Wniosek o wotum nieufności złożyło Prawo i Sprawiedliwość, zarzucając szefowej resortu zdrowia, że nie przedstawiła żadnej spójnej strategii naprawy systemu, "a jedynym namacalnym osiągnięciem jej kadencji pozostaje nieudolnie ukrywana lista drastycznych cięć w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia".
"Staję z aktem oskarżenia "
Podczas środowego 3,5-godzinnego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, którego atmosfera bliższa była awanturze niż debacie, zarzuty pod adresem ministry kierowała Katarzyna Sójka, która pełniła funkcję ministra zdrowia w rządzie Mateusza Morawieckiego. - Staję dziś z aktem oskarżenia wobec minister Sobierańskiej-Grendy, której decyzje to zagrożenie dla życia i zdrowia milionów Polaków - mówiła.
Podobnie wypowiadała się podczas uzasadnienia wniosku na sali plenarnej w Sejmie. - Pani nie leczy polskiego systemu, z zimną krwią go likwiduje, realizując potworny biznesplan, w którym chory człowiek to tylko koszt, który trzeba wyciąć - mówiła. - Prawdę o pani rządach oddaje tylko jedno słowo - znieczulica.
Sójka, zarówno wczoraj na komisji, jak i dziś na posiedzeniu plenarnym, odniosła się do wprowadzonych przez prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia cięć w rozliczaniu nadwykonań badań takich jak kolonoskopia, gastroskopia, tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny.
- Ministerstwo wprowadza brutalne cięcia w systemie na kwotę ponad 10,3 miliarda złotych. W praktyce to powrót do limitów u specjalistów. Realizujecie, wspólnie z prezesem NFZ, po kolei wszystkie punkty ze sławnej listy oszczędności - powiedziała Sójka.
Wyjaśnijmy - chodzi o ujawnioną pod koniec ubiegłego roku korespondencję między Jolantą Sobierańską-Grendą i ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Czytamy w niej o możliwych działaniach, które miały przynieść oszczędności szacowane na 10 mld zł.
Na liście rzeczywiście jest m.in. częściowe przywrócenie limitów w diagnostyce obrazowej, ambulatoryjnej opiece specjalistycznej czy zabiegach usuwania zaćmy. Szefowa resortu zdrowia szacowała wówczas oszczędność na poziomie około 4,9 mld zł. Póki co wprowadzono tylko to, co dotyczyło badań, a oszczędność na tym jest szacowana na około 625 mln zł.
Katarzyna Sójka mówiła też o likwidacji programu Dobry Posiłek (900 mln zł - wg listy planowanych oszczędności), ale warto przypomnieć, że resort zdrowia po likwidacji tego pilotażu uwzględnił w wycenach poprawę jakości żywienia w szpitalach.
Fundusz Medyczny i kolejki
Wśród zarzutów wysuwanych przez Sójkę były też kwestie związane z przesuwaniem pieniędzy z Funduszu Zdrowia do NFZ. Przypomnijmy, zmiany limitu finansowania świadczeń dla dzieci z Funduszu Medycznego w 2025 roku pozwoliły na przekazanie NFZ około trzech miliardów 600 milionów złotych.
W kolejnych latach maksymalne wpłaty z budżetu państwa do Funduszu Medycznego wyniosą jednak: w 2026 roku - cztery miliardy czterysta mld zł; w 2027 r. - siedem miliardów 300 tysięcy złotych; w 2028 roku - siedem mld zł; w 2029 r. - 6,0 mld zł. Dotychczasowe przepisy zakładały limit wpłat z budżetu państwa na maksymalnie 4,2 mld zł rocznie. Ponadto w Funduszu Medycznym powstaną dwa dodatkowe subfundusze: infrastruktury na potrzeby obronne państwa oraz chorób rzadkich u dzieci.
Opozycja mówiła również m.in. o wydłużających się kolejkach do specjalistów, co ma sprawiać, że osoby z bardziej zasobnym portfelem wybierają leczenie poza publicznym systemem. - W Polsce realizowana jest celowa, cicha prywatyzacja ochrony zdrowia, która polega na finansowym głodzeniu publicznych placówek - powiedziała posłanka.
Koalicja wytyka błędy opozycji
W obronę szefową resortu zdrowia wzięła między innymi przewodnicząca sejmowej komisji zdrowia Marta Golbik. Odniosła się do wczorajszych burzliwych obrad komisji. - Wniosek, który na komisji składała pani Sójka, był wnioskiem pełnym słów, które nigdy w debacie publicznej nie powinny się pojawić - powiedziała. Chodziło o słowa posłanki PiS o "płaszczeniu się" Jolanty Sobierańskiej-Grendy przed ministrem finansów.
Zarzuty PiS Marta Golbik ripostowała, przypominając między innymi o odblokowaniu przez rząd pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Opozycji zarzucała, że zostawiła szpitale publiczne w sytuacji zadłużenia sięgającego 23 mld zł (obecnie 27,65, w 2015 roku 10,5 mld).
Golbik wskazała, że w samym 2022 roku zostały zamknięte 684 oddziały szpitalne. Przypomniała też sprawę uruchomionego w szczecińskiej Netto arenie szpitala covidowego, który nie przyjął ani jednego pacjenta, a kosztował 29 milionów złotych, a także zadłużania się przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w 2022 roku w parabankach. Marta Golbik przypomniała też o wyroku belgijskiego sądu w sprawie, jaką Polsce wytoczył Pfizer. Nieprawomocne orzeczenie nakazuje zapłatę producentowi 6 mld zł za szczepionki przeciw Covid-19, których odebrania odmówiło Ministerstwo Zdrowia, zarządzane wówczas przez Adama Niedzielskiego.
Co na to ministra?
- Misja powinna łączyć nas w zdrowiu. Widzę, co się w polityce opłaca. Na pewno zbijanie na pacjentach politycznego kapitału - ironicznie rozpoczęła swoje przemówienie Jolanta Sobierańska-Grenda.
Szefowa resortu oceniła, że reformy w ochronie zdrowia przez lata nie wychodziły przez brak odwagi politycznej. - Ja tę odwagę mam. Populizmu i pustych sloganów pacjenci mają dość. Polskiemu pacjentowi trzeba odbudować zaufanie do systemu. Zdrowie Polaków nie potrzebuje politycznych sporów - powiedziała ministra.
Jak dodała, wniosek opozycji o wotum nieufności nie jest wyrazem troski o pacjentów, tylko partyjną kalkulacją. - Problemy były zamiatane pod dywan. Zamiast systemowych zmian tworzono rozwiązania na chwilę. Przez lata nie wprowadzono stabilnego modelu, mimo że składka zdrowotna przestała pełnić funkcję. Jak to się mogło stać, że w 2022 roku podjęto ustawę o najniższym wynagrodzeniu bez zapewnienia na nią budżetu – pytała.
Podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia ministra zaznaczyła, że od 2023 roku wpływy ze składki zdrowotnej nie wystarczają na zbilansowanie Narodowego Funduszu Zdrowia. Powiedziała, że w tym roku budżet NFZ-u jest "rekordowy " - to 217 miliardów złotych, a w 2021 roku było to 100 miliardów złotych.
Minister zapewniała, że działania resortu zmierzają do wzmocnienia systemu publicznego, a nie jego osłabienia. - Od wielu lat pracuję w systemie publicznym i mam świadomość, że im silniejszy system publiczny, tym mniej miejsca dla prywatnego, w związku z tym nasze działania zmierzają do tego, żeby ten system wspierać - powiedziała Sobiereńska-Grenda.
Sytuację finansową szpitali ma według niej poprawić konsolidacja, przeprofilowanie oddziałów szpitalnych i dostosowanie systemu do potrzeb wynikających z demografii, m.in. starzejącego się społeczeństwa.