Wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej konsultantem ustawy o IPN. "Popieramy tę ustawę"

Polska

"Katastrofa wizerunkowa". Materiał "Czarno na białym" TVN24tvn24
wideo 2/71

Polska Fundacja Narodowa chwali się, że jej kampania prostująca kłamstwo o "polskich obozach zagłady", dotarła do 180 milionów ludzi na świecie. Jaka kampania i skąd ta liczba? Nie wiadomo. Wiadomo, że fundacja, która ma dbać o wizerunek Polski zagranicą, zareagowała dopiero dwa tygodnie po uchwaleniu ustawy o IPN. A przecież o zaskoczeniu nie może być mowy, skoro wiceprezes fundacji Maciej Świrski od początku był zaangażowany w powstanie tej ustawy. Materiał programu "Czarno na białym" TVN24.

W lipcu 2016 roku powstała Polska Fundacja Narodowa. Na jej działalność pieniądze przekazały spółki skarbu państwa. Do września 2017 roku to kwota 185 mln zł. Ówczesna premier, Beata Szydło, wyznaczyła fundacji jasny cel. - Polska Fundacja Narodowa będzie budowała markę, która nazywa się Polska. Będzie budowała tę markę poza granicami naszego kraju - mówiła Szydło 13 lipca 2016 roku.

Prezesem fundacji został Cezary Jurkiewicz, szef warszawskich radnych PiS, a jego zastępcą Maciej Świrski - prezes Reduty Dobrego Imienia. Tuż przed wyborami w 2015 roku obaj wzięli udział w dyskusji prawicowego Klubu Ronina. - Praca wszystkich nas, którzy jesteśmy zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości, żeby swoich niezdecydowanych kolegów, sąsiadów zachęcić do głosowania - mówił 28 września 2015 roku Maciej Świrski podczas spotkania Klubu Ronina.

Gdy Świrski zachęcał do głosowania na PiS, wiedział już o pomyśle nowej ustawy o IPN. Razem z Jarosławem Kaczyńskim w maju 2014 roku zabiegał o nią na specjalnej konferencji, gdy PiS był jeszcze w opozycji. - nasza propozycja, która została złożona w Sejmie - propozycja by zmienić ustawę o IPN - niestety, rząd tego nie poprze. Nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć - mówił wówczas Kaczyński. Świrski prezentował wówczas papierowe listy poparcia petycji o wprowadzenie zmian w ustawie o IPN. Jak mówił chodziło o zmiany "w sprawie karania za sformułowanie: polskie obozy koncentracyjne".

W lutym 2016 roku, krótko po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych, Maciej Świrski w towarzystwie wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego zaprezentował projekt nowelizacji ustawy o IPN. - Przypominam, ze było to także obiecywane w kampanii wyborczej - podkreślił wówczas Świrski.

- Dość robienia z Polski sprawców Holokaustu - podkreślał wówczas Jaki. To właśnie w ministerstwie sprawiedliwości powstał projekt nowelizacji. - A więc oszczercy milczcie i bójcie się - dodał Świrski.

Dwa dni po tej konferencji Świrski - jeszcze jako szef Reduty Dobrego Imienia - dostał projekt ustawy o IPN do konsultacji. Tak wynika z pisma do prezesa Reduty Dobrego Imienia przesłanego przez Marcina Warchoła z ministerstwa sprawiedliwości z dnia 17 lutego 2016 r. Kopię pisma otrzymał portal Klubu Jagiellońskiego. Redaktor naczelny portalu Klubu Jagiellońskiego w rozmowie z Dariuszem Kubikiem, reporterem "Czarno na białym", zwrócił uwagę na sposób przeprowadzenia konsultacji, które powinny były być publiczne.

- W procesie konsultacji, który niestety nie był jawny - ujawniono go dopiero na nasz wniosek - zapytano tylko jedną osobę, po której najprawdopodobniej spodziewano się entuzjazmu dla tego konkretnego projektu - powiedział Piotr Trudnowski, redaktor naczelny portalu "jagiellonski24", dodając, że tą osobą był Maciej Świrski.

W sierpniu 2016 roku rząd przyjął projekt ustawy o IPN i skierował ją do Sejmu. Wtedy ówczesny prezes Reduty Dobrego Imienia opublikował na stronie swojej fundacji komunikat, w którym podkreślił, że pod wnioskiem o uchwalenie ustawy od dwóch lat zbierane były podpisy. Wówczas miał ich 40 tys. "Początkowo zbieraliśmy podpisy na kartach papierowych, później - przez internet" - czytamy w komunikacie. Świrski apelował w nim także o kolejne podpisy. Później Świrski zwrócił się z apelem do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o jak najszybsze zajęcie się nowelizacją ustawy o IPN, "w której zawarto przepisy penalizujące użycie oszczerczych sformułowań. Popieramy tę ustawę" - napisał szef Reduty Dobrego Imienia. - Główną ideą Macieja Świrskiego w ostatnich latach była walka ze sformułowaniem "polskie obozy śmierci" - stwierdziła w rozmowie z "Czarno na białym" Iwona Szpala, dziennikarka "Gazety Wyborczej", która pisała o Świrskim. Jednak jeszcze w sierpniu 2016 roku sprawa nowelizacji ustawy o IPN wyhamowała. PiS włożył projekt do tak zwanej "sejmowej zamrażarki" na kilkanaście miesięcy. W styczniu bieżącego roku wyciągnął ją nagle i została błyskawicznie uchwalona. W momencie przyjęcia przez Sejm projektu ustawy, Świrski od półtora roku był już wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej. O zaskoczeniu Świrskiego ustawą nie może być więc mowy. Pojawia się pytanie, czy jako osoba odpowiedzialna za dbanie o wizerunek na świecie, nie przewidział skutków wizerunkowych konsultowanych przez siebie przepisów.

"Jemu refleksja racjonalna jest daleka"

- On jest ideologiem, więc jakby jemu refleksja racjonalna jest daleka - ocenił Jakub Bierzyński, prezes domu mediowego OMD, specjalista ds. marketingu. Działanie Polskiej Fundacji Narodowej w sprawie ustawy o IPN nazywa "katastrofą".

- Normalnie, profesjonalista a nie ideolog, widząc tę ustawę powiedziałby: o Boże, to się będzie działo, wystawiamy się na dyskurs globalny w bardzo trudnej sprawie, możemy to przegrać, będą kontrowersje, przygotujmy się - stwierdził Bierzyński, podkreślając, że przez półtora roku można było przygotować materiały, pokazujące polski punkt widzenia. Zdaniem specjalisty nikt nie widział efektów prowego działania fundacji, ponieważ "go nie było". Fundacja zareagowała po dwóch tygodniach od uchwalenia przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN. Fundacja podpisała się pod przemontowanym filmem przygotowanym kilka miesięcy temu przez IPN. PFN twierdzi, że z tym filmem i dwoma innymi, opublikowanymi przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, za sprawą prowadzonej przez siebie i w zagranicznych mediach kampanii, dotarła do blisko 180 mln ludzi na całym świecie. Jakub Bierzyński nazywał podawanie takich liczb przez PFN "manipulacją". Jego zdaniem jest już za późno na jakiekolwiek działania wizerunkowe fundacji w tej sprawie. - To już jest koniec. To jak strzelanie po meczu. Przegraliśmy już to - ocenił. Dodał, że jedynie co możemy zrobić to „wstydzić się”. - To już można w zasadzie zamknąć Polską Fundację Narodową i stworzyć coś nowego - ocenił Mirosław Oczkoś, specjalista ds. marketingu.

Świrski: wrogowie prowadzą uzbrojoną narrację przeciw Polsce

Zdaniem Macieja Świrskiego sytuacja wygląda inaczej. Uważa, że istnieją wrogowie Polski, którzy prowadzą uzbrojoną narrację przeciwko naszemu krajowi, a jej odkręcanie wymaga cierpliwości. W tekście dla jednego z prawicowych portali, Świrski przekonywał, że wie jak tego wroga pokonać. Nie ujawnił jednak, w jaki sposób walczy z nim PFN. "Zadanie, którego się podjęliśmy jako PFN i które jest realizowane w sposób dyskrecjonalny, z oczywistych względów - aby utrudnić wrogom Polski przeciwdziałanie i nie informować ich o planowanych działaniach" - wyjaśniał wiceprezes PFN na łamach wpolityce.pl.

- To jest jakiś absurd, to jest bzdura. Wychodzi człowiek i się kompromituje, ponieważ musi kłamać, bo chce za wszelką cenę zatrzymać swoją posadę - tłumaczył zachowanie Świrskiego Bierzyński. Zdaniem Oczkosia, "tajne może być przygotowanie do działań". - Działania PRowe powinny być jawne, na tym polega PR - dodał. - Polska Fundacja narodowa przypomina teraz taką ekipę ratunkową statku, która biega i dziurawi dno, żeby ten statek szybciej tonął, ale mówi oczywiście, że walczy żeby statek nie zatonął. A mówiąc serio, nie widzę żadnych działań poza gadaniem, że jest niedobrze i że zostaliśmy zaatakowani z zewnątrz i od wewnątrz - podkreślił Oczkoś.

Nadzór nad PFN sprawuje wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. Minister przekonywał 7 lutego w programie "Poranna rozmowa RMF FM", że "fundacja jest niezależna, ma swój zarząd, ci ludzie odpowiadają za to, co robią". - Natomiast mój nadzór polega na tym, że musze formalnie sprawdzać po roku na podstawie sprawozdań, czy fundacja działa zgodnie ze swoimi celami - wyjaśniał wicepremier. Na pytanie czy jest zadowolony z działalności PFN Gliński stwierdził: "nie wiem, będę oceniać po sprawozdaniu". - To jest po prostu śmieszne, jeżeli polityk po dwóch latach nie jest w stanie działań instytucji, która pozostaje w jego gestii. Prawdę powiedziawszy, nie wiem czym on się zajmuje - ocenił Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy”. - W momencie, gdy profesor Gliński został desygnowany na premiera technicznego przez Jarosława Kaczyńskiego, Maciej Świrski został jego rzecznikiem - przypomniała Iwona Szpala, dziennikarka "Gazety Wyborczej". - Myślę, że Piotr Gliński jest jego (Świrskiego -red.) głównym mentorem politycznym - dodała. W obronie fundacji stanął Jarosław Kaczyński w rozmowie z Karoliną Baranowską na łamach "Do Rzeczy". "Fundacja jest aktywna, nawet jeśli nie zawsze to widać" - przekonywał Kaczyński. - Trudno uznać, żeby te słowa były słowami przekonywującymi - skomentował wypowiedź Kaczyńskiego redaktor naczelny "Do Rzeczy". - Albo to jest tak, że "bronimy naszych" - pod takim hasłem. nie sprawdzili się, ale ich na wszelkich wypadek bronimy. Albo jest jakaś wiedza, którą prezes dysponuje, ale nie chce się nią podzielić z opinią publiczną na temat tych działań fundacji. Nie brzmi to poważnie - stwierdził Lisicki.

"Uchwalenie ustawy o IPN zrujnowało wizerunek Polski na świecie"

Zdaniem Oczkosia, specjalisty od marketingu z 20-letnim doświadczeniem, "uchwalenie ustawy o IPN zrujnowało wizerunek Polski na świecie". - Możemy zaklinać rzeczywistość w Polsce, że tak nie jest, że to nieprawda - dodał.

Sformułowanie "polskie obozy" - tylko po uchwaleniu ustawy - był wyszukiwany w internecie 30 milionów razy. Zwrot ten pojawiał się we wszystkich mediach na świecie. Dla rządzących to nie powód do porażki, wręcz przeciwnie. - To cale zamieszanie spowodowało, że na świecie wreszcie został usłyszany polski głos. Wszyscy usłyszeli, że nie było polskich obozów śmierci, bo w każdej depeszy, w każdym artykule było tłumaczone o co Polsce chodzi - przekonywał Patryk Jaki.

"Cała poważna prasa odnotowała przy okazji tego sporu, że nie było "polskich obozów". Coś się zatem ruszyło” - stwierdził Kaczyński w rozmowie z "Do Rzeczy".

- Ja nie jestem w stanie dostrzec tu rzeczy pozytywnych - ocenił Lisicki. - Problem polega na tym, że światowa opinia publiczna nie zapoznała się z polską narracją. Ona się zapoznała z wrogą Polsce narracją o Polsce. I tu jest pies pogrzebany - podkreślił.

Zdaniem Bierzyńskiego ceną ratowania wizerunku Polski na świecie po przyjęciu ustawy o IPN "mogłoby być przegranie kolejnych wyborów parlamentarnych". W jego ocenie premier musiałby przeprosić świat i Żydów. - Dlatego PiS nie wycofał się z tej ustawy, już było za późno. Mieli wybór: albo grac na rynek wewnętrzny, albo na reputację międzynarodową. Wybrali sukces wewnętrzny. Nie dziwię im się, racjonalna decyzja - wyjaśnił Bierzyński.

Autor: tmw / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Raporty: