Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Marcin Kierwiński był pytany we wtorek w Programie III Polskiego Radia o decyzje personalne w Służbie Ochrony Państwa w związku z listem pracowników SOP-u do MSWiA, w którym domagali się oni powrotu do służby komendanta tej formacji gen. Radosława Jaworskiego. We wrześniu został on odsunięty od służby, obecnie przebywa na zwolnieniu lekarskim, a w SOP-ie trwa wieloaspektowa kontrola. Obowiązki komendanta formacji pełni wyznaczony przez gen. Jaworskiego płk Krzysztof Król.
Kierwiński poinformował, że sprawa gen. Jaworskiego zostanie rozwiązana "bardzo szybko". Przekazał, że kontrole zlecone w SOP-ie zakończą się w tym tygodniu, a decyzje pokontrolne będą podejmowane dopiero po tym, jak SOP ustosunkuje się do ich wyników.
Szef MSWiA o gen. Jaworskim: mam swoje zarzuty
Szef MSWiA zapytany o to, czy w SOP-ie są nieprawidłowości, podkreślił, że na pewno od strony zarządczej są rzeczy, które jego zdaniem wymagają poprawy. Zaznaczył, że dokładne wyniki kontroli, których pierwsze wyniki widział, "muszą budzić jego niepokój". – Dlatego będą decyzje personalne w tej sprawie – podkreślił
Dopytywany o to, czy gen. Jaworski zostanie odwołany ze stanowiska, poprosił o "chwilę cierpliwości", podkreślając, że taka decyzja wymaga jeszcze "przynajmniej formalnej rozmowy z Pałacem Prezydenckim". Wyjaśnił, że zgodnie z ustawą na ewentualne odwołanie zgodzić musi się prezydent. Dodał, że jeżeli nie wyrazi on zgody, w zależności od tego, jakie decyzje będą podejmowane przez kierownictwo MSWiA, mają inne scenariusze w tym zakresie.
Kierwiński zaznaczył, że bardzo wysoko ocenia profesjonalizm funkcjonariuszy SOP-u. – Natomiast jeżeli chodzi o kwestie kierowania SOP-em przez generała Jaworskiego, mam swoje zarzuty, które pan generał Jaworski zna – podkreślił.
Szef MSWiA został również zapytany, czy w SOP-ie były nieprawidłowości finansowe i czy po audycie złożone zostanie zawiadomienie do prokuratury. – Nie zakładam, że będzie zawiadomienie do prokuratury, choć, tak jak powiedziałem, jeszcze te kontrole się kończą. One w tym tygodniu się zakończą – powiedział.
List pracowników SOP do MSWiA
Jak informowaliśmy wcześniej, list pracowników SOP trafił do resortu w piątkowe popołudnie. Z ustaleń tvn24.pl wynika, że podpisało się pod nim kilkunastu dyrektorów SOP. Nie podpisały się jedynie dwie osoby z kadry kierowniczej służby. Nasze źródła ujawniły, że sygnatariusze zaalarmowali, że w pozbawionej komendanta służbie źle się dzieje, a odsunięty gen. Jaworski jest doświadczonym i dobrym komendantem.
- To jest bunt najwyższych rangą dowódców i wotum nieufności dla szefa MSWiA, który odsunął komendanta Jaworskiego - ocenił w rozmowie z tvn24.pl informator zbliżony do SOP.
- Dla nikogo w resorcie nie jest tajemnicą, że najchętniej by Jaworskiego odwołano. Swoją nominację odbierał jeszcze z rąk premiera Mateusza Morawieckiego - powiedział nam doświadczony urzędnik rządu.
Kradzież samochodu należącego do Tusków
Mimo tego, że stanowisko komendanta SOP formalnie pozostaje obsadzone, to faktycznie nie ma go w służbie czwarty miesiąc. Po kradzieży auta należącego do rodziny premiera Donalda Tuska zwolnieni ze stanowiska zostali dyrektor i wicedyrektor biura ochrony premiera, a szef SOP-u gen. Radosław Jaworski najpierw poszedł na zaległy urlop, a następnie wziął zwolnienie lekarskie.
W związku z tą sytuacją szef MSWiA Marcin Kierwiński poprosił o raport i informacje ze Służby Ochrony Państwa. Kilka dni po kradzieży samochodu zatrzymano też parę Białorusinów, którzy latali dronem m.in. nad Belwederem oraz budynkami rządowymi w Warszawie.
W połowie września rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku prok. Mariusz Duszyński poinformował, że sąd zgodził się na trzymiesięczny areszt dla mieszkańca Sopotu podejrzanego o kradzież Lexusa należącego do rodziny premiera Donalda Tuska.
Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty. Pierwszy, jak wyjaśnił Duszyński, dotyczy kradzieży samochodu z włamaniem, a także dokumentów, które były w aucie. Drugi zarzut obejmuje posłużenie się podrobionymi tablicami rejestracyjnymi poprzez umieszczenie ich na skradzionym Lexusie. Łukaszowi W. grozi do 10 lat więzienia.
Mężczyzna został zatrzymany na lotnisku w Gdańsku. Planował wylecieć do Burgas w Bułgarii. Jak przekazała rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska, 41-latek był zaskoczony i nie stawiał oporu.
Autorka/Autor: os/ads
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/OLIVIER HOSLET