Wołodymyr Zełenski po raz kolejny spotkał się w Białym Domu z Donaldem Trumpem. Rozmowy dotyczyły między innymi o perspektywy dostarczenia Ukrainie pocisków Tomahawk. To wszystko dzień po rozmowie prezydenta USA z Władimirem Putinem i po zapowiedziach kolejnego amerykańsko-rosyjskiego szczytu, tym razem w Budapeszcie. Trump nie zdecydował się dostarczyć Tomahawków Zełenskiemu, ale pytanie, czy to tylko perspektywa czasu i co może oznaczać perspektywa spotkania w stolicy Węgier. - Warto pamiętać o tym, że decyzji w sprawie Tomahawków nie podjęto ani na "tak", ani na "nie". Obawiam się, że tak naprawdę nie wiemy, co powiedziano w Białym Domu - komentował doktor Jerzy Marek Nowakowski (były ambasador na Łotwie i w Armenii, prezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego) w programie "Horyzont" w TVN24 BiS. Wyjaśnił, że "same Stany Zjednoczone mają tylko dwie baterie Tomahawk, czyli około dziesięciu wyrzutni". - Argument Trumpa, że Amerykanie mają mało Tomahawków, był prawdziwy, a Trump dowiedział się o tym, dopiero kiedy rozpoczęła się rozmowa o technikaliach - stwierdził gość Jacka Stawiskiego. Dodał, że prezydent USA chce "wymusić na Moskwie kolejne kroki w stronę pokoju". - Przekazanie tych amerykańskich pocisków byłoby groźne, aczkolwiek nie miejmy złudzeń, Tomahawki nie zmienią sytuacji na froncie, natomiast rozmowa dotycząca przekazania ich miała być środkiem nacisku na Putina, żeby ten wrócił do stołu rozmów i był skłonny do jakichś ustępstw - tłumaczył Nowakowski.