Do makabrycznego odkrycia doszło w jednym z bloków przy ul. Zgrzebnioka w Siemianowicach Śląskich 25 lutego tego roku. W jednym z mieszkań znaleziono zwłoki rodziny.
"Służby zawiadomione zostały przez sąsiadkę zaniepokojoną tym, że od dłuższego czasu nie widziała żadnej z tych osób" - informował w komunikacie z lutego prokurator Aleksander Duda, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach.
Do środka weszli policjanci oraz strażacy. Znaleźli trzy ciała: małżeństwa w podeszłym wieku - 90-latka i 94-latki - oraz ich 66-letniego syna. Nic na pierwszy rzut oka nie wskazywało na to, aby ktoś zaatakował rodzinę. Zlecono sekcję, żeby wyjaśnić sprawę. Zajęła się nią Prokuratura Rejonowa w Siemianowicach Śląskich.
- Ciała znaleziono najprawdopodobniej kilkanaście dni po śmierci - powiedziała nam prokurator rejonowa w Siemianowicach Śląskich Beata Cedzyńska.
Badania nie dały jednoznacznej odpowiedzi
Prokuratura Rejonowa zleciła po trzy opinie w stosunku do każdej osoby: histopatologiczną, toksykologiczną i z sekcji zwłok. Jako pierwszy poinformował o nich "Dziennik Zachodni". Wyniki badań, które są w posiadaniu prokuratury, nie dały jednoznacznej odpowiedzi, co się stało w mieszkaniu. Wiadomo jednak, co udało się wykluczyć.
- Badania wykluczają samobójstwo rozszerzone i urazy, które mogłyby sugerować, że do śmierci doszło przy udziale osób trzecich albo spowodowanych przez innego członka rodziny - przekazała prokurator Beata Cedzyńska.
Syn umarł, a seniorzy zostali sami?
Wykluczono także zatrucie czadem oraz przedawkowanie leków. Te ostatnie znajdowały się w organizmach członków rodziny, jednak ich stężenie nie przekraczało norm - prawdopodobnie były one stale zażywane przez zmarłe osoby.
- W wynikach badań pojawia się sugestia dotycząca choroby syna. Możliwe, że to ona doprowadziła do jego zgonu. Ewentualną konsekwencją mogłaby być śmierć jego rodziców, którzy nie potrafili o siebie zadbać - dodała prokurator rejonowa z Siemianowic Śląskich.
Zaznaczyła jednak, że jest to tylko interpretacja i hipoteza prokuratury. Badania nie odpowiedziały na pytanie, czy zgon syna nastąpił jeszcze przed śmiercią rodziców. Wyjaśnienie sprawy utrudnia fakt, że małżeństwo i ich syn od pewnego czasu nie utrzymywali stosunków z resztą rodziny. Trudnością dla biegłych był też stan rozkładu zwłok.
- Do śmierci tych trzech osób nie doszło w wyniku przestępczego działania osób trzecich. Postępowanie będzie umorzone w bieżącym miesiącu - powiedziała nam prokurator.