Dyskretny minister, prawa ręka Tuska. Kim jest Maciej Berek?

Maciej Berek
Matczak: jeżeli taka decyzja zostanie podjęta to to będzie oznaczało, że premier Tusk w ogóle nie słucha ludzi 
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Leszek Szymański/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Pożegnano go oklaskami, ale dla części koalicjantów jego odejście było zaskoczeniem. Maciej Berek przestał być ministrem, co natychmiast wywołało spekulacje na temat jego przyszłości. W czwartek premier Donald Tusk potwierdził nieoficjalne doniesienia: Berek będzie kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Był nazywany "prawą ręką" premiera. We wtorek Donald Tusk ogłosił jednak, że Maciej Berek odchodzi z Rady Ministrów.

Berek pełnił nieprzerwanie funkcje w trzecim rządzie Tuska od końca 2023 roku. Z początku jako minister bez teki i szef Komitetu Stałego, po rekonstrukcji z 2025 roku został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.

- Nie znamy powodu, dla którego odszedł. Chcielibyśmy poznać ten powód. Byliśmy tym lekko zaskoczeni - przyznał we wtorek w rozmowie z nami jeden z posłów Polski 2050. Przedstawiciel partii koalicyjnej z przekąsem stwierdził: - Czekamy na "uzasadnienie wyroku".

Maciej Berek łączony z funkcją sędziego TK

Tusk zapowiedział we wtorek, że wspólnie z Berkiem ustalili, iż ten "przejdzie do innych zadań". - Niedługo się dowiecie, w jakich państwowych, publicznych rolach pan minister być może wystąpi - enigmatycznie ogłosił w czasie publicznej części posiedzenia Rady Ministrów.

Maciej Berek
Maciej Berek
Źródło zdjęcia: Leszek Szymański/PAP

Jak dowiedziała się nieoficjalnie dziennikarka TVN24 Agata Adamek, ustępujący minister ma zostać kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W czwartek Tusk potwierdził tę informację.

18 września kończy się kadencja sędziego Justyna Piskorskiego, który w 2017 roku zastąpił zmarłego sędziego dublera Lecha Morawskiego. Podobnie jest z sędzią Jarosławem Wyrembakiem, który skończy pełnić funkcję sędziego TK 30 stycznia 2027 roku. Jako pierwsza informację o możliwej kandydaturze Berka podała Polityka Insight.

Krytycznie do pomysłu wyznaczenia Berka na sędziego TK odnosił się na antenie TVN24 prof. Marcin Matczak. Jego zdaniem byłaby to "kpina z ludzi", którzy w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości walczyli o przywrócenie praworządności.

- Tryb mianowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego w polskim ustroju jest procesem politycznym - zwraca uwagę w rozmowie z tvn24.pl Małgorzata Myśliwiec, politolożka, profesor Uniwersytetu Śląskiego. Wybiera ich Sejm bezwzględną większością głosów na indywidualne 9-letnie kadencje. Prawo do zgłoszenia kandydatów mają wyłącznie grupa 50 posłów i Prezydium Sejmu.

- Oczywiście oczekuje się, że kandydaci do tej instytucji będą świetnymi, niezależnymi prawnikami i będą sprawowali tak zwaną abstrakcyjną kontrolę konstytucyjności, czyli będą interpretować przepisy w oderwaniu od wszelkich politycznych uwarunkowań - zaznacza Myśliwiec.

I zauważa, że Berek pełnił polityczne stanowisko. - Z drugiej strony, analizując jego życiorys, musimy zwrócić uwagę, że jest to prawnik, nauczyciel akademicki, bardzo doświadczona osoba, jeżeli chodzi o proces legislacyjny w naszym państwie - dodaje.

Kim jest Maciej Berek

Podobnie jak premier Tusk, Berek pochodzi z Gdańska. Na tamtejszym uniwersytecie skończył studia prawnicze. Szef rządu wspomniał, że historia ich współpracy sięga ubiegłego wieku. W 1997 roku był pracownikiem Kancelarii Senatu i razem z między innymi Donaldem Tuskiem przygotowywał projekty ustaw dotyczące samorządu terytorialnego.

Samemu Berkowi nie udało się wejść do parlamentu w roli posła czy senatora. Jedna próba w 2005 roku skończyła się niepowodzeniem. Startował wówczas do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej.

Od powołania pierwszego rządu Tuska w 2007 roku pełnił funkcję prezesa Rządowego Centrum Legislacji, a od 2008 sekretarza Rady Ministrów. To samo stanowisko szefa RCL zachowywał przez osiem lat, nawet po przyjściu nowej premierki Ewy Kopacz. Po przegranych przez PO wyborach w 2015 roku został zgłoszony jako polski przedstawiciel do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Rząd PiS cofnął rekomendację, a audytorem w unijnej instytucji został Janusz Wojciechowski, późniejszy komisarz UE ds. rolnictwa.

Maciej Berek i Donald Tusk na posiedzeniu rządu w 2012 roku
Maciej Berek i Donald Tusk na posiedzeniu rządu w 2012 roku
Źródło zdjęcia: Radek Pietruszka/PAP

W 2016 roku Berek obronił doktorat z prawa. Zawodowo związał się najpierw z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a następnie z Uniwersytetem Warszawskim.

Powrót do pracy w parlamencie otworzyły mu wybory z 2019 roku. Został wtedy dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu, w którym większość zdobyła ówczesna opozycja do PiS. W 2021 roku następca Adama Bodnara w roli Rzecznika Praw Obywatelskich Marcin Wiącek zatrudnił Berka na dyrektorskie stanowisko w swoim Biurze.

"Dyskretny" minister

Po powrocie do władzy Donald Tusk powierzył Berkowi między innymi zadanie opracowania i koordynowania we współpracy z innymi ministrami priorytetów rządu. Co kwartał kancelaria premiera publikuje raport z ich realizacji. Był też odpowiedzialny za projekt deregulacji polskich przepisów zapoczątkowany przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku.

Myśliwiec określa styl sprawowania przez Berka swojego urzędu jako "dyskretny" i stwierdza, że nie był on ministrem "z pierwszego rzędu". Zauważa jednak, że "nie udało mu się przy dużej liczbie zadań uniknąć błędów".

Maciej Berek
Maciej Berek
Źródło zdjęcia: Rafał Guz/PAP

W 2024 roku premier Tusk udzielił kontrasygnaty pod decyzją prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie wyboru prezesa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Sprawa wywołała poruszenie wśród środowiska prawniczego, gdyż prezydent wyznaczył - a premier zaakceptował - uznawanego za neosędziego Krzysztofa Wesołowskiego na przewodniczącego zgromadzenia, które miało wyłonić kandydatów na stanowisko prezesa izby SN. Później szef rządu "uchylił" swoją kontrasygnatę.

Tusk przyznał, że "nastąpił błąd" i obarczył winą za niego ministra Berka, jako odpowiedzialnego za obieg dokumentów w rządzie. Premier poinformował wówczas, iż Berek oddał się do jego dyspozycji, ale postanowił, że go nie zdymisjonuje.

- Donald Tusk dał mu kolejną szansę. To znaczy, że bardzo ceni jego kompetencje i że jego merytoryczna wiedza były dużo ważniejsze niż ten jeden polityczny błąd - ocenia Myśliwiec.

Premier stworzył też dla Berka niespotykaną wcześniej funkcję, czyli ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. - Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę zadań, z którymi po dość długim okresie czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości trzeba było się zmierzyć, to menedżerskie podejście do tego procesu wydawało się słuszne. Najwyraźniej Donald Tusk doszedł do wniosku, że stworzenie odpowiedniego harmonogramu, wręcz projektowe podejście do wdrażania swojej polityki, wymagają określonych kompetencji - komentuje politolożka.

Obowiązki ministerialne Macieja Berka przejmie Joanna Kapińska, dotychczasowa prezeska RCL. W rządowym organie przeszła przez wszystkie stopnie awansu zawodowego - od stanowiska legislatora do funkcji dyrektora. W przeszłości pracowała również w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii oraz pełniła funkcję wiceprezeski Urzędu Zamówień Publicznych.

- Życzę powodzenia w przyszłych zadaniach. Na pewno będziemy wszyscy trochę tęsknili za ministrem Berkiem, bo pomagał nam wszystkim, jak tylko potrafił, a potrafi bardzo dużo. Jeszcze raz dziękuję i wiem, że przydasz się ojczyźnie jeszcze nie raz - żegnał we wtorek swojego podwładnego premier Tusk.

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: