Polska

Jak Michael Jackson chciał przywracać wielkość Polsce

Polska

Aktualizacja:
PAP/CAFPo podpisaniu listu intencyjnego

Michael Jackson, diabelski młyn i dziewczynki w ludowych strojach tańczące moonwalk – przez rok wizja parku rozrywki firmowanego nazwiskiem gwiazdora rozpalała emocje nie tylko władz Warszawy. Portal tvn24.pl dotarł do dwóch listów intencyjnych w tej sprawie.

Zobacz listy intencyjne Jacksona i władz Warszawy

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. W maju 1997 Polskę zelektryzowała wiadomość, że król popu zbuduje w stolicy ogromny park rozrywki. - Pragnę zbudować w Warszawie coś, co przywróci jej pozycję w współczesnym świecie – deklarował z emfazą.

Pierwszy list intencyjny 

Perspektywa bajkowego parku rozrywki nad Wisłą – a zapewne i równie bajkowych zysków, które miało zagwarantować nazwisko Michaela Jacksona – rozpalała niejedną wyobraźnię. Warszawa przywitała piosenkarza z honorami należnymi głowie państwa, na Okęciu mazura zatańczyły dla niego dziewczynki w ludowych strojach, a w Pałacu Prezydenckim spotkał się z Jolantą Kwaśniewską.

Jackson wydawał się być pod wrażeniem. - Chciałbym zrobić wszystko, żeby okazywano wam tyle szacunku i miłości, na ile zasługujecie. Chciałbym tu mieszkać. Spośród państw świata – a objechałem go sześciokrotnie – Polska najbardziej mnie wzruszyła – zapewniał po złożeniu zamaszystego, na pół strony, podpisu pod listem intencyjnym.

Trzy akapity i podpis Jacksona

Ceremonia podpisywania dokumentu odbyła się z maksymalną pompą w stołecznym ratuszu. Sam list był bardzo krótki, składał się z trzech tylko akapitów. W pierwszym obie strony deklarują, że zamierzają założyć w Warszawie Rodzinny Park Rozrywki, w następnych zobowiązują się do wyznaczenia przedstawicieli, którzy w ciągu 12 miesięcy opracują projekt parku, a następnie "spotkają się i uzgodnią, czy projekt będzie kontynuowany i na jakich warunkach".

Warszawa miała znaleźć grunt, Jackson dawał nazwisko i pomysły. – Wysłaliśmy mu przetłumaczone na angielski polskie bajki. Bardzo chciał, żeby były tam elementy polskiej tradycji – mówi nam Marcin Święcicki. Piosenkarz planował też kupić w Polsce posiadłość, najlepiej zamek, oglądał nawet rezydencję w Oleśnicy. W prywatnej rozmowie z polsko-francuskim małżeństwem Tourelów (to Jacques Tourel podsunął piosenkarzowi pomysł zbudowania w Warszawie parku rozrywki), mówił: - Polska musi być krajem widocznym na mapie. A teraz trochę z niej znikła. Wszyscy kpią i opowiadają dowcipy o Polakach. Ja chcę dać Polsce klasę i honor.

Polityka czy brak przygotowania?

Dlaczego nie wyszło? Wersje są różne. Święcicki jest zdania, że o fiasku projektu zdecydowała polityka. – Nie wyszło, bo nie dostaliśmy gruntów na Bemowie. Lotnisko należało do ministerstwa obrony i resortu spraw wewnętrznych. MON się zgodził, ale szef MSWiA Janusz Tomaszewski zablokował sprawę. Moim zdaniem chodziło o politykę - w Warszawie rządziła koalicja UW-SLD, a on był z AWS.– zapewnia w rozmowie z tvn24.pl były prezydent Warszawy.

- Bzdury. W parlamencie UW było w koalicji z AWS i nikt by koalicjanta nie kopał - odpowiada Tomaszewski. - Święcicki źle się zabrał do sprawy. Najpierw pokazał Jacksonowi tereny, które do niego nie należały, a potem nie wystąpił o ich komunalizację. Z tego co pamiętam, z Ratusza nie wpłynęło żadne oficjalne stanowisko w tej sprawie. Może i było jakieś spotkanie, ale luźna rozmowa nie jest metodą na pozyskanie gruntów wartych miliony! - dodaje.

Według niego "Święcicki rozdawał nie swoje klejnoty", a w całej "tragikomicznej" sprawie więcej było gadania i medialnego szumu niż realnego działania.

Luty 1998: Bemowo wciąż w grze

Spotkanie z przedstawicielami MON i MSWiA, według Święcickiego, odbyło się latem 1997 i wówczas Janusz Tomaszewski miał odmówić oddania Bemowa. Władze stolicy wciąż jednak miały nadzieję, że uda się zdobyć te grunty. Jeszcze w lutym 1998 powstał drugi, już bardziej szczegółowy list intencyjny, do którego dotarł portal tvn24.pl. Jego celem, jak czytamy, było "określenie podstawowych zasad planowanej współpracy (...) związanej z budową i działalnością na terenie Warszawy "Michael J. Jackson Theme Family Park". (...) Intencją stron jest prowadzenie negocjacji w dobrej wierze, zmierzających do podpisania ostatecznych umów".

W dokumencie jest mowa o Bemowie. "Na Terenie mieści się obecnie lotnisko wojskowe i ogólne. Ministerstwo Obrony rozważa aktualnie swoje przyszłe potrzeby w zakresie wykorzystania obiektu zlokalizowanego na Terenie dla celów wojskowych. Przewiduje się, że Teren zostanie wkrótce przekazany Agencji Własności Wojskowej" - czytamy w liście. To gwarantowało sprzedaż lub wynajem terenu.

Urząd miasta zobowiązał się do "dołożenia wszelkich starań, aby pomóc w zawarciu umowy dzierżawy Terenu" oraz do zapewniania infrastruktury miejskiej dla terenu parku, pomocy w uzyskaniu zezwoleń i koncesji oraz przyspieszenia procedur". Nie wyszło ani z Bemowem, ani z innymi terenami. - Myśleliśmy o Powsinie, ale te grunty miały setki właścicieli, no i trzeba było wyłożyć olbrzymie pieniądze na wykup działek. Bardzo żałuję – dodaje byy prezydent Warszawy.

Wszystkie parki Michaela

Jest jednak prawdopodobne, że nawet gdyby władze Warszawy zdobyły teren, inwestycja i tak by nie powstała. Mimo deklaracji Jacksona o jego „wyjątkowych wzruszeniach” i miłości do Polski, wcale nie byliśmy jedynym krajem, któremu król popu obiecał park tematyczny. Już w 1998 roku Jackson ogłosił, że planuje zbudowanie trzech takich centrów w Japonii. - Michael sam wybierze zabawki – obiecywał wówczas prawnik spółki Prosperity Enterprise, japońskiego partnera piosenkarza.

Z inwestycji nic nie wyszło, podobnie jak z parku tematycznego w Brazylii, Francji, Włoszech i… maleńkim afrykańskim królestwie Suazi. A w 2006 roku Jackson zakochał się z kolei w Irlandii, w której – brzmi znajomo? - planował kupić zamek i stworzyć park rozrywki.

Niewolnicy i Jackson Five

Miłość do parków tematycznych to najwyraźniej genetyczna cecha Jacksonów, bo jego brat Marlon także chciał stworzyć jeden – w Nigerii. W lutym tego roku ogłosił, że uczestniczy w kontrowersyjnym projekcie budowy „niewolniczego parku rozrywki” połączonego z luksusowym ośrodkiem i muzeum dedykowanym Jackson Five, grupie, w której Michael zaczynał karierę. Park miał uczyć o historii niewolników wywożonych z Afryki, przy okazji drenując kieszenie Afroamerykanów poszukujących swoich korzeni.

Ostatecznie za życia Jacksona nie udało mu się zbudować żadnego parku rozrywki – poza jednym, w mniejszej skali, i na własny użytek, na swoim ranczu Neverland. Było tam zoo, dwie kolejki, diabelski młyn, rollercoaster, karuzele i zjeżdżalnie. Już po śmierci króla popu Chiny ogłosiły, że stworzą replikę Neverlandu na wyspie niedaleko Szanghaju.

„Musiał iść i się pobawić”

Jackson pewnie by się ucieszył – uwielbiał parki rozrywki. Jego były producent Samm Brown opowiadał w jednym z wywiadów, jak po raz pierwszy pojechał z Jacksonem na koncerty do Wenezueli. Właśnie odsypiał długi lot samolotem, kiedy rano obudziły go kroki w pokoju. To był Michael, już ubrany.

– Zapytał: „Chcesz iść ze mną do parku rozrywki? Nie mogę znaleźć nikogo, kto chciałby iść”. To było takie szczere, więc pomyślałam „co mi tam” i poszedłem. Byłem naprawdę zmęczony i głodny, i jestem pewien, że Michael też – ale musiał iść do parku.

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: PAP/CAF

Pozostałe wiadomości