Polska

Koniec sądów 24-godzinnych?

Polska

Aktualizacja:
TVN24Czy sądy 24-godzinne nie przetrwają nawet roku?

Sądy 24-godzinne, w kształcie zaproponowanym przez byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, przestaną istnieć - zapowiada minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski na łamach "Życia Warszawy". - Kosztują za dużo, a stają przed nimi głównie pijani kierowcy - tłumaczy.

– Z danych za osiem miesięcy wynika, że w sądach 24-godzinnych w całym kraju rozpoznano ok. 27 tys. spraw i skazano 25 tys. osób. Według szacunków, rocznie miało ich być ponad sto tysięcy – mówi minister Ćwiąkalski "ŻW".

Sądy 24-godzinne, które zaczęły funkcjonować w marcu tego roku, miały być batem na chuliganów i stadionowych zadymiarzy złapanych na gorącym uczynku. Według ministra, nie sprawdziły się. Ćwiąkalski chce zrezygnować z przymusowego zatrzymania na 48 godzin każdego ujętego na gorącym uczynku, a zatem także z jego dowożenia przez policję. Oznacza to de facto koniec sądów 24-godzinnych w kształcie zaproponowanym przez Zbigniewa Ziobrę - czytamy w "ŻW".

Tryb przyspieszony wystarczy Do października do sądów okręgu warszawskiego wpłynęły 993 wnioski wobec 1032 oskarżonych. Jak w całym kraju, głównymi "klientami" byli nietrzeźwi kierowcy. To ich dotyczy 86 proc. spraw. – Zaledwie 0,84 setne procent to przypadki czynów chuligańskich, czyli tych przestępstw, które miały być podstawą działania sądów 24-godzinnych – podaje minister. To kolejny argument na niekorzyść szybkich sądów.

Ćwiąkalski uważa także, że na drobnych złodziei i chuliganów wystarczy tryb przyspieszony, bo "kosztuje dużo mniej, a wyrok zapada w krótkim czasie". Pozwala on np. dobrowolnie poddać się karze już przed prokuratorem, nie przed sądem. – Zbędna jest obligatoryjna obrona i przymusowe zatrzymywanie w każdym przypadku potencjalnego przestępcy – wylicza minister.

Hołda: środki niewspółmierne do wagi przestępstw Opinię ministra popiera prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: - Zgadzam się z tym, że sądy 24-godzinne nie sprawdziły się. Zresztą od samego początku wskazywałem, że tak właśnie będzie. Rzeczywiście zajmowały się one głównie pijanymi kierowcami i pijanymi rowerzystami, których policja musiała wozić do izby wytrzeźwień i konwojować do prokuratury czy sądu. Do osądzenia nietrzeźwych kierujących zaangażowano środki absolutnie niewspółmierne do wagi przestępstw - mówi Hołda. - Moim zdaniem, tryb przyspieszony, który już przecież u nas funkcjonuje, wystarczy - dodaje.

Czas, w jakim sąd 24-godzinny wydaje wyrok jest ograniczony do jednej doby, a cała procedura - od momentu zatrzymania podejrzanego do skazania - nie może trwać więcej niż 72 godziny. W przyspieszonej procedurze rozpatrywane są tylko sprawy proste, w których dowody winy są oczywiste. Oskarżony otrzymuje obrońcę z urzędu, chyba że sam go wcześniej wybierze. W postępowaniu przyspieszonym nie można orzec kary wyższej niż 2 lata więzienia. Od wyroku przysługuje apelacja, ale z krótszymi terminami na jej złożenie i rozpatrzenie.

Ziobro i Kryże bronią ekspresowych sądów Resort sprawiedliwości wprowadzając sądy 24-godzinne zapewniał, że wytępią one chuligaństwo. Pierwsze sondaże pokazywały, że większość Polaków dobrze oceniało pomysł ministra Ziobry. Były minister broni dziś swojego pomysłu, powołując się na raport, który przygotował ustępując z urzędu. Według dokumentu, od dnia wejścia ustawy w życie do końca września sądy 24-godzinne skazały 30 tysięcy osób. Najczęściej byli to nietrzeźwi kierowcy, chuligani, złodzieje i wandale. Zaledwie kilkanaście osób zostało uniewinnionych.

– Nic tak nie bolało Polaków jak poczucie bezkarności przestępców. Nic tak jak bezkarność nie zachęca przestępców do kolejnych zbrodni – mówił tuż przed wejściem w życie ustawy na specjalnej konferencji w Sądzie Rejonowym dla m. st. Warszawy Zbigniew Ziobro. Według niego, wprowadzenie 24-godzinnych sądów było wówczas jedyną możliwością zaostrzenia walki z przestępczością.

Były wiceminister sprawiedliwości Andrzej Kryże także broni 24-godzinnych sądów: - To prawda, że sądy 24-godzinne rozpoznały dotąd niespełna 30 tys. spraw, ale żadna nowa instytucja na początku nie pracuje na pełnych obrotach - mówi "ŻW". - Najważniejszy cel: nieuchronność i szybkość kary został osiągnięty. Jeżeli o 12 procent, jak wynika z danych policji, spadła ilość przestępstw dotyczących prowadzenia pojazdów po pijanemu, to było warto. To iluś osobom uratowało życie - dodaje.

Źródło: "Życie Warszawy"

Źródło zdjęcia głównego: TVN24