Szpital w Hajnówce stał się noclegownią dla migrantów. Zielone światła w domach na Podlasiu

Zielone światło to gotowość do niesienia pomocy
Obywatel Beninu znaleziony w okolicach polsko-białoruskiej granicy
Źródło: TVN24

Lekarze z grupy Medycy na Granicy pomogli znalezionemu w lesie przy granicy polsko-białoruskiej mężczyźnie z Beninu. Zbadali go, dali ciepłą herbatę i ciepłe ubranie. To taka pomoc jest teraz najbardziej potrzebna. Szpital w Hajnówce został poproszony o przetrzymanie migrantów, bo Straż Graniczna nie miała dla nich innego miejsca. Na migrantów czekają radni z Michałowa i mieszkańcy, którzy na domach zapalają charakterystyczne zielone światło. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Ma 45 lat, pochodzi z Beninu w Afryce i spał w środku lasu na Podlasiu. - Szedłem trzy dni bez jedzenia i wody. Byłem słaby, upadałem na ziemię. Nie czuję swoich stóp. Są ciężkie jak kamienie – mówi Amadou. Mężczyzna trafił do Polski przez Białoruś - to kilka tysięcy kilometrów drogi od domu. - Rzeczywiście jest to szokujące, zwłaszcza że on nie miał butów. On szedł w samych skarpetkach – mówi o nim Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Lekarze z grupy "Medycy na Granicy" pomogli znalezionemu w lesie na granicy polsko-białoruskiej mężczyźnie z Beninu
Lekarze z grupy "Medycy na Granicy" pomogli znalezionemu w lesie na granicy polsko-białoruskiej mężczyźnie z Beninu
Źródło: TVN24

Obywatelowi Beninu pomogli aktywiści z grupy Medycy na Granicy, czyli lekarze wolontariusze. Na teren przygraniczny przyjeżdżają w wolnym czasie, chcą pomagać bliżej granicy na terenie stanu wyjątkowego, ale nie mogą - właśnie dostali kolejną odmowę, tym razem od Straży Granicznej. - System ratownictwa medycznego jest tak zajęty swoimi sprawami, że nasza obecność jest formą wsparcia systemu państwowego – uważa Jakub Sieczko z grupy Medycy na Granicy.

Szpital w Hajnówce stał się noclegownią dla migrantów

System nie jest w pełni przygotowany na to, co dzieje się na granicy. W weekend szpital w Hajnówce pełnił funkcję noclegowni, bo dla kilkunastu migrantów nie było innego miejsca w regionie. - Osoby, które nie wymagały hospitalizacji, były zgłoszone do Straży Granicznej w takim celu, żeby straż odebrała te osoby. Natomiast odebraliśmy informacje, że straż nie ma w tym momencie takiej możliwości i otrzymaliśmy prośbę o przetrzymanie tych osób w naszym szpitalu – informuje zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala w Hajnówce Tomasz Musiuk.

Aktywiści z Grupy Granica zarejestrowali interwencję służb wobec grupy migrantów
Aktywiści z Grupy Granica zarejestrowali interwencję służb wobec grupy migrantów
Źródło: TVN24

Obecnie w szpitalu w Hajnówce przebywa sześciu migrantów, w Sokółce - jeden. W Bielsku Podlaskim trzy osoby zostały wypisane po kilku godzinach. Większość migrantów potrzebuje doraźnej pomocy - zbadania, nałożenia opatrunku, a przede wszystkim dachu nad głową, ciepłej herbaty i suchego ubrania. Przewodnicząca Rady Miejskiej w Michałowie dziwi się, że Straż Graniczna nie przywiozła migrantów do przygotowanego specjalnie w tym celu punktu pomocy. - Gdybyśmy mogli, to wsiadamy w samochód, jedziemy do Hajnówki czy gdzie trzeba, i przewozimy te osoby tutaj, gdzie będą miały ciepły kąt – mówi przewodnicząca Rady Miejskiej w Michałowie Maria Bożena Ancipiuk.

Ogrzewalnia w Michałowie służy pomocą migrantom

W ogrzewalni w Michałowie są już dary z całej Polski. Po rzeczy dla migrantów przyjeżdża tutaj między innymi Straż Graniczna, a wkrótce duża paczka pojedzie do szpitala w Hajnówce. - Była matka z sześciorgiem dzieci i pani doktor nie miała co nałożyć, a u nas jest tego bardzo dużo – podkreśla Maria Bożena Ancipiuk. W Michałowie mają dużo rzeczy, dużo pomysłów, ale brak jest koordynacji - starostwo powiatu hajnowskiego zaczęło myśleć nad rozwiązaniem. - Najważniejsze, żeby ktoś mógł to w jedną całość zebrać – mówi starosta hajnowski Andrzej Skiepko. O koordynacji na razie nie ma mowy - większość pomocy, poza szpitalem, niosą wolontariusze i mieszkańcy. - Z uwagi na politykę władz doszło do takiej sytuacji, że ktoś nam wyciął normalne życie z naszego regionu i wstawił rzeczywistość okupacyjną. Jest ktoś, kto ucieka. Jest ktoś, kto poluje. Są ludzie pomagający. Natomiast te osoby, które uciekają, nie giną od kuli, tylko od zimna – zwraca uwagę mieszkaniec powiatu hajnowskiego Kamil Syller.

Dlatego na domach przy granicy pojawiają się zielone lampy. Jeśli świecą, to oznacza, że drzwi dla osoby potrzebującej są otwarte.

Sylwia Piestrzyńska

Czytaj także: