- Celem jest to, żeby te modele miały być na czym trenowane. Jeśli pomyślimy o tym w ten sposób, że te modele już wchłonęły wszystko, co się dało elektronicznie, to zaczniemy zdawać sobie sprawę, że niewiele już z twórczości ludzkiej zostało. To, co zostało, to są książki, które nie były jeszcze nigdy zdigitalizowane, no i stąd właśnie taki wielki "run" (z ang. bieg, pęd) na pozycje antykwaryczne - powiedział prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego i CampusAI.
AI jest szkolona na książkach z antykwariatów
- Po pierwsze tracimy książki, po drugie te firmy w żaden sposób się tym nie dzielą, tworzą jedynie wartość dla swoich akcjonariuszy - stwierdził prof. Jemielniak.
- Te książki są bezceremonialnie skasowane, wyrzucone, a co więcej - nie zostaje po nich ślad do użytku publicznego - powiedział ekspert. - Skoro muszą być zniszczone, zeskanowane, to OK, ale przynajmniej niech trafią do jakiegoś repozytorium - zaproponował.
Jemielniak podkreślił, że skup książek przez producentów AI może stanowić zagrożenie dla wydawców, odkąd na potrzeby szkolenia sztucznej inteligencji wystarczy tylko jeden egzemplarz. Dodał, że prawo - szczególnie w USA - nie zabrania szkolenia modeli na legalnie kupionej książce.
- To jest o tyle problematyczne, że ta książka jest później wykorzystywana setki, tysiące, miliony razy być może, ale już bez jakiegokolwiek wynagrodzenia czy dla autorów, czy wydawców - wyjaśnił ekspert. Dodał, że "tracimy na tym wszyscy". Działania producentów AI ograniczają nasz dostęp do zasobów antykwarycznych. Do tego część z tych firm może upaść, przez co utracone zostaną przejęte przez nie materiały.
"Sztuczna inteligencja jest na etapie Dzikiego Zachodu"
Pytany o to, co podobne działania sektora AI mówią nam o rozwoju tej technologii, stwierdził, że "dalej jesteśmy na etapie Dzikiego Zachodu". - Te firmy nie mają kontroli etycznej. One są ciągle rozwijane w sposób typowy dla startupów, czyli "move fast, brake things" (bądź szybki, psuj rzeczy). Koniec końców, biorąc pod uwagę, że jest to technologia bardzo transformacyjna, dość potężna, to może prowadzić do poważnych zagrożeń - powiedział Jemielniak.
Dodał, że konieczna jest obecnie rozmowa na temat wprowadzenia kontroli działań producentów tej nowej technologii. - Jeśli tego nie zrobimy, to obudzimy się w sytuacji, w której tej kontroli w ogóle nie mamy i rządzą między sobą korporacje, a być może i nawet one stracą nad tym kontrolę - ocenił.