OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>
KORONAWIRUS - NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE. CZYTAJ RAPORT TVN24.PL >>>
"Od 1 kwietnia mam umowę najmu w nowym mieszkaniu, wraz z narzeczoną musimy przeprowadzić się w tym czasie. Część rzeczy jest już w nowym mieszkaniu, a część w aktualnym. Czy w ramach ograniczeń można przetransportować rzeczy do nowego mieszkania z członkami rodziny?" – dopytuje użytkownik Wojtek.
Pytań podobnej treści otrzymaliśmy w ostatnich dniach kilkadziesiąt.
W związku z wprowadzeniem stanu epidemii w Polsce obowiązują ograniczenia. Z domu można wychodzić tylko w przypadku bardzo pilnych potrzeb jak dojazd do pracy, wykonywanie czynności służbowych. Można wyjść do sklepu po najpotrzebniejsze produkty, albo do apteki. A co w przypadku przeprowadzki?
Ministerstwo Zdrowia: przeprowadzka tylko w przypadku, kiedy nie ma wyboru
- Jeżeli dla kogoś przeprowadzka jest palącym problemem, kończy się mu umowa najmu i nie jest ona przedłużana, rzeczywiście nie ma gdzie mieszkać, to staje się to pilną potrzebą życiową – tłumaczy rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. W takiej sytuacji można się przeprowadzić, ale trzeba pamiętać o zasadach bezpieczeństwa. – Należy kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeżeli możemy najem przedłużyć, negocjować i zostać, to jest to nawet zdroworozsądkowo zalecanie. Jeżeli nie mamy innych możliwości, staje się to dla nas pilną potrzebą życiową – mówi rzecznik resortu zdrowia.
W czasie przeprowadzki najlepiej ograniczyć się do pomocy osób z którymi i tak przebywamy na co dzień, na przykład rodziny. Wówczas nie narazimy znajomych, czy przyjaciół, których zwykle można prosić o pomoc w takiej sytuacji. Przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa można także skorzystać z usług firm przeprowadzkowych. Ich pracownicy w trakcie wykonywania swoich zadań służbowych nie są objęci zakazem przemieszczania się.
Opuszczać mieszkania, ani przeprowadzać się nie mogą osoby, które przebywają na kwarantannie. One w żadnym wypadku nie mogą przez czternaście dni opuszczać miejsca izolacji. Nawet gdy w czasie kwarantanny przypada im termin opuszczenia dotychczasowego lokalu na przykład z powodu sprzedania go czy kończącego się wynajmu.
Firmy przeprowadzkowe: widać strach i popłoch. Ludzie biorą sobie to do serca
Wprowadzone przez rząd ograniczenia życia codziennego i działalności gospodarczej nie objęły, przynajmniej na razie, firm przeprowadzkowych. Firmy te wprowadziły środki bezpieczeństwa, ale z powodu epidemii odnotowały już duży spadek zleceń.
Właściciel jednej z firm z Warszawy Grzegorz Rosłoń szacuje, że z powodu epidemii ma o dwie trzecie zamówień mniej.
- Z trzech samochodów, które mam, obecnie jeździ tylko jeden. Jest tragedia – relacjonuje przedsiębiorca. - Od czasu do czasu trafi się jakaś przeprowadzka, ale ludzie generalnie siedzą w domach. Większość raczej wszystko wstrzymuje – mówi właściciel firmy i dodaje, że klienci, którzy korzystają z usług, zachowują środki ostrożności. – Jest popłoch. Ludzie sobie biorą do serca tę chorobę. Nie traktują tego lekkomyślnie. Nie podchodzą do pracowników, zakładają rękawiczki – mówi właściciel firmy i dodaje, że na zlecenia jeżdżą obecnie tylko ci pracownicy, którzy muszą zarabiać.
Karol Biesalski z innej warszawskiej firmy przeprowadzkowej też potwierdza spadek zamówień. – Normalnie jeździły dwa samochody. Każdy robił nawet sześć przeprowadzek dziennie. Dziś jak jeden samochód zrobi jedną przeprowadzkę, to jest dobrze. Przeprowadzają się tylko ci, którzy muszą – mówi właściciel firmy. Wprowadził też środki bezpieczeństwa, które mają chronić jego pracowników. – Obecnie nie mamy niemal żadnej styczności z klientem. Staramy się, żeby nie było bezpośredniego kontaktu. Kiedy pracujemy, klienta nie ma w mieszkaniu. W samochodzie mamy środki dezynfekujące i pryskamy. Jakoś trzeba działać – mówi Karol Biesalski.
Podkreśla, że żaden z jego pracowników nie pracuje pod przymusem. Odbył naradę z załogą i spytał każdego pracownika, czy zgadza się na pracę w obecnych warunkach. - Na szczęście mam taką ekipę, która chce pracować – mówi Biesalski.
O specjalnych środkach bezpieczeństwa słyszymy także w kolejnej firmie z tej branży – tym razem z województwa świętokrzyskiego. - Pracujemy normalnie, ale ograniczamy zespoły przeprowadzkowe do dwóch osób, żeby nie generować tłumu. Nadzwyczajna ostrożność i wszystko powoli, spokojnie idzie do przodu – mówi szef firmy z Kielc.