We wtorek po południu w Pałacu Prezydenckim spotkali się prezydent Karol Nawrocki, prezes NBP Adam Glapiński oraz szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki z premierem Donaldem Tuskiem, wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Rozmowy dotyczyły propozycji tzw. Polskiego SAFE Zero Procent - alternatywy dla unijnego programu SAFE, mającego wspierać finansowanie wydatków obronnych.
Według prezydenta i prezesa NBP projekt ma umożliwić pozyskanie 185 mld zł na modernizację armii bez zaciągania kredytów i bez powiązań z unijnymi mechanizmami finansowania. Adam Glapiński zapewnił, że środki nie będą pochodzić z rezerw NBP, gdyż byłoby to niezgodne z prawem, a program ma być "bezodsetkowy". Wciąż jednak brak szczegółów, w jaki sposób bank centralny miałby przekazać pieniądze na ten cel.
Czytaj też: "To nie jest moment, żeby się pozbywać rezerw, najgorszy z możliwych"
NBP bez pieniędzy na SAFE Zero Procent
Na antenie TVN24 reporter Sebastian Napieraj zwrócił uwagę, że według zapowiedzi środki na Polski SAFE miałyby pochodzić z zysku NBP. Problem w tym, że od kilku lat bank centralny notuje straty. - W ostatnich latach skumulowana strata NBP wyniosła około 100 miliardów złotych. Ostatni raz zysk odnotowano w 2021 roku - przypomniał dziennikarz.
Obecnie 95 procent zysku NBP trafia do budżetu państwa, z którego można finansować różne wydatki, w tym dozbrajanie armii. Prezydencka koncepcja zakłada jednak, że pieniądze miałyby trafić bezpośrednio do specjalnego Funduszu Inwestycji Obronnych (FIO), z pominięciem budżetu.
Doradca prezydenta Leszek Skiba przekonywał niedawno, że sytuacja finansowa NBP ulegnie poprawie i "za 2026 rok pojawi się zysk". Premier Donald Tusk odniósł się do tych deklaracji, podkreślając, że ewentualne zyski banku centralnego, zgodnie z obowiązującym prawem, powinny trafić do budżetu państwa, a dopiero potem zostać przeznaczone na wydatki związane z bezpieczeństwem.
Tusk przypomniał też, że według pisma od prezesa NBP, bank spodziewa się w najbliższych latach dalszych strat, mimo że Glapiński publicznie mówi o "180 miliardach zysku".
Kredyty, pożyczki i fundusze
Napieraj wskazał, że nawet jeśli zysków nie ma, projekt przewiduje inne formy finansowania. Bank Gospodarstwa Krajowego mógłby na rzecz funduszu zaciągać kredyty i pożyczki. Co ciekawe, jak zauważył reporter, podobne rozwiązania już funkcjonują w ramach Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, stworzonego przez poprzedni rząd.
- Takie przepisy już są, można z nich korzystać - podkreślał Napieraj, dodając, że również obecnie można wykorzystywać zysk NBP trafiający do budżetu. W jego ocenie pojawia się więc pytanie, po co tworzyć nowy fundusz, skoro podobne narzędzia już istnieją.
Zdaniem Napieraja istotą projektu może być nie tylko sposób finansowania, ale też kwestia wpływu na decyzje o zakupach dla wojska. Zgodnie z zapisami projektu, decyzje w kluczowych sprawach mają być podejmowane większością dwóch trzecich głosów przez pięcioosobowe ciało, w którym zasiadaliby m.in. przedstawiciele prezydenta i Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
- Mówiąc wprost, decyzje podejmowane co do zakupów, jeżeli ta ustawa weszłaby w życie, jeżeli ten fundusz by funkcjonował, nie dałoby się podjąć bez przedstawiciela prezydenta i przedstawiciela Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Karol Nawrocki chce mieć wpływ na to, jak pieniądze są wydawane. O to tak naprawdę może chodzić w projekcie tej ustawy - podsumował.
Autorka/Autor: Bartłomiej Ciepielewski/ams
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24