Proces wytoczony krakowskiej archidiecezji przez Janusza Szymika toczy się od połowy czerwca. W poniedziałek po raz pierwszy na sali sądowej zjawił się kardynał Stanisław Dziwisz. Duchowny był wzywany na rozprawy już wcześniej, jednak tłumaczył się nieobecnością w Polsce i złym stanem zdrowia. Sąd nie przychylił się do jego próśb, by więcej go nie wzywać.
Czytaj też: Kardynał Stanisław Dziwisz zeznaje w sprawie o molestowanie. Tym razem zjawił się w sądzie
W zeznaniach hierarchy pojawił się wątek listu, który otrzymał od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. To on poprosił Dziwisza o interwencję w spawie księdza Wodniaka.
- Dla mnie ten list był przykry, bo odnosił się nie tylko do księdza Wodniaka, ale też do innych księży. To zostało przekazane do Stolicy Apostolskiej. O Wodniaku tam było tylko kilka zdań. Nie pojawiało się nazwisko Szymik, ale musiałbym to jeszcze sprawdzić. Było przede wszystkim oskarżenie księży o współpracę z SB. Ten list do mnie skierowany to była raczej notatka o sytuacji - mówił w poniedziałek Dziwisz.
Pełnomocnicy Archidiecezji Krakowskiej pytali go przed sądem, czy krakowska kuria wiedziała, że ks. W. był tajnym współpracownikiem SB. Dziwisz odpowiedział, że nie miał takiej wiedzy, "bo to wszystko było utajnione", a dowiedział się o tym może tydzień temu.
Ksiądz szantażowany przez SB
Wątek współpracy Wodniaka z SB pojawił się też w dokumentach, które Archidiecezja Krakowska złożyła w poniedziałek w sądzie.
Pełnomocnicy pozwanej strony złożyli wniosek do sądu, aby z powodu zwerbowania księdza i jego współpracy z komunistyczną bezpieką do sprawy przypozwać Skarb Państwa. Według nich bezpieka, mając wiedzę o skłonnościach księdza i prawdopodobnie jego czynach, nie ścigała go z urzędu, choć miała taki obowiązek, ale wykorzystała to do szantażu i zmuszenia do składania donosów. Wodniak był wówczas sekretarzem kard. Franciszka Macharskiego.
- Państwo Ludowe reprezentowane przez Służbę Bezpieczeństwa powinno się czuć współodpowiedzialne. Dlatego że jeśli były popełnione przestępstwa, to w Kodeksie karnym z 1969 roku i obecnie jest zasada ścigania z urzędu przez policję i prokuraturę. A jeżeli policja i prokuratura tego nie robi, bo woli mieć bardzo użytecznego konfidenta, którego nazwano TW Janek, i przymyka oczy na pewne praktyki, które są karygodne, i nie prowadzi tych śledztw, to czy to jest przypadek? – mówił adwokat Stanisław Kłys, pełnomocnik kurii.
Jeśli sąd przychyli się do wniosku, będzie to pierwsza sytuacja, w której to państwo będzie odpowiadać za przestępstwa popełnione przez księdza pedofila.
20 mln zł zadośćuczynienia
Janusz Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana Wodniaka, ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 r. Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.
Kościół bielsko-żywiecki podjął działania dopiero w 2014 r., gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan Wodniak przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.
Przed Sądem Okręgowym w Krakowie Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, których dopuścił się wobec niego ks. Jan Wodniak. Archidiecezja Krakowska i parafia mają odpowiadać za te czyny jako zwierzchnicy księdza.