Wiedzą już, co było przyczyną zatrucia przedszkolaków

Szpital w Limanowej
Ogólny stan dzieci jest dobry
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Już wiadomo, co było przyczyną serii zatruć przedszkolaków. Limanowski sanepid poinformował, że bakteria znajdowała się w naleśnikach z twarogiem i brzoskwinią. Trwa jeszcze ustalenie źródła. W szpitalach pozostaje troje z 22 małych pacjentów.

Do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Limanowej (Małopolska) wciąż spływają wyniki badań w związku z zakażeniem salmonellą w kilku tamtejszych przedszkolach.

Pierwsza informacja od właściciela przedszkoli wpłynęła 13 lipca rano. Dotyczyła podejrzenia zatrucia pokarmowego w placówce w Mordarce.

- Przeprowadziliśmy kontrolę sanitarną we wszystkich placówkach, których właścicielem jest osoba, która zgłosiła podejrzenie zatrucia pokarmowego. Były przeprowadzone kontrole w pomieszczeniach, gdzie prowadzone jest żywienie. Pobrane zostały próbki do badań laboratoryjnych - informowała wtedy Renata Krzysztof z sanepidu.

W poniedziałek Aneta Jagaczewska, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Limanowej, poinformowała, że przyczyną zatrucia patogenem był naleśnik z twarogiem i brzoskwiniami, ale konkretne źródło na razie nie jest znane.

Troje dzieci zostało w szpitalach

W ubiegłym tygodniu do szpitali trafiło łącznie 22 dzieci z objawami zatrucia, a sześcioro pozostało pod opieką przychodni. Co dolegało dzieciom? Przede wszystkim wysokie gorączki i odwodnienie. Pacjenci zostali rozmieszczeni w czterech placówkach: w Limanowej, w Nowym Sączu i w szpitalu Żeromskiego w Krakowie oraz w Szpitalu Jana Pawła II w Krakowie.

Ordynatorka oddziału dziecięcego w limanowskim szpitalu mówiła w piątek, że dzieci wymagały nawodnienia dożylnego, ale ich stan ogólny był dobry, nie zagrażał życiu i zdrowiu.

W poniedziałek sanepid poinformował, że w szpitalu przebywa jeszcze troje dzieci, a pozostali mali pacjenci mogli już wrócić do domów.

Szpital w Limanowej
Szpital w Limanowej
Źródło zdjęcia: TVN24
Salmonella
Salmonella
Źródło zdjęcia: PAP

Sanepid nadzoruje kilkaset osób, które miały kontakt z chorymi dziećmi.

Placówki, do których uczęszczały dzieci, są na razie zamknięte.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: