Prawie trzy dekady "przepracował dla Polski". Kim jest Maciej Berek?

Maciej Berek
Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Piotr Nowak/PAP
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Sejm wybrał w piątek Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Były minister w rządzie Donalda Tuska nie dał po sobie poznać emocji, choć do końca nie było pewne, czy uzyska wymaganą liczbę głosów. Jaką drogę przebył ten jeszcze do niedawna "dyskretny minister"?

Zdecydowało siedem głosów. Za wyborem Macieja Berka na sędziego TK opowiedziało się 226 posłów przy większości bezwzględnej wynoszącej 219. Sam Berek, który był obecny na sejmowej galerii, wynik głosowania przyjął z kamiennym wyrazem twarzy. Niedawny minister wejdzie w skład w sądu konstytucyjnego w miejsce uznawanego za sędziego-dublera Justyna Piskorskiego, któremu 18 września kończy się kadencja.

Maciej Berek wybrany na sędziego TK

Berek pełnił nieprzerwanie funkcje w trzecim rządzie Tuska od końca 2023 roku. Z początku jako minister bez teki i szef Komitetu Stałego, po rekonstrukcji z 2025 roku został ministrem ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu.

Jego kandydatura na sędziego TK budziła wiele kontrowersji. W czasie opiniowania przez sejmową komisję sprawiedliwości i praw człowieka politycy Prawa i Sprawiedliwości pytali Berka m.in. o stwierdzenie, że był "prawą ręką" premiera Tuska. Podkreślał wtedy, że 28 lat "przepracował dla Polski", z czego przez trzy lata pełnił funkcję ministra. - Z każdego roku tej pracy jestem dumny - zapewniał.

Maciej Berek w Sejmie
Maciej Berek w Sejmie
Źródło zdjęcia: Albert Zawada/PAP

Wybór Berka na sędziego TK poprzedziła burzliwa debata. Wątpliwości wysuwali m.in. posłowie PiS. Głos zabrał też szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, według którego kandydatura Berka "z powodów formalnych nie powinna być procedowana". Jeszcze przed posiedzeniem Sejmu poseł PiS Przemysław Czarnek wyraził nadzieję, że prezydent Karol Nawrocki nie odbierze ślubowania od Berka, podobnie jak zrobił z częścią sędziów wybranych w marcu. Krytycznie do wypowiedzi Boguckiego odniósł się wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, mówiąc o "niebywałym skandalu".

Przeciwko Berkowi głosowali przede wszystkim posłowie PiS, Rozwoju Plus czy Konfederacji. Poparły go kluby Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Lewicy, Polski 2050 i Unii Centrum. Jednak nie wszyscy politycy koalicji 15 października byli za. Przeciw zagłosowali m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, Paweł Śliz, Rafał Komarewicz czy Klaudia Jachira. W głosowaniu udziału nie wzięli, obniżając tym samym liczbę głosów potrzebnych do osiągnięcia większości bezwzględnej, m.in. Anna Maria Żukowska, Franciszek Sterczewski i Marek Sawicki.

Berek "bardzo doświadczony" w kwestii legislacji

Kiedy premier Tusk w sierpniu ogłaszał, że Berek odejdzie z rządu, enigmatycznie zapowiadał, że "przejdzie do innych zadań". Wówczas dziennikarze ustalili, że Berek zostanie wysunięty jako kandydat na sędziego TK. Szef rządu niedługo później potwierdził tę informację.

Część środowiska prawniczego krytycznie odniosła się do tego pomysłu. Profesor Marcin Matczak ocenił w TVN24, że byłaby to "kpina z ludzi", którzy w okresie rządów PiS walczyli o przywrócenie praworządności.

- Tryb mianowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego w polskim ustroju jest procesem politycznym - zwróciła uwagę w rozmowie z tvn24.pl Małgorzata Myśliwiec, politolożka, profesor Uniwersytetu Śląskiego. Wybiera ich Sejm bezwzględną większością głosów na indywidualne 9-letnie kadencje. Prawo do zgłoszenia kandydatów mają wyłącznie grupa 50 posłów i Prezydium Sejmu.

- Oczywiście oczekuje się, że kandydaci do tej instytucji będą świetnymi, niezależnymi prawnikami i będą sprawowali tak zwaną abstrakcyjną kontrolę konstytucyjności, czyli będą interpretować przepisy w oderwaniu od wszelkich politycznych uwarunkowań - zaznaczyła Myśliwiec.

I zauważyła, że Berek obejmował polityczne stanowisko. - Z drugiej strony, analizując jego życiorys, musimy zwrócić uwagę, że jest to prawnik, nauczyciel akademicki, bardzo doświadczona osoba, jeżeli chodzi o proces legislacyjny w naszym państwie - dodała.

Kim jest Maciej Berek

Podobnie jak premier Tusk, Berek pochodzi z Gdańska. Na tamtejszym uniwersytecie skończył studia prawnicze. Szef rządu wspomniał, że historia ich współpracy sięga ubiegłego wieku. W 1997 roku był pracownikiem Kancelarii Senatu i razem z między innymi Donaldem Tuskiem przygotowywał projekty ustaw dotyczące samorządu terytorialnego.

Samemu Berkowi nie udało się wejść do parlamentu w roli posła czy senatora. Jedna próba w 2005 roku skończyła się niepowodzeniem. Startował wówczas do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej.

Od powołania pierwszego rządu Tuska w 2007 roku pełnił funkcję prezesa Rządowego Centrum Legislacji, a od 2008 sekretarza Rady Ministrów. To samo stanowisko szefa RCL zachowywał przez osiem lat, nawet po przyjściu nowej premierki Ewy Kopacz. Po przegranych przez PO wyborach w 2015 roku został zgłoszony jako polski przedstawiciel do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Rząd PiS cofnął rekomendację, a audytorem w unijnej instytucji został Janusz Wojciechowski, późniejszy komisarz UE ds. rolnictwa.

Maciej Berek i Donald Tusk na posiedzeniu rządu w 2012 roku
Maciej Berek i Donald Tusk na posiedzeniu rządu w 2012 roku
Źródło zdjęcia: Radek Pietruszka/PAP

W 2016 roku Berek obronił doktorat z prawa. Zawodowo związał się najpierw z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a następnie z Uniwersytetem Warszawskim.

Powrót do pracy w parlamencie otworzyły mu wybory z 2019 roku. Został wtedy dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu, w którym większość zdobyła ówczesna opozycja do PiS. W 2021 roku następca Adama Bodnara w roli Rzecznika Praw Obywatelskich Marcin Wiącek zatrudnił Berka na dyrektorskie stanowisko w swoim Biurze.

"Dyskretny" minister

Po powrocie do władzy Donald Tusk powierzył Berkowi między innymi zadanie opracowania i koordynowania we współpracy z innymi ministrami priorytetów rządu. Co kwartał kancelaria premiera publikuje raport z ich realizacji. Był też odpowiedzialny za projekt deregulacji polskich przepisów zapoczątkowany przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku.

Myśliwiec określiła styl sprawowania przez Berka swojego urzędu jako "dyskretny" i stwierdziła, że nie był on ministrem "z pierwszego rzędu". Zauważyła jednak, że "nie udało mu się przy dużej liczbie zadań uniknąć błędów".

Maciej Berek
Maciej Berek
Źródło zdjęcia: Rafał Guz/PAP

W 2024 roku premier Tusk udzielił kontrasygnaty pod decyzją prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie wyboru prezesa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Sprawa wywołała poruszenie wśród środowiska prawniczego, gdyż prezydent wyznaczył - a premier zaakceptował - uznawanego za neosędziego Krzysztofa Wesołowskiego na przewodniczącego zgromadzenia, które miało wyłonić kandydatów na stanowisko prezesa izby SN. Później szef rządu "uchylił" swoją kontrasygnatę.

Tusk przyznał, że "nastąpił błąd" i obarczył winą za niego ministra Berka, jako odpowiedzialnego za obieg dokumentów w rządzie. Premier poinformował wówczas, iż Berek oddał się do jego dyspozycji, ale postanowił, że go nie zdymisjonuje.

- Donald Tusk dał mu kolejną szansę. To znaczy, że bardzo ceni jego kompetencje i że jego merytoryczna wiedza były dużo ważniejsze niż ten jeden polityczny błąd - oceniła Myśliwiec.

Premier stworzył też dla Berka niespotykaną wcześniej funkcję, czyli ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. - Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę zadań, z którymi po dość długim okresie czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości trzeba było się zmierzyć, to menedżerskie podejście do tego procesu wydawało się słuszne. Najwyraźniej Donald Tusk doszedł do wniosku, że stworzenie odpowiedniego harmonogramu, wręcz projektowe podejście do wdrażania swojej polityki, wymagają określonych kompetencji - skomentowała politolożka.

Obowiązki ministerialne Macieja Berka przejęła Joanna Kapińska, dotychczasowa prezeska RCL. W rządowym organie przeszła przez wszystkie stopnie awansu zawodowego - od stanowiska legislatora do funkcji dyrektora. W przeszłości pracowała również w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii oraz pełniła funkcję wiceprezeski Urzędu Zamówień Publicznych.

- Życzę powodzenia w przyszłych zadaniach. Na pewno będziemy wszyscy trochę tęsknili za ministrem Berkiem, bo pomagał nam wszystkim, jak tylko potrafił, a potrafi bardzo dużo. Jeszcze raz dziękuję i wiem, że przydasz się ojczyźnie jeszcze nie raz - żegnał w sierpniu swojego podwładnego premier Tusk.

Redagowała Katarzyna Guzik

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: