Podczas posiedzenia Sejmu widać jak w soczewce podziały skonfliktowanych grup w Prawie i Sprawiedliwości. Buntownicy, z Mateuszem Morawieckim na czele, trzymają się raczej z tyłu. Grupa Jarosława Kaczyńskiego z przodu - to kierownictwo, które postawiło buntownikom ultimatum: albo PiS albo stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego.
- My nikogo nie wyrzucamy, tylko domagamy się najbardziej elementarnej lojalności wobec partii - powiedział Jarosław Kaczyński w Kanale TAK.
Obie strony ciągle nie idą na całość, bo prezes PiS udaje, że nie grozi wyrzuceniem, a buntownicy udają, że nie zależy im na wyrzuceniu albo wybraniu Mateusza Morawieckiego na kandydata PiS-u na premiera zamiast Przemysława Czarnka.
- Mówienie o grupie intrygantów to jest dyskusja o Jarosławie Kaczyńskim, o Joachimie Brudzińskim, o Adamie Bielanie - zwrócił uwagę Przemysław Czarnek, odnosząc się do internetowej opinii Mateusza Morawieckiego.
Narastający spór między Morawieckim a kierownictwem PiS
Były premier wspomniał, że "wywołanie wewnętrznego podziału w naszej partii przez wąską grupę intrygantów jest ostatnią rzeczą, której nam potrzeba…". Ale to już nieaktualne, bo Morawiecki jeszcze gorzej pisze o partii - wspomina o "grupie frustratów". Jeśli to tylko teatr, to dobrze grany.
- Znam Jarosława Kaczyńskiego długo. On nie wybacza tego typu zachowań, jak Mateusza Morawieckiego. Niektóre spekulacje, że to jest ustawka, taki sprytny plan, włóżcie między bajki. Biją się tam na śmierć i życie - ocenił premier Donald Tusk.
Prezes partii zaczął nazywać swojego byłego premiera osobą skoncentrowaną na sobie. - Myślenie racjonalne zostało co najmniej ograniczone - dodał.
Jeśli były premier nie osiągnie w Prawie i Sprawiedliwości gwarancji bycia na wyborczych listach dla swoich ludzi i najlepiej zamiany kandydata na premiera, to opłaca mu się być wyrzuconym.
Jego grupa działa sprawniej. Gdy Jacek Sasin wrzucił do internetu grafikę ze sobą i deklarację, że wybiera PiS to grupa buntowników zasypała internet swoimi grafikami, że wybierają Polskę. Są lepiej zorganizowani, mają pieniądze, a przynajmniej w tym wizerunkowym pojedynku ich rywale są wolniejsi.
PiS "zaczyna mówić Braunem"
Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że Mateusz Morawiecki robi wszystko, żeby być szefem PiS-u. Tusk zaś przyznał, że spór w PiS "sprawia mu frajdę". - Zauważyłem, że bardzo wielu ludzi albo to cieszy, albo śmieszy - podkreślił. - Ale sprawa jest dużo poważniejsza i mówię to bez satysfakcji: Jarosław Kaczyński z dnia na dzień traci kontrolę nad PiS-em i nie chodzi tylko o kontrolę partyjną, że przestali go słuchać, bo to jest coś nowego. Chodzi o to, że ta partia zaczyna mówić Braunem - ostrzegł.
Niektórzy w PiS-ie już nawet nie zaprzeczają, że Grzegorz Braun i PiS mówią tym samym językiem. - Czy PiS mówi językiem Brauna? To ja zapytam odwrotnie, czy Braun zaczyna mówić językiem Prawa i Sprawiedliwości - stwierdził Piotr Kaleta z PiS. - To, że zaczął mówić językiem logicznym to tylko dobrze dla polskiej sceny politycznej, a dla Polski nade wszystko - dodał.
A Grzegorz Braun cieszy się także z poparcia Rafała Forysia, człowieka prezydenta, który twardo i oficjalnie stoi za Braunem i Karolem Nawrockim. W tej grupie jest także Mateusz Piskorski, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji.