- Do wypadku doszło we wrześniu 2023 roku na A1 w Sierosławiu niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego (Łódzkie).
- W samochodzie marki Kia zginęli rodzice i ich pięcioletni syn. Sebastian M. siedział za kierownicą bmw.
- Sebastian M. został sprowadzony 26 maja 2025 roku do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie wyjechał po wypadku.
- Proces Sebastiana M. toczy się od października 2025 r. przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim.
- Oskarżony od początku podważa rzetelność przeprowadzonych przez biegłych badań.
W piątek na kolejnej rozprawie w procesie Sebastiana M. oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 po raz pierwszy głos zabrała rodzina ofiar. W imieniu pokrzywdzonych przed sądem odczytała oświadczenie Małgorzata Duda, mama Martyny - kobiety, która zginęła we wrześniu 2023 roku razem z mężem Patrykiem i pięcioletnim synkiem synkiem Oliwierem.
Jak powiedziała, postanowili zabrać głos, widząc zachowanie oskarżonego i jego rodziny.
- Moja córka, zięć i wnusio, Martyna, Patryk i Oliwier nie dojechali do domu i odeszli bez pożegnania, co na pewno było wbrew ich woli. Zdecydował o ich odejściu pan Sebastian M., który tamtego wieczoru 16 września 2023 roku swoją brawurą oraz bezmyślnością narażał na niebezpieczeństwo wszystkich obecnych na drodze jadących w kierunku Katowic - mówiła kobieta.
Matka o "ironii i uśmiechu" rodziny oskarżonego
- Popisowa jazda oskarżonego jest dla nas niepojęta i w żaden sposób nie tłumaczy jego nieodpowiedzialnego postępowania jako kierowcy na drodze. Z zeznań świadków, pasażerów BMW wynika, że na sposób jazdy oskarżonego nie wpływał żadnego rodzaju pośpiech. Z naszej perspektywy oskarżony prowadził swoje auto z niewyobrażalną wręcz szaleńczą prędkością dla zabawy i bez cienia refleksji nad swoim zachowaniem - dodała.
Jak mówiła, teraz także mają wrażenie, że "zarówno do oskarżonego, jak i do jego rodziny nie dociera, co się tak naprawdę stało"
- Czas spędzony tutaj, na rozprawach, kojarzy nam się głównie z ironią i uśmiechem rodziny, co w zaistniałej sytuacji potęguje tylko nasze cierpienie - powiedziała Małgorzata Duda.
Dodała, że obie pokrzywdzone rodziny rozumieją istotę prawa do obrony, jednak dobór stwierdzeń, oświadczeń i słów, jakie w ich stronę kieruje oskarżony, łamie ich serca.
- Cierpimy, panie Sebastianie, nie tylko przez pana ciągłe zmiany stanowiska, pana ucieczkę do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie zafundował pan sobie półtoraroczne luksusowe wakacje pod pretekstem rzekomego wyjazdu w celach biznesowych, czy przez stwierdzenie, że nasze dzieci zginęły w pożarze, a nie w wyniku wypadku samochodowego. Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan albo nie rozumie, co się stało, albo co gorsza rozumie doskonale, ale nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności - powiedziała matka ofiary wypadku.
"Kilkanaście minut przed ich śmiercią rozmawiałam z córką"
Wyraziła nadzieję, że sąd wymierzy sprawiedliwość względem Sebastiana M. na podstawie faktów, a nie "wybiórczych teorii", które kreuje oskarżony. Przykładem takich teorii ma być sprawa koła dojazdowego w Kii, którą na podstawie zleconej prywatnej opinii biegłego oskarżony i jego obrońca postawili przed sądem sugerując, że Kia mogła jechać zbyt szybko na kole dojazdowym, a awaria koła mogła stanowić jedną z przyczyn wypadku.
- Zaledwie kilkanaście minut przed śmiercią naszych ukochanych dzieci osobiście rozmawiałam z moją córką przez telefon. Podczas rozmowy nie usłyszałam o problemach związanych z samochodem, jak w różny sposób sugeruje obrona oraz sam pan Sebastian, a jedynie słowa: mamo, zostało nam około dwie godziny drogi i będziemy w domu - wspominała pani Małgorzata.
- Przed każdą rozprawą spotykamy się z naszymi dziećmi i Oliwierkiem na cmentarzu, ale już nigdy nie zrobimy tego przy wigilijnym stole, nie zobaczymy, jak nasz wnuczek dorasta, jak nabiera doświadczenia życiowego. Odebrał nam pan to, co najcenniejsze mieliśmy w życiu - dodała kobieta.
Jak mówiła, oni, jako rodzina, słyszą, że nie wygrają z "pieniędzmi i koneksjami rodziny".
- Wierzymy w sprawiedliwość, a istotą sprawy nie jest to, czy stracił pan panowanie nad autem, czy zabrakło refleksu, czy zawiodła maszyna, czy pan tego chciał, czy też nie. Wiemy tylko, że jechał pan znacząco za szybko, o czym świadczy zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy - powiedziała Małgorzata Duda.
Dodała, że jej rodzina będzie walczyć o sprawiedliwość tak długo, jak tylko będzie mogła i nie podda się, bo jest to winna swoim dzieciom. - Głęboko wierzymy, że sprawiedliwy wyrok sądu wydany w przedmiotowej sprawie oraz nasz upór i determinacja ostudzą na przyszłość zapędy piratów drogowych, aby nigdy więcej nie ginęli na drogach niewinni ludzie w wypadkach samochodów - podkreśliła Małgorzata Duda.
Na czas wygłaszania oświadczenia i wyłącznie w tym kontekście kobieta zgodziła się na publikację swoich danych.
Podważył opinię biegłego, chciał nowej opinii
Na poprzednich rozprawach Sebastian M. zakwestionował rzetelność opinii biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, zarzucając, że jest stronnicza i wybiórczo wykorzystuje fakty pod wpływem przekazów medialnych. Złożył wniosek o dopuszczenie prywatnej opinii biegłego oraz o przesłuchanie jej autora.
Powiedział, że oględziny miejsca wypadku rozpoczęły się długo po wypadku, kiedy samochody rozjeżdżały ślady, a sporządzony szkic nie obrazuje właściwie miejsca wypadku i nie odwzorowuje skali.
Oskarżony o "innej wersji zdarzeń"
Sebastian M. wskazał też na ślad na jezdni, który jego zdaniem nie jest śladem hamowania i nie pasuje do szerokości kół samochodów BMW i Kia. Ma to być ślad żłobiący asfalt, który zdaniem oskarżonego pozostawiła rozerwana w czasie jazdy opona koła dojazdowego Kii.
- W przypadku rozerwania opony musiałoby dojść do natychmiastowej zmiany toru jazdy - powiedział oskarżony, powołując się na zapisy z systemów elektronicznych Kii, że nastąpiły gwałtowne ruchy kierownicą. Dodał, że kierowca Kii z taką oponą nie powinien poruszać się po autostradzie, a z pewnością nie z taką prędkością, z jaką jechał.
Adwokat Katarzyna Hebda, obrońca Sebastiana M., powiedziała, że w materiale dowodowym przedstawionym przez prokuraturę jest bardzo dużo wątpliwości, a na miejscu wypadku znaleziono koło dojazdowe, którego nikt nie zbadał.
- Prokurator mówi, że koło mogło wypaść z auta. Ale koło nie wypada tak sobie z pojazdu w chwili wypadku, a ślady na jezdni nie pasują do hamowania pojazdu. To są ślady koła bez powietrza. Jeśli mamy wątpliwości, zbadajmy to, a nie odrzucajmy tylko dlatego, że nie są zgodne z tezą oskarżenia - poparła wniosek swojego klienta adwokat.
Zapowiedział, że złoży wyjaśnienia przed sądem
Oskarżony od początku procesu korzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. W piątek obrońca oskarżonego, adwokat Katarzyna Hebda zapowiedziała, że Sebastian M. zdecydował się na złożenie przed sądem wyjaśnień. Ma to nastąpić po przesłuchaniu wszystkich świadków.
Sędzia Renata Folkman poinformowała strony, że - wobec takiej decyzji oskarżonego - rozważy, czy podejmie decyzję w sprawie złożonego przez obronę wniosku o dopuszczenie uzupełniającej opinii biegłych w sprawie przyczyn wypadku. Jeśli oskarżony nadal będzie deklarował chęć składania wyjaśnień, postanowienie takie wyda dopiero po odebraniu jego wyjaśnień, co ma nastąpić 12 marca br.
Zakwestionował też prędkość BMW ustaloną przez biegłych
12 lutego Sebastian M. wystąpił z oświadczeniem podważającym ustalenia biegłych co do prędkości BMW, które prowadził, i wytknął istniejące - jego zdaniem - wewnętrzne sprzeczności w dołączonej do akt opinii.
Według Sebastiana M. ocena biegłych, że uszkodzenia samochodów w wyniku zderzenia wskazują, że powstały przy różnicy prędkości obu samochodów na poziomie 55-62 km na godz., a obliczona przez biegłych prędkość BMW w chwili zderzenia to 315-330 km na godz., co świadczy, że różnica prędkości sięgałaby 200 km na godz.
Swojego klienta wsparła obrońca mecenas Katarzyna Hebda, która złożyła wniosek o wystąpienie do BMW z pytaniem, czy modyfikacje, jakim poddany został samochód, nie wpłynęły na system rejestracji EDR (czarna skrzynka w samochodzie rejestrująca jego parametry w czasie jazdy) tak, że dane, które biegli wzięli jako podstawę do obliczenia prędkości BMW, były rzetelne.
Poddała też w wątpliwość kompetencje biegłego, twierdząc, że ma on certyfikat z 2015 r. i nie ma informacji, czy jego uprawnienia były później aktualizowane.
Według prokuratury wnioski obrony to kolejne próby obejścia przepisów procedury karnej, a biegły wydał już opinię jasną i pełną, w której prokurator nie widzi sprzeczności.
- Obrońca zmierza do zasięgnięcia opinii prywatnego podmiotu w tej sprawie (BMW), co uznaję za niedopuszczalne - powiedziała prokurator Konstancja Paprotna-Tobiczyk z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Oświadczenie oskarżonego określiła jako próbę manipulacji faktami i tworzenie subiektywnych interpretacji dowodów, które stoją w sprzeczności z materiałem dowodowym, w szczególności z opiniami biegłych z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych i z zakresu badania śladów elektronicznych.
Sędzia Renata Folkman odrzuciła wnioski obrońcy Sebastiana M., uzasadniając, że biegli w śledztwie znali fakt modyfikacji samochodu BMW Sebastiana M., a w odczycie systemów rejestracji EDR w BMW uczestniczyli przedstawiciele autoryzowanego serwisu BMW Polska.
Odnosząc się do wątpliwości obrońcy Sebastiana M. co do kwalifikacji biegłego, sędzia Folkman powiedziała, że stoi na stanowisku odpowiedzialności i profesjonalizmu biegłego.
***
Do śmiertelnego wypadku doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego. W zderzeniu zginęła trzyosobowa rodzina - rodzice i ich pięcioletni syn. Zanim prokuratura zdołała przesłuchać Sebastiana M., ten wyjechał za granicę. Został zatrzymany w Dubaju i wydany Polsce w maju w 2025 roku. Od tego czasu przebywa w areszcie tymczasowym. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi kara do ośmiu lat więzienia.
Opracowała Marta Korejwo-Danowska /tok
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: ePiotrków.pl