TVN24 | Polska

Włoscy eurodeputowani przy granicy polsko-białoruskiej. "Myślałem, że widziałem już w moim życiu wszystko"

TVN24 | Polska

Autor:
Maria
Mikołajewska,
asty/adso
Źródło:
TVN24
Włoscy eurodeputowani na granicy polsko-białoruskiej
Włoscy eurodeputowani na granicy polsko-białoruskiejTVN24
wideo 2/4
TVN24Włoscy eurodeputowani na granicy polsko-białoruskiej

Śnieg i mróz sprawia, że rzeczywistość przy granicy polsko-białoruskiej jest coraz bardziej dramatyczna. Włoscy europarlamentarzyści, którzy przyjechali na Podlasie, by sprawdzić, jak wygląda sytuacja w Polsce związana z kryzysem migracyjnym stworzonym przez reżim w Mińsku, mówią po wizycie, że będą żądali wyjaśnień od rządu w Warszawie oraz działań Komisji Europejskiej. W rozmowach z migrantami usłyszeli m.in. jak Białorusini wypędzali ich do Polski. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Kryzysu na granicy nie zakończyło ani przeszywające zimno, ani pierwszy śnieg w podlaskich lasach. - Bez wątpienia ludzie cały czas przechodzą. My też to podkreślamy, że nasza granica nie jest ani bezpieczna, bo giną tam ludzie, ani nie jest szczelna – mówi lekarka Paulina Bownik.

Kobieta od ponad trzech miesięcy wspiera aktywistów, niosąc pomoc medyczną uchodźcom. Poza strefą stanu wyjątkowego mieszkańcy spotykają ich coraz mniej, ale - jak mówi lekarka - to oznacza jedynie, że coraz częściej słabną tam, gdzie nie dociera ani pomoc medyczna, ani aktywiści.

- Nie tak dawno temu udzielałam pomocy dziewczynie z wybitym stawem barkowym. Robiłam to na mokrej ziemi w sytuacji, kiedy kilkaset metrów dalej stał patrol żołnierzy. Dziewczyna bardzo cierpiała z bólu. W trakcie tego zabiegu podaliśmy jej do zagryzienia patyk owinięty w sterylną rękawiczkę, żeby nie krzyczała, żeby nie spalić całej grupy i po raz trzeci nie trafić na Białoruś – wspomina lekarka.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Włoscy eurodeputowani na Podlasiu

O sytuacji na polsko-białoruskiej granicy działający przy granicy ludzie w weekend opowiedzieli delegacji włoskich eurodeputowanych. Na ich czele był Pietro Bartolo - lekarz, który przez 30 lat leczył uchodźców na Lampedusie, identyfikował zwłoki topielców i apelował do europejskich polityków, by wypracowali strategię ratującą przybyszów przed śmiercią w morzu. Dwa lata temu o ten sam cel zaczął walczyć w europarlamencie.

- Najbardziej dotknęła mnie tu atmosfera głębokiego strachu przed pomaganiem i samym mówieniem o pomocy. To coś, czego nie doświadczyłem w żadnym innym kraju Europy – mówi dr Pietro Bartolo. - Myślałem, że widziałem już w moim życiu wszystko: na Lampedusie, granicach Chorwacji, Grecji, Bośni i Hercegowiny. Polska czerwona strefa, do której nie można wejść nawet z immunitetem oraz pushbacki ze strony żołnierzy, są rzeczywistością obcą unijnemu krajowi – dodaje.

Włoscy eurodeputowani na granicy polsko-białoruskiejTVN24

Pietro Bartolo, Brando Benifei i Francesco Majorino odwiedzili jeden z podlaskich szpitali i rozmawiali z lekarzami, którzy walczą o życie uchodźców. Z tymi, którym udało się wyzdrowieć na tyle, by wyjść ze szpitala, rozmawiali w Ośrodku dla Cudzoziemców Fundacji Dialog.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Szczegóły zatrzymania dziennikarzy przez żołnierzy

Swoją historię opowiedział im między innymi 33-letni Syryjczyk, któremu - jak mówi - za przynależność do chrześcijańskiej mniejszości w domu groziła śmierć. Po przeprawie przez granicę, w szpitalu miał spędzić dwa dni - wcześniej, po pushbacku z Polski - białoruscy żołnierze nie pozwolili mu wrócić do Mińska.

- Mówili nam: idźcie do Polski albo umierajcie tutaj. Pod groźbą pobicia kazali nam iść pod zasieki i "robić hałas". Sami, przebrani w cywilne ubrania, rzucali kamieniami w polską policję. Pewnego dnia białoruscy żołnierze zebrali sporą grupę ludzi i przecięli dla nas drut kolczasty. Wtedy przedostałem się do Polski po raz drugi – mówi Ashal.

Włoscy eurodeputowani będą żądali wyjaśnień od polskiego rządu

Imiona i twarze tych, którzy chociaż przez chwilę byli po polskiej stronie granicy starają się rejestrować spotykani przez nich wolontariusze. Z czasem wzrasta liczba zaginionych poszukiwanych przez rodziny. - Jest co najmniej kilkadziesiąt przypadków, kiedy ktoś się do nas odzywa i pyta, czy nie spotkaliśmy gdzieś podczas naszej interwencji humanitarnej, czy nie zostaliśmy poproszeni o pomoc przez swojego brata, siostrę, mamę, tatę, kuzyna – podkreśla Monika Matus z Grupy Granica.

O poznanie polskiej rzeczywistości na granicy włoskich parlamentarzystów poprosili ich wyborcy. - Bardzo wielu Włochów pytało nas, dlaczego nie jedziemy do Polski, żeby zrozumieć, co się tu dzieje. Pamiętają odmowę przyjęcia uchodźców w ramach redystrybucji, kiedy kryzys migracyjny był widoczny przede wszystkim na naszych wyspach – zwraca uwagę Brando Benifei.

- Po powrocie będziemy żądali wyjaśnień od polskiego rządu oraz działań Komisji Europejskiej. Po raz kolejny apelujemy o wspólną, jednolitą strategię weryfikacji i traktowania migrantów na granicach Unii Europejskiej – zapowiada. W ten sam weekend u brzegów Włoch uratowano z morza 461 migrantów.

Autor:Maria Mikołajewska, asty/adso

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości