Mikroczujnik, który pomoże w walce z grypą. Polacy mogą zrewolucjonizować leczenie

To na razie pierwsza, prototypowa wersja mikroczujnika
To na razie pierwsza, prototypowa wersja mikroczujnika
Źródło: tvn24
To może być rewolucja w walce z grypą. O tym, czy jesteśmy na nią chorzy, ma nam powiedzieć specjalny mikroczujnik, nad którym pracują polscy naukowcy z Gdańska. Test ma być skuteczniejszy od tych dostępnych na rynku, szybki i łatwy w użyciu. Dzięki niemu lekarze mogliby stawiać trafniejsze diagnozy, a antybiotyki byłyby przepisywane tylko wtedy, kiedy rzeczywiście są konieczne. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Twórcy grypowego mikroczujnika chcą, by ich urządzenie pomogło w eliminowaniu przepisywania antybiotyków "na wszelki wypadek", stosowanymi nawet gdy mamy do czynienia z wirusami, na które antybiotyk nie zadziała.

Wynik w 15 minut

Test ma błyskawicznie wykrywać wirusa grypy. Wystarczy pobrać wymaz z gardła. - Po tylnej części gardła przejeżdża takim patyczkiem specjalnym, taką wymazówką, następnie taką wymazówkę umieszcza w buforze, bufor nakrapla na tego rodzaju test i umieszcza w czytniku - tłumaczy dr Dawid Nidzworski, z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wynik ma się pojawiać w 10-15 minut. Czerwona lampka zaświeci się, gdy test wykryje wirusa. Zielona, gdy wirusa nie będzie. Wtedy będzie wiadomo, że chorobę spowodowała bakteria.

- Będziemy wykorzystywać układy elektroniczne, które znacznie szybciej będą mogły odczytać wynik, dzięki temu test będzie znacznie czulszy - dodaje dr Nidzworski.

Ograniczyć antybiotyki

To zmiana, bo na razie dostępne na rynku testy pozostawiają wiele do życzenia. Wprawdzie wyniku dodatniego, potwierdzającego obecność wirusa grypy, możemy być pewni w 95 proc. przypadków, to już wynik ujemny nie daje wcale pewności, że wirusa w organizmie nie ma. - Na 100 wykonanych testów 70 na 100 jest naprawdę ujemnych. Pozostałe mogą być fałszywie ujemne - wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji.

Problem jest, bo weryfikacja każdego zapalenia gardła w laboratorium jest po prostu niemożliwa, a na oko trudno oceniać. - Pacjent może mieć ból gardła, gorączkę, obrzęknięte i czerwone gardło, i może być to zarówno angina, czyli choroba bakteryjna jak i wirusowe zapalenie gardła - zaznacza dr Grzesiowski.

Dlatego skonstruowany przez Polaków czujnik mógłby błyskawicznie dać informację, czy choremu dziecku trzeba przepisać leki przeciwwirusowe czy antybiotyki.

- Antybiotyki służą do leczenia infekcji bakteryjnych, a nie infekcji wirusowych. Niestety, pacjenci mają inne przekonanie i niestety część lekarzy, o zgrozo, wypisuje te antybiotyki zupełnie niepotrzebnie - zauważa lekarz rodzinny Dariusz Kuć. Efekt? W Polsce każdego dnia, na każdy tysiąc mieszkańców antybiotyki przyjmują 23 osoby. W Skandynawii czy Holandii ten wskaźnik jest o połowę niższy.

- Jak wszystko dobrze pójdzie, chcielibyśmy, żeby testy na rynku pojawiły się w 2016 roku. Takich urządzeń elektronicznych na świecie jeszcze nie ma - mówi dr Nidzworski.Twórcy mikroczujnika liczą na to, że gdy test wejdzie na rynek, przekonają NFZ do refundacji. Jeśli nie, pacjent musiałby za niego zapłacić koło 20 złotych.

Autor: eos\mtom / Źródło: tvn24

Czytaj także: