Bocian Lolek - bo tak nazwała go para młodych ludzi, którzy, jadąc samochodem, zauważyli go leżącego na polu - trafił w listopadzie pod opiekę Stowarzyszenia Razem dla Zwierząt w Wałczu. Ptak był wycieńczony i wychłodzony, nie mógł latać, bo był oblepiony trudną do usunięcia nieznaną substancją.
Początkowo pani Marika, jedna z wolontariuszek, wzięła na tydzień bociana do domu i tam próbowała usunąć zanieczyszczenia z piór bociana pod prysznicem. - To była ciepła kąpiel z szarym mydłem, którą podpowiedział nam Artur Paul z ośrodka rehabilitacji bocianów w Żychlinie pod Kutnem, ale niestety nie udało się, jest tak czymś oblepiony, że szukamy pomocy - opisywała Ewa Kościuk ze Stowarzyszenia Razem Dla Zwierzą w Wałczu.
Ptak przejechał 300 km, wróci na wolność wiosną
Lolek przejechał pod Kutno ponad 300 kilometrów i dochodził do siebie w ośrodku rehabilitacji tych ptaków kilka tygodni.
Artur Paul ze Stowarzyszenia "Pomagam Bocianom" informuje, że ptak wygląda imponująco. W miejscu, gdzie ma białe upierzenie "zrobił się śnieżno-biały".
- Tego bociana, jak wiemy, dostaliśmy ubrudzonego dziwną, trudno zmywalną substancją. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się, co zrobić, bo wiedzieliśmy, że prognozy nie są zbyt dobre, żeby mu te pióra wycinać, więc sukcesywnie uwalnialiśmy go z tej substancji, myjąc go i ostatnio udało się usunąć całość tej lepiącej mazi - opisuje Artur Paul.
- Bocian teraz sobie mieszka z koleżanką - z ranną sarną, która trafiła do nas po wypadku. Musi na razie przebywać w specjalnym pomieszczeniu, nie może być na zewnątrz w wolierze otwartej lub półotwartej z powodu braków w upierzeniu i nie chcemy, żeby się wyziębił. Przepierzy się na wiosnę, jeśli nie będzie przeciwwskazań, to dostanie obrączkę i powróci na wolność, bo jest to w pełni sprawny osobnik, który powinien wrócić do swojego środowiska - podsumował społecznik.
Autorka/Autor: Piotr Krysztofiak /tok
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Stowarzyszenie Razem dla Zwierząt w Wałczu