Jak szczepionka, która została opracowana w rok, może być skuteczna? Odpowiada "Koronawirus Konkret24"

TVN24 | Polska

Autor:
akw,
momo,
mp//rzw
Źródło:
TVN24
Dr Grzesiowski: musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki TVN24
wideo 2/28
TVN24Dr Grzesiowski: musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki

Pojawiły się nowe warianty wirusa, które są bardziej zakaźne. Musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki. Dlatego w tej chwili należałoby zrezygnować z szalików, przyłbic czy maseczek z jednej warstwy bawełny, ponieważ to nas może nie uchronić przed zakażeniem - powiedział w programie "Koronawirus Konkret24" w TVN24 dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw walki z COVID-19. Mity dotyczące nieskuteczności szczepionki spowodowanej rzekomo zbyt krótkim czasem jej opracowywania obalała z kolei Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24.

W programie "Koronawirus Konkret24" zaproszeni eksperci obalają mity i rozwiewają wątpliwości związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wpływem epidemii na nasze codzienne funkcjonowanie oraz szczepionkami przeciw COVID-19. Kwestie i tematy poruszane w programie przekazała redakcja Konkretu24.

OGLĄDAJ "KORONAWIRUS KONKRET24" W INTERNECIE

W programie w sobotę 20 lutego do części z pytań ustosunkował się dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19, a resztę wątpliwości omawiała Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24.

"Niektóre kraje zaostrzają przepisy dotyczące maseczek, czyli te zwykłe straciły przydatność? A może nigdy nic nie dawały"

Dr Paweł Grzesiowski: Rzeczywiście w tej informacji jest sporo prawdy. Mamy nową sytuację epidemiczną. Pojawiły się nowe warianty wirusa, które są bardziej zakaźne, niż te pierwotne, a to oznacza, że mniej cząstek wirusa potrzeba w powietrzu, żeby nas zarazić. Dlatego musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki. Dlatego w tej chwili należałoby zrezygnować z szalików, przyłbic, czy maseczek z jednej warstwy bawełny, ponieważ to nas może nie uchronić przed zakażeniem. W tej chwili rzeczywiście w niektórych krajach wprowadzane są regulacje, tak jak też jest spodziewane w Polsce, że przynajmniej w pomieszczeniach zamkniętych będzie wymóg noszenia maseczek profesjonalnych, maska chirurgiczna, czy maska typu FFP2, która wychwytuje 95 procent cząstek zakaźnych z powietrza.

Dr Grzesiowski: musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki TVN24

"Koronawirus to zwykłe zapalenie płuc, a umiera się na inne poważne choroby współistniejące"

Dr Paweł Grzesiowski: Ta wiadomość jest całkowicie fałszywa. Koronawirus wywołuje zupełnie inne schorzenie niż grypa. Wynika to z tego, że wirus grypy ma swój punkt uchwytu w oskrzelach, w płucach. Natomiast koronawirus ma punkt uchwytu przez białko AC2 właściwie w całym naszym organizmie. To, co widzimy przy COVID-19, to jest ogromne pobudzenie układu naczyniowego. Mamy zapalenie naczyń w płucach, w sercu, w nerkach. Mamy również aktywację układu krzepnięcia, co powoduje powstawanie mikrozakrzepów i one powodują często nieodwracalne zniszczenie płuc, uszkodzenie mózgu czy uszkodzenie serca. Na pewno nie możemy dzisiaj już powiedzieć, że grypa i COVID-19 to są bardzo podobne choroby. Takich powikłań po grypie absolutnie nie obserwujemy.

Dr Grzesiowski: koronawirus wywołuje zupełnie inne schorzenie, niż grypaTVN24

"Producent szczepionki nie bierze za nią odpowiedzialności. To dowód, że szczepienie jest niebezpieczne"

Dr Paweł Grzesiowski: Ten fake news towarzyszy szczepionkom chyba od momentu, kiedy w ogóle zaczęliśmy mówić o szczepieniach przeciwko COVID-19. Były takie rejestracje w Stanach Zjednoczonych, tak zwane rejestracje pandemiczne, które były z założenia rejestracjami niepełnymi. Natomiast w Europie wszystkie dopuszczone szczepionki mają pełną rejestrację, co oznacza, że firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za produkty. Natomiast warunek tej rejestracji był taki, że firmy przez następne dwa lata mają dostarczać regularne wyniki kolejnych badań klinicznych nad tymi szczepionkami. Jest to całkowita nieprawda. Firmy w Europie odpowiadają za produkt, za jego jakość, za jego stan techniczny, farmaceutyczny. Ale trzeba pamiętać, że szczepionka to nie tylko produkt, to jest później kwestia jej podania, magazynowania, przechowywania i za to ponosi odpowiedzialność już na każdym etapie inny człowiek. Absolutnie dementuję, to jest nieprawda. Firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za jakość produktów.

Dr Grzesiowski: w Europie wszystkie szczepionki mają pełną rejestrację, co oznacza, że firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za produkty

"Pojawia się tajemniczy wirus, a po roku mamy już szczepionkę. Nie może być skuteczna"

Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24: Wątpliwości co do skuteczności szczepionki przeciwko COVID-19 z powodu tego jak szybko ona powstała, towarzyszą nam już od kilku miesięcy i są powielane wielokrotnie w mediach społecznościowych. Szybkie tempo prac nad potencjalnymi szczepionkami przeciw COVID-19 wynikało z wyjątkowych okoliczności. Pandemia wywołana przez SARS-CoV-2 stanowiła i nadal stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego na całym świecie. Czekaliśmy i liczyliśmy na szybkie powstanie szczepionki, która ma szanse zahamować pandemię. Dlatego też naukowcom już na samym początku, gdy dowiedzieliśmy się o pandemii i jakie stanowi zagrożenie, udało się zgromadzić wiarygodne dane z badań nad szczepionkami. Co więcej, naukowcy, którzy opracowywali szczepionki otrzymali większe środki finansowe, napotykając przy tym mniej biurokratycznych przeszkód przy pozyskiwaniu środków finansowych niż w przypadku pracy nad innymi szczepionkami. Mogli więc pracować w znacznie szybszym tempie. Naukowcy nie zaczynali od zera, gdy dowiedzieli się o nowym rodzaju koronawirusa w 2020 roku. Wirusy z tej rodziny już dwukrotnie w ciągu ostatnich 20 lat przenosiły się ze zwierząt na ludzi. W 2002 roku był to wirus SARS, w 2012 – wirus MERS. Znaliśmy zatem biologię nowego korowirusa oraz jego słaby punkt, czyli kolec białka. Ten kolec białka wykorzystywany jest w szczepionkach mRNA do wytworzenia odpowiedzi immunologicznej przeciw COVID-19. Skuteczność dopuszczonych szczepionek potwierdzają również liczne badania kliniczne, a także analizy przeprowadzone przez krajowych regulatorów leków. Wiemy, że szczepionka firmy Moderna ma 94 procent skuteczności, analizy szczepionki Pfizera wykazały 95-procentową skuteczność. Najnowsze badania, opublikowane na początku lutego, pokazały, że podanie pierwszej dawki szczepionki AstraZeneca i potem odczekanie 12 tygodni i podanie drugiej dawki, daje ponad 82-procentową skuteczność przeciw zachorowaniu na COVID-19.

Gabriela Sieczkowska z Konkret24 obala mit związany ze szczepionkamiTVN24

"Pfizer zrezygnował ze szczepień w Indiach, bo te zażądały badań bezpieczeństwa. Weryfikowaliście tę informację?"

Gabriela Sieczkowska: Tak, weryfikowaliśmy tę informację i jak się okazuje jest to nieprawdziwa pogłoska i koncern Pfizer nie wycofał się ze starań o dopuszczeniu swojej szczepionki do użytku w Indiach. W rzeczywistości 5 lutego tego roku Pfizer poinformował o wycofaniu wniosku o dopuszczenie do użytku w nagłych wypadkach swojej szczepionki w Indiach. Firma jednocześnie zapowiedziała, że złoży go ponownie. Dlaczego tak się stało? Przyczyną wycofania pierwszego wniosku był fakt, iż producent szczepionki nie spełnił wszystkich żądań przedstawionych przez indyjskiego regulatora rynku leków. Jest to centralna organizacja kontroli standardów leków w Indiach. Ta instytucja oczekuje od producentów szczepionek przeciwko COVID-19 przeprowadzenia badań szczepionki na terenie Indii, na obywatelach tego kraju. W styczniu tego roku Indie zatwierdziły do użycia na terenie swojego kraju dwie inne szczepionki przeciwko COVID-19 wyprodukowane przez AstręZenecę i opracowaną w Indiach Bharat Biotech. Testy obu szczepionek zostały przeprowadzone w Indiach. Ze strony Pfizera padła już deklaracja o kontynuowaniu współpracy z indyjskim regulatorem. Firma zapowiada też, że przedłoży swój wniosek o zatwierdzenie z dodatkowymi informacjami, gdy te staną się dostępne.

Gabriela Sieczkowska z Konkret24 o mitach związanych ze szczepionkami TVN24

"Koronawirus Konkret24" obala mity. Zobacz wcześniejsze wydania programu

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 13 lutego:

W programie w sobotę 13 lutego do części z pytań ustosunkowali się kierowniczka Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk oraz dziennikarka portalu Konkret24 Gabriela Sieczkowska.

"Każda szczepionka ma inny poziom skuteczności, czyli pewnie żadna nie działa"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: Szczepienia to edukacja, nauczenie naszego organizmu, jak sobie radzić z nieproszonymi gośćmi, z różnymi mikroorganizmami, zarazkami, które próbują wnikać do naszego organizmu. Jak w każdym procesie edukacyjnym efekt nauczania zależy zarówno od nauczyciela, jak i od ucznia. Nauczycielem w tym momencie są szczepionki i one mogą być różne. Uczniem jest nasz układ immunologiczny.

Skuteczność szczepionki zależy od tego, jak ten preparat jest zrobiony, jak wnika do naszego organizmu i jak skutecznie nasz układ immunologiczny na tę metodę nauczania odpowie. Rzeczywiście może być ta skuteczność różna w zależności od tego, jaki jest to preparat szczepionkowy.

Dawniej szczepionki przeciwwirusowe to były po prostu wirusy, tak zmienione, żeby już nie powodowały choroby. (…) Nowoczesne szczepionki działają trochę inaczej. To jest podanie organizmowi przepisu, informacji genetycznej, jak sobie zrobić taki preparat szczepionkowy.

"Każda szczepionka ma inny poziom skuteczności, czyli pewnie żadna nie dział"TVN24

"Niezaszczepieni stwarzają zagrożenie dla zaszczepionych. To jakim cudem szczepionka jest skuteczna?"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: Niezaszczepieni nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla szczepionych. Od tego jest szczepionka, żeby nas chronić.

Jest pewne zagrożenie, że osoba zaszczepiona po kontakcie z osobą chorą, która dużo wirusa wydala, może stać się biernym przenośnikiem wirusa, jeżeli w błonach śluzowych nosa może się niewielka ilość tego wirusa namnożyć. Wtedy ta osoba zaszczepiona mogłaby teoretycznie, samemu nie chorując, przekazać tego wirusa komuś, kto jest niezaszczepiony.

"Po szczepieniu na COVID-19 można stracić węch i smak, bo to jeden z niepożądanych odczynów poszczepiennych"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: To jest absolutnie nieprawda. Utrata węchu i smaku wciąż stanowi pewną tajemnicę, ale z całą pewnością jest wynikiem namnażania się wirusa. Namnażanie się wirusa [po szczepieniu - przyp. red.] jest niemożliwe, ponieważ nasz organizm otrzymał jego malusieńką cząsteczkę. W tym wypadku jest całkowicie niemożliwe, żeby namnożył się wirus. Te szczepionki, które teraz otrzymujemy, to są szczepionki, które zawierają materiał genetyczny do zbudowania sobie w naszym organizmie jednego jedynego białka tego wirusa.

Jeżeli są osoby, które po szczepieniu będą miały taki objaw, to moim zdaniem najprostsze wyjaśnienie jest takie, że już w trakcie szczepienia albo tuż po nim, były zakażone w nieznacznym stopniu tym wirusem.

"Po szczepieniu na COVID-19 można stracić węch i smak, bo to jeden z niepożądanych odczynów poszczepiennych."TVN24

"Szczepienia są sfingowane. Zdjęcia z Japonii są na to dowodem"

Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24: Chodzi o popularne stopklatki, które przedstawiają osoby, którym wykonywane jest szczepienie, ale osoba ta jest w bardzo grubej, puchowej kurtce. To wzbudziło największe wątpliwości internautów i miało być według nich dowodem, że te szczepienia są nieprawdziwe.

"Szczepienie w kurtce to jest hit". Wyjaśniamy, co się działo w szkole pielęgniarskiej w Japonii >>>

Jak sprawdziliśmy, te stopklatki to fragmenty materiału o ćwiczeniach przygotowujących do szczepień, przeprowadzone pod koniec stycznia tego roku. Jest to materiał pochodzący z agencji Reutera, nagrany 27 stycznia w japońskim Kawasaki. Tego dnia w sali gimnastycznej lokalnej szkoły pielęgniarskiej odbywały się szczepienia próbne, gdzie lekarze i pielęgniarki ćwiczyli proces szczepienia na osobach odgrywających role pacjentów. Próby te relacjonowały media.

"Szczepienia są sfingowane. Zdjęcia z Japonii są na to dowodem."TVN24

"Nakaz zakrywania ust i nosa nie został wznowiony"

Gabriela Sieczkowska: W Polsce nadal obowiązuje nakaz noszenia maseczek. Niektórzy internauci twierdzili, że ten nakaz nie został wznowiony. Jedna internautka w popularnym wpisie na Facebooku napisała, że rozporządzenie Rady Ministrów, które mówi o nakazie noszenia maseczek, nie zostało przedłużone i wygasło w styczniu.

Nakaz zakrywania ust i nosa "nie został wznowiony"? To fake news >>>

Internautka nie ma racji, ponieważ to rozporządzenie zostało kilkakrotnie zmienione. W momencie, w którym rozmawiamy rozporządzeń zmieniających jest już siedem. Cały czas są wśród nich dwa, które zmieniły datę nakazu noszenia maseczek przez obywateli.

"Nakaz zakrywania ust i nosa nie został wznowiony."TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 6 lutego:

"Nie ma dowodu epidemiologicznego, że szczepionki działają"

Doktor Paweł Grzesiowski: Mamy liczne dowody na to, że odporność poszczepienna chroni przed zachorowaniem. To najpierw badania eksperymentalne, a więc wykonywane na tkankach i komórkach, a później z użyciem zwierząt, a następnie badania pierwszej, drugiej i trzeciej fazy wykonywane u ludzi. Naszym miernikiem odporności poszczepiennej jest liczba osób, która została zaszczepiona i zachorowała na COVID-19. W ramach badań klinicznych szczepionek obecnie dopuszczonych do Polski - czyli firmy Pfizer i firmy Moderna - wykazano, że 95 procent osób, które zostały zaszczepione, jest chronione przed zachorowaniem przez okres co najmniej półroczny. Takie mamy na razie wyniki i dalej te grupy są obserwowane, bo oczywiście badania się nie zakończyły. Ostateczny czas utrzymywania się odporności poszczepiennej zostanie ustalony dopiero po dwóch latach badań.

Czy jest dowód na to, że szczepionki działają? Dr Grzesiowski odpowiadaTVN24

"Z jednej fiolki robią nie 5 a 6 dawek. To obniża skuteczność szczepionki"

Dr Grzesiowski: Nic podobnego nie dzieje się w przypadku szczepionki Pfizer. W jednej fiolce jest potencjalnie nawet siedem dawek szczepionki, natomiast podczas nabierania może dojść do drobnych strat substancji, która jest wewnątrz, w związku z tym jedna czy dwie kropelki tego płynu mogą zostać uronione w trakcie nabierania. Dlatego właśnie jest pewien zapas w każdej fiolce, który wynosi aż dwie dawki. Okazuje się, że przy starannym nabieraniu nie ma najmniejszego problemu, by uzyskać sześć dawek z jednej fiolki. Można powiedzieć, że bezpiecznie i skutecznie można zaszczepić sześć osób materiałem z jednej fiolki. Natomiast oprócz tego istnieje bardzo ścisła instrukcja, że gdyby z jakichś powodów nie udało się tej szóstej dawki w pełni uzyskać, na przykład byłaby ona mniejsza o jakąś niewielką ilość, to należy ją wyrzucić. Czyli nie wolno nikogo zaszczepić niepełną dawką szczepionki.

"Jaki ma sens szczepionka, skoro dalej zakażamy innych?"

Dr Grzesiowski: Sprawa tego, czy możemy, czy nie możemy zakażać po szczepieniu, jest otwarta. Przeciwko takiej hipotezie raczej przemawiają obserwacje osób zaszczepionych już w ramach badań klinicznych. W rodzinach tych osób, w najbliższym ich otoczeniu, nie stwierdzano zakażeń. To by jednak dawało do myślenia, że osoby, które są zaszczepione, nawet jeśli przez jakiś krótki czas mogą mieć wirusa na swoich błonach śluzowych lub skórze, to jednak nie zakażają tak, jak gdyby były niezaszczepione i chore. Po drugie nie zaobserwowano - poza tymi osobami, które zachorowały, bo nie wytworzyły odporności poszczepiennej - objawowych zakażeń u tych, którzy byli zaszczepieni. A przecież wiadomo, że osoby objawowe znacznie silniej przenoszą wirusa. Na ten moment możemy powiedzieć więc, że rzeczywiście nie mamy jednoznacznych, ścisłych dowodów na to, że osoba zaszczepiona nie będzie przenosić wirusa, ale jest to zjawisko marginalne, rzadkie i należy je brać pod uwagę na zasadzie teoretycznej. Dlatego uważam, że każda osoba zaszczepiona, mimo wszystko powinna nosić maseczkę, zachowywać dystans i przestrzegać dezynfekcji. Nie mamy pewności, dlatego te podstawowe zasady ochrony pozostają aktualne. 

"Liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce jest wysoka"

Jan Kunert z portalu Konkret 24: Przypadki występowania niepożądanych odczynów poszczepiennych to jest to, co skupia uwagę środowisk antyszczepionkowych, które chcą, aby takie przypadki były jak najbardziej nagłaśniane. Oczywiście po przyjęciu każdej szczepionki - o czym informują producenci - mogą wystąpić skutki uboczne. Ale jak wygląda rzeczywistość, jeżeli chodzi o szczepienia przeciw COVID-19 w Polsce? Na ten moment mamy około 0,05 procent niepożądanych odczynów poszczepiennych. Tak więc odsetek osób, które mają jakieś komplikacje po przyjęciu szczepionki jest na prawdę bardzo mały. Eksperci mówią, że to właśnie świadczy o tym, że szczepionka jest bezpieczna. A jakie są ewentualne komplikacje? To są głównie krótkotrwałe bolesności w okolicy wkłucia, krótkotrwałe zaczerwienienie. Te osoby generalnie nie trafiają do szpitali, tylko przechodzą to łagodnie w domu. Rzeczywiście kilka dni temu miała miejsce śmierć mężczyzny, który wcześniej przyjął szczepionkę przeciw COVID-19. Jest jednak zbyt wcześnie, by mówić, że to właśnie przez przyjęcie preparatu ten mężczyzna stracił życie. 

"Liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce jest wysoka". Nieprawda TVN24

"Szczepionka powoduje zespół pocovidowy"

Jan Kunert: Nasi eksperci, lekarze z którymi rozmawiamy nie mają żadnych wątpliwości. Mówią wprost, że jest to kompletna bzdura. Żeby zachorować na zespół pocovidowy trzeba najpierw złapać koronawirusa. Nie można więc, nie chorując na COVID-19, tylko przyjmując szczepionkę, mieć kłopotów z zespołem pocovidowym. A co to jest za zespół? To jest ogólny stan zapalny różnych części organizmu, on się pojawił mniej więcej w kwietniu 2020 roku u dzieci w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Objawy to były bole mięśni i stawów, biegunki, wymioty. Teraz wiemy już, że ten zespół występuje także u dorosłych. A jak się przed nim ustrzec? Dokładnie tak samo, jak przed samym koronawirusem - czyli dystans społeczny, maseczki i częste mycie rąk.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 23 stycznia:

"Nie można się szczepić, jeśli ma się choroby przewlekłe, reumatyczne lub autoimmunologiczne"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie jest to informacja prawdziwa. Mamy w tym zakresie jednoznaczne rekomendacje. Osoby, które mają choroby przewlekłe powinny przed szczepieniem upewnić się, czy okres choroby, w jakim w tej chwili się znajdują, dopuszcza szczepienie. To może być rozmowa z lekarzem prowadzącym lub kwalifikującym. Sama choroba autoimmunologiczna nie stanowi przeciwskazania do szczepienia. Mogłoby być przeciwskazaniem przyjmowanie leków, które hamują układ odporności, tak zwanych leków immunosupresyjnych. Należy skonsultować się z lekarzem.

Dr Grzesiowski o tym, czy można się szczepić mając choroby przewlekłe, reumatyczne lub autoimmunologiczneTVN24

"Po szczepionce ujawniają się inne wirusy. Na przykład pojawia się opryszczka"

Dr Grzesiowski: Nie jest możliwe, aby podanie szczepionki uaktywniło jakieś inne przewlekłe choroby wirusowe. To jest z całą pewnością fake news. Natomiast może tak się zdarzyć, że po szczepieniu, dlatego że byliśmy w stresie, wyskoczy nam świeży wykwit opryszczkowy. Osoby, które cierpią na nawracającą opryszczkę wiedzą, że wystarczy większy stres, niewyspanie, zmęczenie, aby ten wirus ponownie zaatakował. Ale nie wynika to w czystej postaci z podania szczepionki. To raczej wynika z psychologicznego nastawienia albo gorszego snu, bo niektóre osoby po szczepieniu narzekają, że pierwsze dwie noce są słabsze pod względem snu. Natomiast sama szczepionka nie powoduje upośledzenia naszej odporności, co dawałoby szansę przewlekłym wirusom nas zaatakować.

Dr Grzesiowski o tym, czy szczepionka może powodować opryszczkę TVN24

"Szczepionki oparte o mRNA nie były wcześniej dopuszczane na rynku, a więc ich długoletnie skutki uboczne nie są znane"

Dr Grzesiowski: To jest bardzo znane ostrzeżenie generowane przez antyszczepionkowców. Ono jest przede wszystkim nastawione na wzbudzenie w nas lęku i niepokoju. Żadna szczepionka, którą znamy do dziś, nie ma jakichś wieloletnich skutków ubocznych. Pamiętajmy, że materiał zawarty w szczepionce ulega inaktywacji i usunięcia z naszego organizmu w ciągu dosłownie kilku dni. Więc jaki miałby być mechanizm przewlekłych, odległych skutków? No nie ma takiego mechanizmu. My po przyjęciu szczepionki wytwarzamy określone białka odpornościowe, które później zamieniają się w pamięć immunologiczną, i to jest zakończenie działania szczepionki. Nie można więc absolutnie obarczać szczepionek odpowiedzialnością za pojawiające się u osób zaszczepionych po latach nowotwory, choroby autoimmunologiczne czy alergie. Takich badań, które by udowadniały taki związek, absolutnie nie ma.

Dr Grzesiowski: żadna szczepionka, którą znamy do dziś nie ma wieloletnich skutków ubocznychTVN24

"87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chce przyjąć szczepionki"

Gabriela Sieczkowska: Potwierdzenia takiej informacji po prostu nie ma. Nie znaleźliśmy go my jako Konkret24, nie znalazły go także inne portale fact-checkingowe, które odnosiły się do tej tezy. Słowa o tym, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chce się zaszczepić, pojawiły się w jednym z popularnych filmików w mediach społecznościowych. Jak udało nam się ustalić, zgodnie ze statystykami holenderskiego ministerstwa zdrowia w tym kraju pracuje ponad 203 tysiące pielęgniarek, to dane na grudzień zeszłego roku. Wiemy z badań ankietowych o nastawieniu holenderskich pielęgniarek wobec szczepionki przeciw COVID-19. Te badania przeprowadzono we wrześniu ubiegłego roku. Wzięło w nich udział ponad 12 tysięcy holenderskich pielęgniarek, które zostały zapytane między innymi, czy planują przyjąć szczepionkę, jeśli ta zostanie pomyślnie przetestowana. W tamtym czasie 37 procent z nich stwierdziło, że przyjmie taką szczepionkę, 37 procent stwierdziło, że jeszcze nie wie, a 27 procent zadeklarowało, że nie poddałoby się szczepieniom. Są to jedyne dostępne dane na temat nastawienia holenderskich pielęgniarek wobec szczepień na koronawirusa, do których udało nam się dotrzeć. Te dane nie potwierdzają informacji, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chciałoby się zaszczepić. 

Konkret24: nie ma danych potwierdzających informację, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chciałoby się zaszczepić przeciw COVID-19TVN24

"Zmarła młoda pielęgniarka w USA, która zemdlała po szczepionce"

Sieczkowska: To bardzo popularna historia, która zaczęła żyć własnym życiem natychmiast po tym, jak trafiła do sieci. Chodzi o Tiffany Dover. To pielęgniarka pracująca w jednym ze szpitali w stanie Tennessee. Dover została zaszczepiona przeciw COVID-19 w połowie grudnia jako jedna z pierwszych w tym szpitalu. Szczepienia odbyły się przed kamerami. Kobieta kilka minut po otrzymaniu szczepionki podczas rozmowy z dziennikarzami omdlała, jednak szybko doszła do siebie. Jak później tłumaczyła, cierpi na chorobę, która powoduje, że gdy poczuje ból, mdleje. Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention, CDC - red.) wyjaśniają, że dostają raporty o omdleniach po różnego rodzaju szczepionkach. Naukowcy podejrzewają, że omdlenia są wynikiem procesu szczepienia, a nie samych szczepionek i tego, co zawierają. O omdleniu pielęgniarki informowały media na całym świecie, w tym w Polsce. Nagranie z samego szczepienia, bo to zdarzenie zarejestrowały kamery, było bardzo popularne w mediach społecznościowych. Niektórzy internauci sugerowali, że kobieta wkrótce po omdleniu zmarła. Są to informacje nieprawdziwe. Po incydencie i fali dezinformacji wokół tego wydarzenia do plotek odniósł się sam szpital, którego pracowniczką jest Tiffany Dover. Potwierdził, że kobieta ma się dobrze i przebywa we własnym domu i prosi o uszanowanie swojej prywatności. Kilka dni później szpital opublikował w serwisie YouTube krótkie nagranie, które przedstawia Tiffany Dover w otoczeniu współpracowników, którzy również zostali zaszczepieni przeciw COVID-19.

Amerykańska pielęgniarka zmarła po szczepieniu przeciw COVID-19? Konkret24: to fake news TVN24

To pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 16 stycznia:

"Igła, którą robi się zastrzyk, jest za krótka i nie dociera do mięśnia. Dlatego szczepionka nie zadziała"

Doktor Paweł Grzesiowski: W tej informacji jest ziarno prawdy. Jeśli igła będzie zbyt krótka, nie będzie sięgać do tkanki mięśniowej, to oczywiście jest to kwestia indywidualnych proporcji. Osoba szczupła ma tkankę tłuszczową rozmieszczoną w niewielkiej ilości w okolicy ramienia. W związku z tym igła o długości 2-2,5 centymetra sięgnie bez problemu do mięśnia ramienia. Natomiast jeśli mamy do czynienia z osobą, która ma obfitą tkankę podskórną, to igły powinny mieć co najmniej 3 centymetry, abyśmy wstrzyknęli szczepionkę domięśniowo. Podanie szczepionki zbyt płytko może opóźnić lub osłabić jej działanie. Sprawa wyboru igły jest oczywista dla pracowników ochrony zdrowia.

Dr Grzesiowski o faktach na temat długości igły przy szczepieniuTVN24

"Skoro szczepionka jest tak skuteczna, to czemu w Izraelu po pierwszej dawce zachorowało na koronawirusa kilkaset osób?"

Doktor Paweł Grzesiowski: Sprawa choroby COVID-19 po podaniu pierwszej dawki szczepionki nie jest absolutnie tylko problemem w Izraelu. Osobiście odebrałem kilkadziesiąt sygnałów o takiej sytuacji, że osoba, która otrzymała szczepionkę, w drugiej czy trzeciej dobie po szczepieniu rozwinęła objawy COVID-19. To się dzieje, to fakt, natomiast nie ma to nic wspólnego ze szczepieniem, bo jest to zakażenie, które było w okresie wylęgania, gdy szczepionka była podana. To niestety skutek świąt (Bożego Narodzenia), nowego roku, gdy intensywnie się ze sobą komunikowaliśmy. Szczepionka została podana w momencie, gdy byliśmy zakażeni.

Nie można zakazić się od szczepionki, bo w niej nie ma żywego wirusa. To przykry zbieg okoliczności, ale również bardzo ważna informacja dla osób oczekujących na szczepienia: jeśli jesteście państwo w tym momencie na kwarantannie albo byliście na spotkaniu kilka dni przed szczepieniem, warto się zastanowić, czy nie poczekać około tygodnia i dać się rozwinąć chorobie, gdyby była aktywna, niż zaszczepić się w czasie inkubacji. Szczepienie, gdy wirus rozmnaża się w naszym organizmie, nie jest sytuacją bardziej niebezpieczną, ale szczepienie jest wtedy mało skuteczne.

Dr Grzesiowski o przypadkach zachorowań na COVID-19 po pierwszej dawce szczepionkiTVN24

"Po zaszczepieniu trzeba zostać w domu co najmniej tydzień, bo się rozsiewa wirusa"

Doktor Paweł Grzesiowski: Ja pierwszą dawkę otrzymałem dziesięć dni temu i chciałem podkreślić, że nie zmieniło to absolutnie mojego stosunku do maseczki, dezynfekcji czy dystansu. Pamiętajmy, że aby uzyskać pełną odporność po szczepieniu, musimy mieć podane dwie dawki i poczekać co najmniej siedem dni. Po pierwszej dawce, mniej więcej po dwóch tygodniach, pojawiają się już przeciwciała, ale są one niedojrzałe i dają odporność mniej więcej w pięćdziesięciu procentach.

Po szczepieniu nie rozsiewamy wirusa, ponieważ w szczepionce nie ma żywego wirusa. Jeżeli chodzi o zachowanie po szczepieniu, nie wymaga pozostania w domu, izolowania się. Powinniśmy się zachować tak, jak przed szczepieniem: zachowując dystans, nosząc maseczkę i unikać niepotrzebnych spotkań z osobami, które z nami nie mieszkają.

Warto pamiętać, że część osób może zakażać się w oczekiwaniu na szczepienie, w poczekalni. Poczekalnia to nie jest miejsce, gdzie bez dystansu powinniśmy rozmawiać ze sobą.

>> Więcej o faktach i mitach na temat epidemii na Konkret24

Doktor Paweł Grzesiowski zaszczepionyTwitter/@grzesiowski_p

"Ludzie, którzy mają wiedzę, odradzają szczepienie"

Jan Kunert z portalu Konkret 24: Ci ludzie, którzy "mają wiedzę", w bardzo popularnym w sieci wideo odradzają szczepienia, uważają, że cała pandemia to największe oszustwo w historii, które zostało umyślnie stworzone tylko po to, aby zrobić akcję szczepień. Ci ludzie, którzy mają mieć tę wiedzę, są przedstawieni w filmie jako naukowcy, lekarze, farmaceuci. Wygłaszają tam różnego rodzaju tezy. Oni nam, na Konkret 24, są od dłuższego czasu znani, bo widzieliśmy już filmy, gdzie przedstawiali oni fałszywe informacje i teorie spiskowe wokół pandemii. Na filmie pojawia się była brytyjska lekarka, która została zawieszona dlatego, że rozpowszechniała nieprawdziwe informacje.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Ludzie, którzy mają wiedzę" o pandemii i szczepionkach. Uwaga na film pełen fałszywych twierdzeń

"Pielęgniarka po zaszczepieniu ma sparaliżowaną twarz"

Jan Kunert: Takie wideo pojawiło się pod koniec grudnia ubiegłego roku w anglojęzycznym internecie. Do Polski trafiło na początku stycznia. Na nagraniu widzimy kobietę, która przedstawia się z imienia i nazwiska (Khalila Mitchell), mówi, że jest zarejestrowaną pielęgniarką w Nashville, w amerykańskim stanie Tennessee. W dramatycznym wideo wyznaje, że przyjęła szczepionkę przeciw COVID-19 i parę dni później doznała paraliżu twarzy. Płacze, apeluje do ludzi, aby szczepionki nie przyjmować.

Sprawdzaliśmy to wideo i próbowaliśmy sprawdzić, kim jest ta kobieta. Zajmowały się tym też amerykańskie portale fack-checkingowe. Do tej pory nie udało się dotrzeć nikomu do tej informacji, mimo że kobieta przedstawiona jest z imienia i nazwiska, z podaniem miejscowości i stanu. Jednak osoba o takim nazwisku nie jest zarejestrowana ani w ogólnopaństwowym rejestrze, ani w żadnym rejestru w poszczególnych stanach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Pielęgniarka z paraliżem twarzy po szczepionce na COVID-19? Nie ma dowodów

Jan Kunert z Konkret24 o mitach na temat szczepieńTVN24

Autor:akw, momo, mp//rzw

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Tagi:
Raporty: