Lekarze sygnalizują brak respiratorów i łóżek, czy grozi nam scenariusz włoski z wiosny? "Poniekąd już to ćwiczymy"

TVN24 | Polska

Autor:
mjz//rzw
Źródło:
Radio Zet, PAP
Czy grozi nam scenariusz włoski z wiosny? "Poniekąd już to ćwiczymy"Radio Zet
wideo 2/37
Radio ZetCzy grozi nam scenariusz włoski z wiosny? "Poniekąd już to ćwiczymy"

Jesteśmy w drugiej fali pandemii, wszystkie respiratory są zajęte w każdym szpitalu, który potencjalnie został wyznaczony do hospitalizowania pacjentów z COVID-19 - mówiła w Radiu Zet Grażyna Cholewińska-Szymańska, ordynator oddziału w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie. Określiła obecną sytuację związaną z epidemią jako "stan pseudowojenny".

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w niedzielę o 8536 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem. To drugi najwyższy bilans od początku pandemii. Resort przekazał też informację o śmierci 49 osób, u których stwierdzono infekcję SARS-CoV-2. Łącznie w Polsce koronawirusa potwierdzono u 175 766 osób, spośród których 3573 zmarły.

"Polska teraz należy do krajów o bardzo intensywnej transmisji wirusa"

O sytuacji epidemicznej mówiła w niedzielę w Radiu Zet Grażyna Cholewińska-Szymańska, ordynator w wojewódzkim szpitalu zakaźnym w Warszawie oraz konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych. - Jesteśmy w drugiej fali pandemii w Polsce. Polska teraz należy do krajów o bardzo intensywnej transmisji wirusa SARS-CoV-2. (...) Wszystkie respiratory są zajęte - stwierdziła. Pytana, czy tak jest w szpitalu, w którym pracuje, odpowiedziała: - W każdym szpitalu, który potencjalnie został wyznaczony do hospitalizowania pacjentów z COVID-19.

- Praktycznie możliwość umieszczenia pacjenta jest tylko wówczas, jeżeli kogoś się uda wypisać do domu, to na to łóżko przychodzi następny. Ewentualnie w przypadku intensywnej terapii, przykro o tym mówić, ale jak ktoś umrze, to dopiero się zwalnia respirator - wyjaśniła.

Czy grozi nam scenariusz włoski z wiosny? "Poniekąd już to ćwiczymy"

Pytana, czy obawia się takiej sytuacji jak wiosną we Włoszech, gdy trzeba było decydować, komu podać tlen, a komu nie, lekarka odpowiedziała, że "poniekąd już to ćwiczymy".

- Czasem się odłączy jednego pacjenta na dwie godziny, przesunie się go w inne miejsce, a na to miejsce podstawi się łóżko z pacjentem, które wymaga tlenoterapii - opowiadała. Przyznała, że choć odbywa się to pod kontrolą, to nie jest to właściwa metoda, bo lekarze odpowiadają za obu pacjentów.

Czy grozi nam scenariusz włoski z wiosny? "Poniekąd już to ćwiczymy"Radio Zet

"Statystyki wyglądają pięknie, a życie wygląda inaczej"

Cholewińska-Szymańska odniosła się do informacji Ministerstwa Zdrowia, że w Polsce jest obecnie 14 700 dostępnych łóżek w szpitalach dla pacjentów z koronawirusem i tysiąc wolnych respiratorów. - To są liczby, w które my nie umiemy uwierzyć. Skąd one się biorą? Prawdopodobnie to są liczby tych łóżek, które wymieniłam, a które nie zostały uruchomione. Statystyki wyglądają pięknie, a życie wygląda inaczej - skomentowała.

Profesor Fedorowski: dyrektorzy szpitali, lekarze, personel, wszyscy medycy dwoją się i trojąTVN24

"Trzeba natychmiast coś zrobić"

Lekarka zaapelowała o ponowne otwarcie szpitali jednoimiennych. - Jako konsultant wojewódzki napisałam pismo do wojewody z prośbą o natychmiastowe uruchomienie przynajmniej jednego dużego szpitala w Warszawie, jeszcze przed weekendem, ale niestety to nie jest takie proste. Trzeba natychmiast coś zrobić, ponieważ widzimy, że z dnia na dzień przybywa nowych przypadków i na pewno część tych chorych będzie wymagała hospitalizacji - zwracała uwagę.

Przypomniała, że obecnie lekarze próbują w niektórych szpitalach - na podstawie wcześniejszych decyzji wojewodów z początku października - opróżnić z pacjentów wybrane oddziały, na przykład wewnętrzne, pulmonologiczne lub dermatologiczne, aby móc przyjmować tam pacjentów z COVID-19. - Okazało się po dwóch tygodniach, że ten system nie zadziałał, dlatego że nie ma gdzie - tak natychmiastowo - tych pacjentów wypisać - podkreśliła.

- Wykonanie tego zalecenia stało się nierealne - powiedziała Cholewińska-Szymańska, tłumacząc, że trudności polegają m.in. na tym, że ratowanie życia i zdrowia pacjentów z COVID-19 polega na podawaniu tlenu. - Czyli my w tych szpitalach musimy mieć dobre zaopatrzenie w tlen i musimy mieć łóżko z dostępem do tlenu. Systemy tlenowe, które są wbudowane w ściany, muszą być wystarczające na to, żeby zabezpieczyć tlenoterapię u tych chorych - wyjaśniła.

Cholewińska-Szymańska: jesteśmy w stanie pseudowojennym

Pytana o kwestię budowania szpitali polowych, określiła obecną sytuację związaną z epidemią jako "stan pseudowojenny". - Wiadomo, że na wojnie buduje się tego typu szpitale, jakieś dywizyjne czy pułkowe, i tam w halach robi się, co można. Ale tam nie da się zrobić poprawnego postępowania medycznego. To jest już ostateczność. Jak już naprawdę nie będziemy mieć nic, to wtedy ludzi będziemy kłaść pokotem w tych halach czy namiotach - mówiła. - Ale znowu, potrzebny jest tlen, potrzebny jest respirator, potrzebny jest anestezjolog do obsługi tego respiratora i potrzebne są pielęgniarki i asystenci medyczni. Skąd ich wziąć i jaki jest pomysł? Bo dać same powierzchnie, to jest najprostsze - dodała dr Cholewińska-Szymańska.

Sutkowski: czas nauki się skończył, teraz musimy zdać egzaminTVN24

"Robimy co się da, ale w warunkach lekko polowych"

Ordynator mówiła, że lekarze i inni pracownicy ochrony zdrowia - tak jak wiosną - potrzebują solidarności i wsparcia społecznego, w tym także od polityków. - Ale to wszystko przygasło, stało się pospolite i powszechne - oceniła. Dodała, że "lekceważący ton polityków" o lekarzach odnosi bardzo złe skutki.

- To nie jest, jak mówią politycy, niechęć lekarza, któremu się nie chce pracować. Tylko to jest rzeczywiście dramatyczna sytuacja, kiedy lekarz w izbie przyjęć czy w SOR-ze musi wybrać, którego pacjenta zostawia, a którego odeśle. I oczywiście to, że go przyjmie do szpitala, nie daje gwarancji, że on trafi na łóżko z tlenem. Robimy co się da, ale w warunkach lekko polowych - mówiła.

"Instalacja już nam w tej chwili wysiada"

Dodała, że już nawet wyciągane są stare butle tlenowe, których się nie używano od 20 lat. - Staramy się na przykład do jednego reduktora tlenowego w ścianie podłączyć trzy kable, instalacja już nam w tej chwili wysiada - wymieniała.

Wśród najważniejszych problemów wymieniła brak kadry. - To jest od dawna bolączka zakaźników - mówiła Cholewińska-Szymańska. Podkreśliła, że brakuje ludzi do pomocy, takich jak asystenci medyczni. Problemem są też - jak zaznaczyła - zaostrzone w ubiegłym roku przepisy, które nakładają kary na lekarzy za błędy medyczne, także błędy niezawinione. - Po prostu nie każdy lekarz zdecyduje się, mając inną specjalność, pracować przy pacjencie z COVID - mówiła.

Autor:mjz//rzw

Źródło: Radio Zet, PAP

Źródło zdjęcia głównego: Jacek Szydłowski/PAP

Tagi:
Raporty: