Ministra zdrowia do dymisji? Pojawia się giełda nazwisk
Premier Donald Tusk powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej, że oczekuje od Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia błyskawicznego działania w trzech sprawach: saloników VIP, przyspieszenia wdrażania e-rejestracji i likwidacji kominów płacowych. Ministra ma czas do wtorku, w innym przypadku rozważana może być jej dymisja.
Działania związane z pilnym reformowaniem ochrony zdrowia są pokłosiem ujawnionych przez portal zero.pl nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie, w którym lekarz bez specjalizacji - wtedy również radny dzielnicy Ursus z ramienia KO - był koordynatorem SOR-u. W ubiegłym roku medyk, pracując w kilku placówkach, zarobił 1,6 miliona złotych, a tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku wypracował łącznie 3 976 godzin, co daje średniomiesięcznie 331 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych/kontraktowych.
Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Tusk: Najbliższe dni pokażą
Jolanta Sobierańska-Grenda została ministrą zdrowia 24 lipca zeszłego roku. - Cały resort zostanie odpartyjniony i odpolityczniony - zapewniał wówczas premier. To prawniczka, od 2017 była prezeską zarządu spółki Szpitale Pomorskie, ekspertką w restrukturyzacji i oddłużaniu szpitali - przeprowadziła ten proces łącznie w około 30 lecznicach.
Po niespełna roku jej pozycja jest zagrożona. Donald Tusk został zapytany przez Katarzynę Gozdawę-Litwińską, czy jej powołanie to nie był błąd. - Niektórzy uznali, że to jest eksperyment, że z tym się może wiązać słabość ministra, który nie ma zaplecza politycznego. Teraz to oceniam, patrzę na to. Chcę uzyskać maksymalne efekty i jej kompetencje są niepodważalne, natomiast czy starczy jej siły determinacji, takiej przebojowości? Najbliższe dni pokażą - ocenił premier w piątek.
Dyrektor znany z wożenia kuli Kaczyńskiemu
Na giełdzie nazwisk pojawiają się już pierwsi kandydaci na jej następcę. Nie ma jednak kolejki chętnych na to stanowisko.
- Fotel ministra zdrowia teraz, na rok przed wyborami, to jest taki fotel, o który nikt się nie bije. Czasami mówimy o tym, że politycy walczą o stołki, że każdy chce na jakimś stołku zasiadać. Natomiast ten fotel akurat zupełnie nie jest obiektem tęsknoty nikogo - powiedziała w programie "W Kuluarach" Agata Adamek.
Dziennikarka TVN24 wskazała jedno z nazwisk, które pojawia się w kontekście zmian w ministerstwie - Grzegorza Gieleraka. - To jest dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów. Politycy Koalicji Obywatelskiej mówią: co prawda woził do domu kule ortopedyczne prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego - osobiście woził kule wtedy, kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość - ale można mu to wybaczyć - powiedziała Adamek.
Z kolei Maja Wójcikowska przekazała, że na giełdzie nazwisk pojawiał się Bartosz Arłukowicz. - Rekonstrukcja jako taka to może być jesień, to mogą być dwa-trzy miesiące. To może być ten ostatni moment - jeszcze przed wyborami - żeby ewentualnie zmiany w rządzie przeprowadzić - powiedziała.