TVN24 | Kraków

Teatr, który wystawił "Dziady", bez dofinansowania. "Mamy tu wielkiego cenzora"

TVN24 | Kraków

Autor:
eŁKa/tam
Źródło:
TVN24
Kidawa-Błońska w sprawie krakowskich "Dziadów"
Kidawa-Błońska w sprawie krakowskich "Dziadów"tvn24
wideo 2/6
tvn24Kidawa-Błońska w sprawie krakowskich "Dziadów"

Po premierze "Dziadów" w Teatrze im. J.Słowackiego w Krakowie w reżyserii Mai Kleczewskiej Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wycofało się ze współfinansowania placówki. Takiej decyzji resortu kierowanego przez ministra Piotra Glińskiego sprzeciwia się m.in. Małgorzata Kidawa-Błońska, która ministra kultury nazywa "wielkim cenzorem".

W środę przed Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie konferencję zwołali politycy Platformy Obywatelskiej, którzy chcieli wyrazić swój sprzeciw wobec polityki MKiDN, którego przedstawiciele wycofują się z finansowania krakowskiego teatru.

– Z panią przewodniczącą Katarasińską (Iwona Śledzińska-Katarasińska, polityk PO - red.) zadaliśmy pytanie, dlaczego minister kultury Piotr Gliński wycofał się z umowy o współprowadzeniu Teatru imienia Juliusza Słowackiego. Okazało się, że jej nie będzie – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska, polityk PO i wicemarszałek Sejmu.

– Pan minister odpowiedział nam, jak nigdy, błyskawicznie. Powiedział, że kultura w Polsce nigdy nie miała się tak dobrze, że jest bardzo dużo pieniędzy na kulturę, że tworzy nowe, wspaniałe instytucje i zupełnie nie rozumie, dlaczego zadajemy mu to pytanie - relacjonuje posłanka opozycji. Jak zauważa, na zadane pytanie minister nie odpowiedział.

"Władza boi się artystów"

Kidawa-Błońska podkreśliła także, że od ministra kultury wymaga się tego, żeby dbał o równomierny rozwój kultury. - Żeby pozwalał rozwijać się i kulturze bardziej nowatorskiej i bardziej tradycyjnej, żeby była różnorodność. Powinien granty czy pieniądze dzielić transparentnie, ocen powinni dokonywać eksperci, specjaliści, a tutaj mamy nagle wielkiego cenzora, bo minister Gliński staje się narodowym cenzorem. Cenzuruje "Dziady" - mówiła polityk.

- Nigdy nie myślałam, że dożyjemy czasów, że "Dziady" w wolnej Polsce mogą wzbudzać u rządzących takie emocje. Jak oni czytają poezję? Boją się Mickiewicza? Boją się Szymborskiej? Boją się Herberta? To znaczy, ta władza ma bardzo dużo na sumieniu, skoro tak boi się artystów - skwitowała Kidawa-Błońska.

Konflikt między teatrem a stroną rządową zaczął się, gdy 23 listopada małopolska kurator oświaty Barbara Nowak wydała stanowisko, w którym "zdecydowanie odradza organizowanie przez szkoły wyjść dzieci i młodzieży na ten spektakl", czyli "Dziady" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Przekonywała, że zawarte w nim treści nie wpisują się w cele systemu oświaty opisane w Prawie oświatowym.

Nawet "Dziadów" nie widzieli

Kurator o spektaklu napisała, że "jest swobodną emanacją poglądów środowiska, które pragnie kształtować spojrzenie społeczne na współczesną Polskę nie z troską, miłością należną Ojczyźnie, lecz z nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej. Ten spektakl zawiera i promuje treści, które pozostają w jawnej sprzeczności z celami wychowania młodych Polaków określonych w preambule Prawa Oświatowego" - czytamy w komunikacie.

