Limity płac medyków wracają do komisji. Poprawki od opozycji i koalicjantów

Miało dojść do błędu w sztuce lekarskiej
Joanna Wicha (Lewica): nie dziwi reakcja związków zawodowych
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Najważniejsza ustawa z "pakietu naprawczego" ochrony zdrowia znalazła się w ogniu krytyki podczas pierwszego czytania w Sejmie. Chodzi o projekt przewidujący między innymi wprowadzenie maksymalnych stawek godzinowych dla medyków. Poprawki zgłaszała zarówno opozycja, jak i koalicjanci.
Kluczowe fakty:
  • Ustawa przewiduje także wprowadzenie limitów czasu pracy dla medyków w placówkach z kontraktem NFZ.
  • Opozycja krytykuje projekt. Na co wskazuje?
  • Jakie zastrzeżenia mają koalicjanci oraz przedstawiciele partii Razem i Lewicy?
  • Projekt ustawy będzie dalej procedowany - zajmie się nim komisja zdrowia.

- Sednem proponowanych przepisów jest ustanowienie nowego zestawu norm, dotyczących sposobu zatrudniania osób wykonujących zawody medyczne. Forma zatrudnienia w zakresie czasu pracy oraz maksymalnej stawki wynagrodzenia przyjmie jednolite, wprost określone w treści ustawy limity - mówiła podczas pierwszego czytania posłanka Marta Golbik z Koalicji Obywatelskiej, przewodnicząca sejmowej komisji zdrowia.

Limity w placówkach z kontraktem NFZ

Przypomnijmy, projekt zakłada wprowadzenie limitów wynagrodzeń w placówkach z kontraktem z Narodowym Funduszem Zdrowia. Medycy mają zarobić do ośmiokrotności płacy minimalnej (38 448 zł brutto w 2026 roku, 240 zł za godzinę), z możliwością podwyższenia do 12- lub 16-krotności w określonych przypadkach.

Wprowadzony ma być też maksymalny czas pracy - 320 godzin miesięcznie oraz minimalny wymiar, w jakim medyk mógłby się wiązać ze szpitalem (pół etatu). Publiczne placówki ochrony zdrowia nie będą już mogły zawierać ponadto umów ze spółkami, fundacjami czy spółdzielniami lekarskimi.

- Zasadne jest często słyszane przez nas oburzenie ze strony pacjentów i wiemy to od lat. Niestety, nikt od lat nie podjął się tego, by wprowadzić zmiany. Projekt, nad którym dzisiaj dyskutujemy, poprawia między innymi to, w jakim stopniu przejrzyste są zasady działania specjalistów, którzy ten system współtworzą. Czy to zakres zobowiązań zawodowych, który nie powinien być kształtowany w sposób, który ma wymusić na osobie z wyjątkowo odpowiedzialnymi zadaniami pracę ponad ludzkie siły, czy sposób wynagradzania takich osób - argumentowała Marta Golbik.

Opozycja krytykuje projekt ustawy o wynagrodzeniach medyków

Posłowie opozycji zarzucali projektowi, że nie jest odpowiedzią na rzeczywiste problemy, lecz ruchem pozorowanym, w istocie niezmierzającym do tego, by je rozwiązać.

- Są ustawy, które rozwiązują problemy, ale są i takie, które przede wszystkim mają sprawiać wrażenie, że ktoś próbuje problemy rozwiązać. Ten projekt niebezpiecznie zbliża się do tej drugiej kategorii. Pacjent ma prawo oczekiwać, że lekarz będzie obecny przy jego łóżku, a pieniądze przeznaczone na leczenie zostaną uczciwie rozliczone. Tak, potrzebujemy skuteczniej kontroli czasu pracy, zdecydowanej reakcji na fikcyjne świadczenia, ale rząd odpowiada na to ustawą, której skutki mogą być zupełnie inne - mówiła Katarzyna Sójka z Prawa i Sprawiedliwości.

- Jeśli chcemy walczyć z patologią w ochronie zdrowia, to musimy zacząć od uczciwego rozliczania czasu pracy, skutecznego nadzoru, przejrzystych umów czy odpowiedzialności osób zarządzających szpitalami. Rząd proponuje przede wszystkim administracyjne limity wynagrodzeń, ograniczenie zatrudnienia i przepisy, które mogą niesprawiedliwie uderzyć również w tych medyków, którzy uczciwie wykonują swoją pracę - dodała Sójka.

PiS ostrzega przed odpływem specjalistów i problemami szpitali powiatowych

Posłanka PiS dopytywała o analizę skutków i wyliczenia pokazujące, ile oddziałów będzie w stanie po wprowadzeniu przepisów utrzymać obsadę, a także ilu specjalistów może odejść do sektora prywatnego. Pytała również, jak zakładane ograniczenia wpłyną na dostępność świadczeń w mniejszych miejscowościach. PiS złożył do ustawy poprawkę, "która ma zapobiegać uznaniowemu podnoszeniu wynagrodzeń".

- Rząd, zamiast ukarać nieuczciwych, karze wszystkich. Wprowadza sztywne limity - nie więcej niż dwa etaty i około 77 tysięcy złotych miesięcznie. Ogranicza kontrakty zawierane przez spółki i spółdzielnie. Powiem, co się stanie w praktyce. Sufit bardzo szybko stanie się podłogą, maksimum zapisane w ustawie zostanie uznane za absolutne i niepodważalne minimum. Najbardziej za to wszystko zapłacą szpitale powiatowe, które już dziś walczą o każdego specjalistę. Na mocy tych przepisów będzie można rozwiązać umowę z kobietą w ciąży czy osobą w okresie przedemerytalnym - punktował Fryderyk Sylwester Kapinos ze Stowarzyszenia "Rozwój Plus".

Partia Razem proponuje siatkę płac dla medyków

Marcelina Zawisza z partii Razem krytykowała projekt, wskazując, że przy ustalaniu stawek nie uwzględnia on kwalifikacji, czasu pracy ani lokalizacji szpitala i może nadmiernie obciążać ich budżety.

- Powinien być jakiś limit, powinna być jakaś granica. Nie mówię już o granicy przyzwoitości, ale o limicie możliwym do godnego wynagradzania, ale niedoprowadzania do drenowania budżetów szpitali. Przygotowaliśmy poprawki, które będę składała po raz drugi. Radykalnie obniżają one maksymalne wynagrodzenie, ale umożliwiają wprowadzenie siatki płac - zapowiedziała Zawisza.

Lewica: nowe przepisy mogą naruszać prawa pracownicze

Wątpliwości dotyczące możliwości naruszeń praw pracowniczych zgłaszali również koalicjanci. Mówiła o tym posłanka Joanna Wicha z Lewicy.

- Nie dziwi reakcja związków zawodowych, oburzonych tym, że przy okazji projektu wyłącza się między innymi konsultację związkową wypowiedzenia, ochronę przedemerytalną oraz ochronę podczas urlopu czy innej usprawiedliwionej nieobecności. Co ma wspólnego ograniczenie nadmiernego kontaktu z odbieraniem ochrony człowiekowi, któremu zostało kilka lat do emerytury lub kobiecie w ciąży? - pytała Joanna Wicha. Zapowiedziała, że jej klub poprze ustawę, ale pod warunkiem przyjęcia poprawek wyłączających zagrożenia z punktu widzenia ochrony pracowniczej.

- Pieniądze na zdrowie wymagają szczególnej ochrony. Muszą wystarczyć na leczenie, utrzymanie placówek i godne wynagrodzenie całych zespołów. Nie możemy pozwolić, by coraz większą część tej puli pochłaniały nadmierne wymagania finansowe pojedynczych osób - mówiła posłanka Lewicy.

PSL chce zniesienia wymogu połowy etatu

Radosław Lubczyk z Polskiego Stronnictwa Ludowego Trzeciej Drogi powiedział, że od przyjętych rozwiązań zależy nie tylko sytuacja finansowa placówek medycznych, lecz przede wszystkim to, czy pacjent otrzyma pomoc medyczną wtedy, kiedy potrzebuje.

- Dyskusja o zasadach wynagradzania personelu medycznego wymaga szczególnej odpowiedzialności. Nie jest to temat, który można sprowadzić wyłącznie do wysokości wynagrodzeń albo ograniczenia wydatków - zaznaczył poseł PSL TD. W jego ocenie warunki zatrudnienia muszą uwzględniać zarówno możliwości finansowe systemu, jak i potrzebę przyciągania oraz utrzymania specjalistów.

- Nie można zapominać również o różnicach pomiędzy poszczególnymi placówkami. Inne wyzwania ma duży szpital kliniczny, inne szpital powiatowy, a jeszcze inne podmiot działający na terenie, na którym już dziś trudno zapewnić odpowiednią liczbę specjalistów. W debacie o ochronie zdrowia najważniejszy powinien być pacjent - dodał Lubczyk i poinformował, że klub PSL złoży poprawki do ustawy.

- To, że trzeba zatrudnić specjalistę na pół etatu nijak nie ma się do rzeczywistości. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej lekarze pracują po kilka godzin i nijak nie ma stworzyć z tego połowy etatu. W naszej poprawce znosimy ten wymóg - poinformował poseł.

Z uwagi na to, że w trakcie pierwszego czytania złożone zostały poprawki do ustawy, projekt wrócił do prac w komisji zdrowia.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: