmowała. - Brakuje kadry. Nasza wydolność jest na granicy - dodała.

Ponad cztery tysiące pacjentów na jednego onkologa

Szpital Uniwersytecki w Krakowie ma najwięcej lekarzy w Małopolsce, ale mimo to w klinice onkologii w 2021 roku na jednego lekarza przypada 4,2 tysiąca pacjentów. W 2016 roku było 2,6 tysiąca pacjentów na jednego lekarza.

Dyrektor SU Marcin Jędrychowski zwrócił się z prośbą o wyrozumiałość do pacjentów, którzy czują, że nie poświęcono im wystarczająco dużo czasu. - To nie dlatego, że ktoś pił kawę, że jest zła organizacja, ale dlatego, że jesteśmy na granicy - powiedział.

Zaapelował do rządu i wszystkich, którzy mają wpływ na służbę zdrowia, o to, aby za zapowiadanym lepszym finansowaniem służby zdrowia szła też koordynacja służby zdrowia.

- Ja jako dyrektor nie akceptuję sytuacji, że żyję w kraju, w którym bardziej opłacalne jest obciąć pacjentowi nogę niż podjąć się bardzo skomplikowanego leczenia po to, żeby tę nogę uratować. My rezygnujemy z podjęcia leczenia, "bo jest taka procedura", bo leczenie jest procedurą mniej opłacalną niż amputacja nogi - powiedział Jędrychowski.

Rocznie do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie trafia prawie 30 tysięcy osób z rakiem, udzielanych jest prawie 100 tysięcy porad.

Autor:ads/kg

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości