ZOBACZ CAŁY REPORTAŻ "UWAGI!" TVN
Pod koniec maja 2025 roku pani Anna zgłosiła się z partnerem do prywatnej kliniki Esculap w Bielsku-Białej na umówiony zabieg cesarskiego cięcia. Na świat przyszedł zdrowy syn pary. Ogromna radość z narodzin trwała jednak bardzo krótko. Kobieta zmarła po kilkunastu godzinach cierpienia.
- W moim najlepszym przekonaniu ta kobieta mogła żyć. Niestety błędy, które zaistniały w procedurze medycznej, doprowadziły do tego, że konsekwencją był zgon - powiedział Łukasz Zachura z Prokuratury Okręgowej Bielsko-Biała Północ.
- Nie jest dopuszczalne ze względu na procedury medyczne, aby pacjentka po tego typu zabiegu pozostawała bez obserwacji przez lekarza ginekologa - zaznaczył wówczas prokurator.
Po miesiącach śledztwa prokuratorzy nie mają wątpliwości. Do śmierci pani Anny doszło w wyniku zaniedbań dwóch lekarzy: ginekologa i anestezjologa - właściciela kliniki Esculap.
Od kilkunastu lat odczuwa ból
- Czas powoduje, że dzieci rosną, ale zapomnieć się nie da. To zawsze będzie ze mną - mówi Krzysztof Wnętrzak, partner nieżyjącej kobiety.
Okazuje się, że to niejedyna tragedia, która miała miejsce w tej placówce. W trakcie naszego śledztwa, analizującego funkcjonowanie kliniki, dotarliśmy do innych kobiet, które miały tam być skrzywdzone.
Pani Izabela walczy z niepełnosprawnością po tym, jak niewłaściwie podano jej zastrzyk ze znieczuleniem podczas porodu. - Ból, który towarzyszy mi nieustannie od 17 lat, to jest ich wina. To jest wina tego anestezjologa i całej tej kliniki. Poszłam tam zdrowa, a wyszłam chora - podkreśla. - Konsekwencje tego, co tam się stało, będę odczuwać do śmierci - dodaje.
W trakcie podawania zastrzyku lekarz miał popełnić błąd. Kobieta poczuła wtedy ból tak mocny, jakby wlewano w nią wrzątek. Trwale zostały uszkodzone nerwy, przez co pani Izabela straciła władzę w lewej nodze.
- Wybrałam tę klinikę, bo chciałam być bezpieczna - mówi pani Izabela. Przywołuje tamte wydarzenia: "Po tym, co się stało, zawieźli mnie do pokoju, powiedzieli, że nie wolno mi wychodzić z pokoju, żeby mnie inni nie widzieli". - Przejęli się wizerunkiem firmy - stwierdza.
Po wszczepieniu stymulatora rdzenia kręgowego kobieta próbuje radzić sobie w życiu. Jednak lekarze ją przestrzegają, że ze względu na postępujący zanik mięśni już za kilka lat może przestać całkowicie chodzić.
"Od kilku lat córka nie żyje"
W przypadku pani Marty poród zakończył się tragicznie dla jej dziecka. - Córka urodziła się martwa, bo tego inaczej się nie da określić - ocenia kobieta.
Ginekolog z kliniki Esculap miał zbagatelizować złe wyniki KTG płodu i dziecko poddusiło się podczas porodu. - Położyli mi sine dziecko na piersi, nie było oznak życia. Trwało to być może pół minuty, minutę i dopiero wtedy się zorientowali. Wzięli córkę na stół i po prostu zaczęli ją reanimować - opowiada.
Po trudnej reanimacji lekarzom udało się przywrócić funkcje życiowe nowonarodzonej dziewczynki. - Była dzieckiem leżącym, nie porozumiewała się z nami, nie jadła samodzielnie, nie połykała. Wymagała opieki 24 godziny na dobę - opowiada pani Marta. - Od kilku lat córka nie żyje. Organizm, serce nie wytrzymało tego wszystkiego - dodaje kobieta.
Obie kobiety swoje sprawy skierowały do sądów i wygrały z kliniką Esculap.
Reporterzy "Uwagi!" TVN podjęli kolejną próbę rozmowy z właścicielem kliniki. Lekarz nie chciał rozmawiać.
- Doktor jest złym człowiekiem: samolubnym, egoistycznym, zapatrzonym w siebie. To nie jest człowiek, który powinien być lekarzem, nie ma żadnego współczucia do drugiego człowieka. Nigdy nie przeprosił - mówi pani Izabela.
- Kluczowe w tym wszystkim było to, że nikt nie sprawował kontroli nad tą placówką. Słyszy się o nadgorliwości urzędników, a tam funkcjonował szpital, który hulał sobie beztrosko. Nikt go nie kontrolował, nie sprawdzał. Dla mnie jest to nie do pomyślenia - zaznacza pan Krzysztof.
Kontrole w klinice Esculap
Placówka Esculap miała podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. W ciągu dwóch lat jego obowiązywania otrzymała ponad pięć milionów złotych na zapewnienie właściwej, profesjonalnej opieki nad kobietami w ciąży i po porodzie.
- Umowa została rozwiązana w trybie natychmiastowym - mówi Alicja Potrawa z Narodowego Funduszu Zdrowia.
Pierwszą kontrolę w Esculapie NFZ przeprowadził jednak dopiero po zawiadomieniu prokuratury po śmierci pani Anny. Stwierdzono wtedy liczne nieprawidłowości, brakowało sprzętu, a przede wszystkim personelu. Sprawdzono 26 losowo wybranych porodów i po żadnym z nich nie było zapewnionej opieki lekarza ginekologa, mimo że polskie prawo wyraźnie tego wymaga.
- Narodowy Fundusz Zdrowia ma obecnie ponad 30 tysięcy umów. Nie jesteśmy w stanie skontrolować każdej placówki, bo do tego dochodzą również apteki, sprzęt medyczny - tłumaczy Potrawa.
Organizację w placówce badał również Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach. Kontrolerzy stwierdzili liczne niedociągnięcia. Po tym, jak właściciel kliniki ich nie naprawił, placówka została wykreślona z listy podmiotów mogących świadczyć usługi medyczne.
- To właśnie nieprawidłowości i zaniedbania, między innymi o charakterze organizacyjnym, doprowadziły do zgonu pani Anny - zaznacza prokurator Zachura.
- Ten tragiczny przypadek rzeczywiście był wynikiem złego funkcjonowania placówki - przyznaje Potrawa.
Autorka/Autor: Maciej Dopierała, wg
Źródło: "Uwaga!" TVN
Źródło zdjęcia głównego: TVN24