Jeden scenariusz, dziesięć napadów. "Myśleliśmy, że Polska to nie Dziki Zachód"

TVN24

Dziś doszło do kolejnego, dziesiątego napaduTVN24 Łódź
wideo 2/3

Każdy skok jest bardzo podobny. Mężczyzna ubrany na czarno terroryzuje pracowników stacji benzynowej przedmiotem przypominającym broń, zabiera gotówkę i ucieka. Trwa to już od kilku tygodni. Pracownicy są przerażeni, stacje zatrudniają ochroniarzy, a policja jest bezradna.

Do kolejnego napadu doszło w piątek przed piątą nad ranem w Gąbinie pod Płockiem. Przebieg zdarzenia był identyczny jak w dziewięciu innych przypadkach w okolicy.

- Zamaskowany sprawca wtargnął na teren stacji i zażądał wydania gotówki. Pracownikom groził czymś, co przypominało broń palną - mówi podinsp. Katarzyna Kucharska z mazowieckiej policji.

Potem rozpłynął się w powietrzu.

- Prosimy o pomoc wszystkie osoby, które nad ranem przejeżdżały przez okolice stacji o kontakt. Każda informacja może być cenna - apeluje podinsp. Kucharska.

Dodaje, że okoliczności kradzieży wskazują na to, że to może być kolejny napad w wykonaniu tej samej osoby. Na tvn24.pl pokazywaliśmy nagrania z dwóch napadów w Zakrzewie niedaleko Włocławka.

- Przebieg zdarzenia był u nas identyczny - mówi Artur Kandarian, prezes spółki Petrokan Polska, która jest właścicielem okradzionej stacji benzynowej.

Jak Dziki Zachód

W identyczny sposób opróżniono kasę na stacjach w woj. mazowieckim: w Sierpcu (dwukrotnie), Żurominie, Mławie, Ciechanowie, Gąbinie i Płocku. W woj. kujawsko-pomorskim do napadów dochodziło dwukrotnie w Zakrzewie i dwukrotnie pod Lipnem.

- Po drugim napadzie część pracowników poinformowała mnie, że boją się przychodzić na nocną zmianę - opowiada Artur Kandarian.

Na zarządzanej przez niego stacji zatrudniona została firma ochroniarska.

- Miesięcznie płacimy 10 tysięcy złotych za to, żeby czuć się bezpiecznie. Myśleliśmy, że Polska to nie Dziki Zachód, ale bezradność policji wymusza działanie - mówi rozmówca tvn24.pl.

Kandarian oferuje dziesięć tysięcy złotych nagrody dla osoby, która pomoże schwytać sprawcę napadów.

"Znajdę was i rozj***ę!"

Na nagraniach z monitoringu widać i słychać, że napady mają bardzo dynamiczny przebieg. Na jednym z filmów udostępnionych nam przez właściciela okradzionej stacji słychać przeraźliwy krzyk kobiety.

Jej kolega z pracy ucieka przed przestępcą i próbuje przeskoczyć przez sklepową ladę. Zamaskowany sprawca też jest zdenerwowany. Na nagraniu widać, jak tuż po wejściu do budynku wypada mu coś na podłogę. Podnosi tę rzecz i podbiega do schowanych już za ladą pracowników. - Pakuj to! Wszystko! - krzyczy.

- Już - odpowiada szybko pracownica.

Napastnik pyta, czy na stacji jest sejf. Pracownicy zaprzeczają. Przestępca zabiera więc torbę z łupem. Zaczynają się groźby. Złodziej mówi, że "spisał numery samochodów".

- Jak zadzwonicie na psy, to pójdą z dymem. A was znajdę i was rozje**ę! - krzyczy.

Tutaj dochodziło do napadów
Google Maps

Autor: bż//ec / Źródło: TVN24 Łódź