Sławomir Nowak stwierdził, że Platforma nie uchyla się od wyjaśnienia "afery hazardowej". - Proces legislacyjny, który dotyczył ustawy o grach losowych, wymaga całościowego zbadania - mówi wskazując na konieczność powołania komisji śledczej.
To brzmi dosyć fałszywie, ale jeśli władze klubu i klub uznają, że warto mi zaufać, to też byłoby nieuczciwe, jakbym się uchylał. Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego premiera
Sławomi Nowak nie podziela opinii Mariusza Kamińskiego, że nie było inwestora dla stoczni
Nowak nie czuje się jednak na siłach, by w niej zasiąść. - To jest zadanie, któremu trzeba się bez reszty poświęcić. Ja czuję się powołany do innych rzeczy - zaznaczył, nie zdradzając jednak, kto będzie kandydatem PO do komisji i być może jej przewodniczącym.
Platforma nie chce bowiem oddawać przewodnictwa opozycji. - Nie wiem, czy powinniśmy ulegać, aby ta komisja stała się politycznym teatrem - skomentował to Nowak.
Przyszłość Nowaka
Poseł skomentował także dobrze rozwijającą się karierę Janusza Palikota, który został wiceszefem klubu PO. - Palikot jest indywidualnością, podobnie jak Jarosław Gowin. Platforma ma całe mnóstwo takich ludzi, którzy potrzebują przestrzeni, żeby działać. A ich energia, dobrze ukierunkowana, może służyć wielu ludziom i klubowi.
Jednak czy jest to energia pozytywna? Enfant terrible PO przyznał w poniedziałek, że nie głosował na Grzegorza Schetynę w wyborach na szefa klubu. Co więcej, namawiał innych do sprzeciwu. Czy podważył decyzję premiera?
- Na tym polega urok demokratycznej formacji. Ale bez przesady. Grzegorz Schetyna ma na tyle silną pozycję, że jego kandydatura nie była zagrożona - stwierdził Nowak.
Pozostaje jednak pytanie, czy zgodzi się na stanowisko - obok Palikota - wiceszefa klubu PO? - To brzmi dosyć fałszywie, ale jeśli władze klubu i klub uznają, że warto mi zaufać, to też byłoby nieuczciwe, jakbym się uchylał - stwierdził poseł.
Katar posłów PO?
Czy zostanie wiceszefem klubu, czy nie, jako członek PO będzie musiał odpowiadać na trudne pytania, jakie wokół partii się pojawiają. Jednym z nich jest z pewnością sprawa prywatyzacji stoczni i udziału w tym procesie katarskiego inwestora.
Zdaniem Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, od maja premier wiedział, że inwestora nie ma. Zdecydowanie zaprzecza temu prawa ręka premiera.
- Nie wiem, skąd Mariusz Kamiński tego rodzaju rewelacje przedstawia w mediach. Jego trzeba pytać. Nie podzielam tej opinii - powiedział. Po czym zapytał: - Ten inwestor dla żartu wpłacił 8 milionów euro, które przepadło? To jest dziwna i pokrętna logika - stwierdził.
Źródło: TVN24, PAP