OGLĄDAJ "CZARNO NA BIAŁYM" O MAŁOPOLSKIEJ KURATOR OŚWIATY >>>

Stanowisko opublikowano na stronie kuratorium. Kurator Nowak dodała do tego komentarz w mediach społecznościowych. "W mojej ocenie, haniebne jest używanie dzieła wieszcza A. Mickiewicza dla celów politycznej walki współczesnej opozycji antyrządowej z polską racją stanu" - napisała na Twitterze.

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek nazwał sztukę "dziadostwem", a minister kultury Piotr Gliński skomentował: "Oczywiście niepokoją takie działania kontrowersyjne w sztuce i przekraczają granice akceptowalnej kontrowersji". Ani minister Czarnek, ani wicepremier Gliński, podobnie jak i kurator Nowak, przedstawienia nie widzieli.

Nie będzie finansowania

Autorzy "Dziadów" nie kryli swoich politycznych poglądów. W zapowiedzi spektaklu czytamy: "Polska konserwatywna chce zawłaszczyć poetów. Zamknąć im usta. Chce związać im ciała, zabić ich miłość. Chce zawłaszczyć narodową historię, napisać ją na nowo. Chce napisać historię sielską, bohaterską i niewinną. Można się udusić od tej niewinności. Polska salonu, konformistyczna, bez idei na przyszłość, chce jedynie dostatku i spokoju".

Mimo to dyrektor teatru przez ostatnie miesiące 2021 roku pracował z Urzędem Marszałkowskim w Krakowie nad tym, by do współfinansowania i organizowania teatru przyłączyło się Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a rozmowy początkowo przyniosły pozytywny skutek.

OGLĄDAJ TELEWIZJĘ NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

Od stycznia teatr miał być współfinansowany z rządowych pieniędzy. - Przygotowywane są dokumenty, statuty, uchwała sejmiku, negocjowana umowa - przekazywał nam Krzysztof Głuchowski, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Potem rozmowy się skończyły. Teraz teatr może mieć finansowe kłopoty.

Już raz "Dziady" władzy się nie spodobały

Premiera sztuki miała miejsce 19 listopada - w 120-lecie prapremiery "Dziadów" w inscenizacji Stanisława Wyspiańskiego.

Sprawę w mediach społecznościowych komentowali politycy, artyści i publicyści. Posłanka Barbara Nowacka napisała: "Historia wraca farsą", a publicysta i krytyk Jakub Majmurek: "Po rekonstrukcji sanacji przechodzimy od razu do rekonstrukcji Moczara. A może jakaś odwilż październikowa po drodze?". Kolejni komentatorzy nawiązują do roku 1968, gdy to właśnie "Dziady" zdjęto po raz pierwszy z afisza.

Chodzi o sztukę w reżyserii Kazimierza Dejmka, której premiera miała miejsce 25 listopada 1967 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie. W rolę Gustawa-Konrada wcielił się Gustaw Holoubek. Spektakl miał świetne recenzje i budził wielkie zainteresowanie, ale nie spodobał się władzy. W styczniu 1968 r. Ministerstwo Kultury i Sztuki zdecydowało o zdjęciu przedstawienia z afisza.

Po ostatnim spektaklu odbyła się manifestacja, a jej uczestnicy wykrzykując hasła takie jak "Wolna sztuka!", udali się na Krakowskie Przedmieście, gdzie przed pomnikiem Adama Mickiewicza złożyli kwiaty. Milicja zatrzymała kilkadziesiąt osób. Następnego dnia studenci Adam Michnik i Henryk Szlajfer zrelacjonowali przebieg wydarzenia korespondentowi francuskiego dziennika "Le Monde". 4 marca obaj zostali skreśleni z listy studentów Uniwersytetu Warszawskiego, co stało się początkiem tzw. wydarzeń marcowych. Pisarz Stefan Kisielewski nazwał wtedy komunistyczną władzę "dyktaturą ciemniaków".

Autor:eŁKa/tam

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: fot. Bartek Barczyk/Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Pozostałe wiadomości