- W miejscowości Kozaki w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie trwa rozległy pożar lasu i nieużytków rolnych.
- Do trudnej akcji gaśniczej ruszyły setki strażaków, wspieranych przez śmigłowiec i samoloty gaśnicze.
- W trakcie działań ratowniczych doszło do katastrofy samolotu, w wyniku której zginął pilot.
- W południe zebrał się sztab kryzysowy z udziałem premiera. Przedstawiciele służb przekazali niepokojące informacje.
Ogień pojawił się we wtorek na terenie Nadleśnictwa Józefów i objął las oraz nieużytki rolne. Akcja gaśnicza jest prowadzona w powiatach biłgorajskim, zamojskim i tomaszowskim.
Droga wojewódzka numer 849 w środę po południu pozostaje zablokowana. Policjanci kierują podróżujących na objazdy: od strony Józefowa na Aleksandrów, a od strony Obszy przez Łukową i Księżpol na drogę wojewódzką nr 835.
W wyniku upadku samolotu gaśniczego M18 Dromader zginął pilot maszyny. W środę w miejscu tragedii rozpoczęły się oględziny z udziałem prokuratora.
"Panują trudne warunki"
- Na miejscu pożaru panują trudne warunki. Spaleniu uległo ponad 250 hektarów. Pożar w dalszym ciągu nie jest opanowany. Front pożaru ma około dwóch kilometrów. Działania utrudnia silny wiatr - informował o godzinie 15 Marcin Bajur z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach.
W akcji gaśniczej udział bierze ponad 100 zastępów ratowniczo-gaśniczych, samoloty gaśnicze i helikoptery.
- Dysponowane są kolejne pododdziały. Do województwa lubelskiego zadysponowana została kompania gaśnicza Kielce. O godzinie 16 w Sandomierzu odbędzie się zbiórka kompanii gaśniczej, po której bezzwłocznie zastępy udadzą się do miejscowości Kozaki. W skład tej kompanii wchodzi 27 jednostek sprzętu, w tym między innymi 18 pojazdów ratowniczo-gaśniczych, przyczepy z quadami, kontenery oraz 57 strażaków - dodał Marcin Bajur.
"Nie ma dróg dojazdowych"
- Część obszaru leśnego, który jest objęty pożarem, to są lasy prywatne. Tam nie ma takiej gospodarki leśnej, jak w Lasach Państwowych. Tam nie ma niekiedy dróg dojazdowych i dotarcie do miejsc objętych pożarem, jest możliwe tylko z wykorzystaniem statków powietrznych, czyli śmigłowców i samolotów pożarniczych - powiedział w TVN24 Paweł Frątczak, były rzecznik prasowy Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Apel o "czasowe przeniesienie" z domów części mieszkańców
Minister spraw wewnętrznych i administracji powiedział na briefingu prasowym po godzinie 14, że pożarem może być objętych około 300 hektarów terenu (wieczorem podawano już obszar 500 hektarów - red). Jak dodał, wiatr, który wzmógł się wczesnym popołudniem, "przyniósł wiele nowych komplikacji". W związku z tym zdecydowano o wprowadzeniu nowych jednostek. - Przeformułowaliśmy odcinki bojowe - powiedział nadbryg. Wojciech Kruczek, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej.
Wieczorem na miejsce ma dojechać kompania gaśnicza z województwa świętokrzyskiego, która zastąpi strażaków z innych lokalizacji.
Jak przekazał Kruczek, podmuchy wiatru wiejącego z prędkością do 60 kilometrów na godzinę spowodowały "rozniecenie miejsc, które są w bardzo wysokiej temperaturze i przeniesienie ich drogą powietrzną nad strażakami, ponad linią obrony, w miejsca, gdzie ten pożar się znowu rozprzestrzenił". Jak podkreślił, ogień nie przedostał się na drugą stronę drogi wojewódzkiej.
Komendant główny PSP poinformował po godzinie 14, że jak dotąd wykonano około 200 zrzutów wody śmigłowcami Lasów Państwowych i 50 zrzutów z użyciem policyjnych Black Hawków.
Rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego PSP w Lublinie kpt. Tomasz Stachyra poinformował w środę wieczorem, że maszyny zaangażowane w akcję gaśniczą przestały latać. Działania gaśnicze z użyciem śmigłowców i samolotów gaśniczych będą kontynuowane od rana w czwartek.
- Wiatr osłabł. Strażacy będą kontynuować działania w nocy poprzez intensywne podawanie wody na poszczególnych odcinkach bojowych. Chcemy stłumić ten pożar, jak tylko się da najmocniej w godzinach nocnych, kiedy będą sprzyjające warunki, jeśli chodzi o wiatr - zapowiedział strażak.
Niepokojące informacje na sztabie kryzysowym
W południe obradował sztab kryzysowy, w którym brał udział premier Donald Tusk. W Biłgoraju jest minister Kierwiński, który zdalnie opowiedział szefowi rządu o sytuacji na Lubelszczyźnie. Minister poinformował, że choć rano sytuacja się normowała, to dzień "przyniósł troszkę zaskoczeń i nowej eksplozji, jeśli tak można powiedzieć, ognia". - To, co niepokoi, panie premierze, to to, że około godziny temu zaczęło bardzo mocno wiać. To stwarza bardzo realne ryzyko - podkreślił szef MSWiA.
Podczas sztabu kryzysowego stało się jasne, że sytuacja się komplikuje. - Niestety wiatr, który nasila się z godziny na godzinę i z tego, co obserwujemy tutaj, wewnętrzne prognozy (wskazują, że - red.) do 17, będzie silniejszy. Jest północno-wschodni. Obawiamy się, że teraz tył pożaru zmieni się w front pożaru - powiedział w trakcie posiedzenia nadbryg. Wojciech Kruczek, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej.
Do akcji zadysponowano dwa policyjne śmigłowce Black Hawk, cztery śmigłowce Lasów Państwowych i cztery samoloty gaśnicze Dromader. W najbliższych godzinach do akcji ma zostać skierowany wojskowy dron FlyEye, pomocny w lokalizowaniu źródeł pożaru.
W akcję zaangażowana jest też między innymi Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wysokościowego, terytorialsi, przedstawiciele Lasów Państwowych i inne służby. Według informacji przekazanych przez komendanta głównego PSP, do walki z żywiołem skierowano w środę 101 zastępów strażaków - to 372 ratowników. Wspiera ich między innymi około 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, a także ponad stu policjantów.
Brygadier Rafał Goliszek, zastępca komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie, powiedział dziennikarzom wczesnym popołudniem, że sztab został wycofany i przeniesiony w nowe miejsce dla bezpieczeństwa ratowników.
- Planujemy nową taktykę, nowe rozlokowanie sił i środków (...) w bezpieczne miejsca i (podjęcie - red.) próby ograniczenia rozprzestrzeniania się pożaru. Jak widzimy, warunki atmosferyczne nie pomagają - powiedział zastępca komendanta. Podkreślił, że trudno jest ocenić, jak długo jeszcze potrwają działania.
Goliszek podkreślił, że strażacy skupiają się na tym, by obronić przed ogniem pobliską miejscowość. Zaznaczył, że nie można już mówić, że pożar jest opanowany - jak podano wcześniej.
Wsparcie z innych regionów
Wczesnym rankiem strażacy podmieniali ratowników, którzy przez całą noc walczyli z pożarem. W okolice Biłgoraju skierowano także kilka modułów GFFF - to wyspecjalizowane jednostki Państwowej Straży Pożarnej przeznaczone do gaszenia pożarów lasów z ziemi.
Małopolska straż pożarna przekazała w porannym komunikacie, że do powiatu biłgorajskiego została skierowana kompania gaśnicza SMOK I. W jej skład wchodzi 19 pojazdów i 69 strażaków.
Według przekazanych rano informacji, do najbliższych zabudowań jest około sześciu kilometrów.
Według prognoz IMGW wieczorem mogą pojawić się przelotne opady, jednak trudno określić, gdzie spadnie deszcz. W dodatku jutro pogoda ma być podobna do tej, która w środę utrudnia strażakom pracę. - W jednym zdaniu można powiedzieć, że pogoda nie sprzyja i tak będzie do godzin wieczornych jutro - powiedział dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej profesor Robert Czerniawski.
- Tego się obawialiśmy - skomentował premier Donald Tusk podczas sztabu kryzysowego. - Nie ma co robić sobie iluzji z prognoz, które mówią o możliwości przelotnych opadów deszczu na Lubelszczyźnie, w okolicach Biłgoraju. Raczej niestety pogoda nie jest naszym sprzymierzeńcem (…). Pogoda za was tego nie załatwi - dodał szef rządu.
Pożar już się "stabilizował"
Wcześniej, krótko przed godziną 4.30, minister Kierwiński przekazał, że jest po spotkaniu sztabu kryzysowego w powiecie biłgorajskim. "Na tę chwilę sytuacja stabilizuje się. Pożar przestał się rozprzestrzeniać. Sytuacja jest nadal na bieżąco monitorowana. Kolejne decyzje Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej rano - w zależności od rozwoju sytuacji" - napisał.
Starosta biłgorajski Andrzej Szarlip ocenił w środę rano, że w wyniku pożaru na Lubelszczyźnie zniszczeniu uległo ponad 100 hektarów lasu. - Mamy nadzieję, że ogień uda się zahamować - poinformował starosta na porannym briefingu.
Na miejsce akcji gaśniczej w Nadleśnictwie Józefów na Lubelszczyźnie udała się również minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. - Na Lubelszczyźnie, jak w wielu innych województwach, przez ostatnie tygodnie nie padało. Mamy już bardzo suchą ściółkę leśną i te warunki niestety sprawiają, że na rozprzestrzenianie się tego typu pożarów tereny leśne są szczególnie podatne - zwróciła uwagę.
- Zadanie czeka nas jeszcze wielogodzinne, a może i nawet wielodniowe, związane z dogaszaniem tych tlących się elementów pod ściółką - mówił rano nadbrygadier Wojciech Kruczek z Państwowej Straży Pożarnej.
Nowy alert RCB. Objął większy obszar
Do odbiorców w powiecie biłgorajskim został wysłany alert RCB, w którym zaapelowano o to, by nie otwierać okien i słuchać poleceń służb. Po południu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zaktualizowało komunikat, ostrzegając przed dużym zagrożeniem pożarowym lasów.
Lasy Państwowe: prawdopodobnie początek w lasach prywatnych
Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie Jan Kowal mówił na antenie TVN24, że alarm został ogłoszony we wtorek między godziną 15 i 16.
- Miejscem powstania (pożaru - red.) były prawdopodobnie lasy prywatne i przeszedł do lasów państwowych. Jego powierzchnia, a jednocześnie warunki, bardzo silny, porywisty wiatr, doprowadziły do tego, że bardzo szybko się rozprzestrzenił - powiedział Kowal.
Przedstawiciele Lasów Państwowych przekazali, że pożar jako pierwsza zauważyła pracownica punktu obserwacyjnego przy Nadleśnictwie Józefów.