Do zdarzenia doszło 11 lipca w Sosnowcu w jednej z galerii handlowych. Seniorka upadła na podłogę, była nieprzytomna i nie oddychała. Doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Przebieg akcji ratunkowej opisali na Facebooku ratownicy z Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu.
"Dzięki błyskawicznej reakcji świadków zdarzenia natychmiast rozpoczęto działania ratunkowe i wykorzystano dostępny na miejscu defibrylator AED" - relacjonują medycy.
Od przedstawicielki sieci handlowej otrzymaliśmy nagranie z kamery monitoringu. Film publikujemy, aby pokazać, jak ważne jest udzielanie pierwszej pomocy.
Świadkowie ruszyli na pomoc
Po osunięciu się kobiety na ziemię na pomoc ruszają dwie przypadkowe osoby. Trzecia dzwoni na numer alarmowy.
Odchylają głowę nieprzytomnej kobiety, tym samym udrażniają drogi oddechowe. Mężczyzna przykłada policzek do nosa i ust poszkodowanej. W ten sposób obserwuje, czy klatka piersiowa się unosi i czy nieprzytomna kobieta oddycha.
Zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji, wystarczy zaledwie 10 sekund obserwacji, a uciskanie klatki piersiowej należy rozpocząć nawet wtedy, gdy nie jesteśmy pewni, czy poszkodowana oddycha lub czy ten oddech jest nieprawidłowy np.: rzadki i płytki.
- Zachowanie tej dwójki osób w ratowaniu życia seniorki jest podręcznikowe - ocenia Mateusz Komza, ratownik medyczny i prezes Krajowej Izby Ratowników Medycznych.
Po kilkunastu sekundach obserwacji mężczyzna rozpoczyna uciskanie klatki piersiowej.
Ochroniarz przyniósł defibrylator
W tle pracownik ochrony otwiera skrzynkę, w której znajduje się Automatyczny Defibrylator Zewnętrzny - w skrócie AED - i przynosi go na miejsce resuscytacji.
AED to ogólnodostępne, bardzo proste w obsłudze i niezwykle skuteczne urządzenie ratujące życie.
Po włączeniu urządzenia głos z wewnętrznego głośnika instruuje, jak należy podłączyć samoprzylepne elektrody do ciała osoby poszkodowanej i kiedy nacisnąć guzik, wysyłający elektryczny impuls przywracający prawidłowy rytm bicia serca. Na urządzeniach jest również czytelna instrukcja obsługi w formie papierowej.
AED cały czas analizuje pracę serca poszkodowanych i w zależności od diagnozy informuje, co należy zrobić przy dalszym udzielaniu pierwszej pomocy.
Pracownicy sklepu dołączają do akcji
Po minucie od utraty przytomności do akcji ratunkowej dołączają pracownicy sieci handlowej. Mężczyzna przejmuje uciskanie klatki piersiowej, pozostałe osoby rozstawiają parawany, których zadaniem jest wydzielenie bezpiecznej przestrzeni do prowadzenia resuscytacji. Podobne wykorzystują służby ratunkowe.
- Nasi pracownicy są przeszkoleni z zakresu udzielania pierwszej pomocy, mamy wypracowane procedury - wyjaśnia Hanna Bernatowicz, rzeczniczka prasowa Auchan w Polsce.
Do udzielania pomocy dołącza kolejny mężczyzna, który zaczyna uciskać klatkę piersiową. Ze względu na wysiłek związany z resuscytacją, zalecane są zmiany w czasie kompresji klatki piersiowej.
Inny z uczestniczących w niesieniu pomocy mężczyzna pozostaje w stałym kontakcie telefonicznym z dyspozytorem medycznym, który z kolei udziela wskazówek na temat użycia AED i akcji ratunkowej.
Po czterech minutach od zgłoszenia na numer ratunkowy, na miejsca docierają policjanci. W tym momencie, po skutecznym użyciu defibrylatora, nieprzytomna kobieta zaczęła samodzielnie oddychać.
"Jeszcze przed przybyciem naszych zespołów doszło do powrotu spontanicznego krążenia" - przekazali ratownicy z Sosnowca.
Motocykl ratunkowy w sklepowych alejkach
W piątej minucie akcji na miejsce dociera ratowniczka medyczna z plecakiem ratowniczym. Jej kolega kilkanaście sekund później dobiega z noszami i kolejnym sprzętem medycznym. Tuż za nim alejką sklepową jedzie ratownik na motoambulansie.
Jaskrawożółte motocykle wyposażone w sygnały świetlne i dźwiękowe to nowość w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego. Na ulicę wyjechały w maju, ich zadaniem jest dojechać tam, gdzie tradycyjna karetka ma trudności.
"Po dotarciu motoambulansu oraz zespołu ratownictwa medycznego wdrożono medyczne czynności ratunkowe i pacjent został przekazany do dalszego leczenia (do szpitala - red.)" - czytamy we wpisie na profilu Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu.
"Nie bójcie się pomagać" - apel ratowników
"Łańcuch przeżycia zadziałał" - napisali w relacji z akcji ratunkowej sosnowscy medycy i podkreślili rolę oraz zachowanie osób, które jako pierwsze ruszyły z pomocą.
"To kolejny dowód na to, że odwaga, umiejętność działania i właściwe użycie AED mogą uratować ludzkie życie. Każda minuta ma znaczenie, a świadkowie zdarzenia odegrali dziś kluczową rolę" - podkreślili. "Wielkie brawa dla wszystkich osób, które nie pozostały obojętne i podjęły działania. To właśnie Wy jesteście pierwszym i niezwykle ważnym ogniwem łańcucha przeżycia" - zamieszczono w dalszej części wpisu.
Na koniec medycy zaapelowali: "Pamiętajcie – nie bójcie się pomagać. AED prowadzi Was krok po kroku, a rozpoczęcie resuscytacji i szybka defibrylacja (użycie AED - red.) mogą zdecydować o czyimś życiu".
Czym jest łańcuch przeżycia?
Łańcuch życia (przeżycia) to umowna nazwa stosowana w ratownictwie medycznym dotycząca czynności, które należy wykonać przy zatrzymaniu krążenia. Składa się z pięciu ogniw, w których kluczowe są pierwsze cztery minuty od zatrzymania bicia serca i braku oddechu.
- W łańcuchu przeżycia chodzi o szybkie udzielenie pomocy, jeszcze przed przyjazdem służb ratunkowych - mówi Mateusz Komza, ratownik medyczny.
Pierwszy etap to sprawdzenie, czy osoba poszkodowana jest choćby przytomna, czy oddycha i wezwanie pomocy. Do dyspozycji jest numer 112 oraz 999, 997 i 998. Kolejny krok to udrożnienie dróg oddechowych poprzez odchylenie głowy do tyłu i rozpoczęcie uciskania klatki piersiowej.
- Z każdą minutą bez resuscytacji, szansa na przeżycie spada o siedem do dziesięciu procent, dlatego pierwsze minuty są najważniejsze - alarmuje Komza.
ZOBACZ JAK UDZIELIĆ PIERWSZEJ POMOCY
Ostatnie etapy w łańcuchu przeżycia to pomoc udzielana już przez medyków z Zespołu Ratownictwa Medycznego i dalsze leczenie szpitalne.
- Każda podjęta próba ratowania życia, daje szansę na przeżycie, a dla osoby udzielającej pomocy nie niesie żadnych konsekwencji prawnych - wyjaśnia Mateusz Komza.